Polski boks niestety leży. Jasne, mistrzem świata jest Łukasz Różański, ale niedawno utworzona kategoria bridger (do 101 kg) nie jest zbyt ceniona w środowisku pięściarskim. Być może niedługo mistrzem świata zostanie Mateusz Masternak. Namieszać w czołówce pewnie będzie chciał także Michał Cieślak. I trudno wymienić więcej pięściarzy, którzy realnie mogą marzyć o starciach mistrzowskich. Ale w sporcie nie chodzi tylko o najwyższy poziom sportowym. Przede wszystkim liczą się emocje. A ich nie brakowało podczas piątkowej gali Babilonu.
W starciu zakontraktowanym w wadze ciężkiej na dystansie czterech rund zmierzyli się Maciej "Smok" Smokowski (109 kg) oraz Piotr Więcławski (101 kg). Ten pierwszy łączy występy w ringu z tymi w klatce, zaś Więcławski kojarzony był z walk na gołe pięści, gdzie m.in. dwukrotnie przegrał z Denisem Labrygą, gwiazdą freak fightów.
Już w pierwszej rundzie Więcławski powalił na deski Smokowskiego, ale ten wstał i jeszcze przed gongiem zrewanżował się nokdaunem. W drugiej rundzie Więcławski znowu był liczony. I to dwa razy! - Skrajnie wyczerpany jest już Więcławski - mówił Paweł Wyrobek, komentator Polsatu Sport.
Pod koniec trzej rundy Więcławski znowu był potwornie bity i znowu był liczony. Trudno w to uwierzyć, ale na początku ostatniej rundy, to "Smoku" był w poważnych tarapatach, jednak przetrwał szaleńcze ataki i ostatecznie wygrał na punkty.
"Co za walka na gali Babilon Boxing Show. Piękna cepeliada..." - komentował Cezary Kolasa z Przeglądu Sportowego.
"Smokowski vs Więcławski to była remizowa bitka bez umiejętności i kondycji. Nie będę kłamał - w sumie obejrzałbym u nas taki turniej na zasadach Prizefightera z zawodnikami tego kalibru. Mógłby nawet wrócić Damian "Turbo" Trzciński albo Ben Wrotniak" - dodał Leszek Dudek, znawca boksu.