- Nie lubię określenia, że boks jest męskim światem, ale niestety tak jest. Trenuję na sali z samymi mężczyznami. Niestety muszę trenować w takim czasie, jak mężczyźni, na tych samych obciążeniach i robić te same treningi co oni. Nikt nie podporządkowuje się pode mnie. Weszłam do męskiego świata i muszę się dostosować - mówi Laura Grzyb, mistrzyni Europy w boksie.
Laura Grzyb pierwszą walkę w boksie zawodowym stoczyła w 2019 roku. Do tej pory wygrała dziewięć walk, nie przegrała ani jednej. W najbliższą sobotę po raz pierwszy w zawodowej karierze wystąpi przed własną publicznością w Jastrzębiu-Zdroju.
Podczas gali cyklu Knockout Boxing Night będzie walczyła ze Stevi Levy w obronie tytułu mistrzyni Europy. Laura Grzyb obecnie jest jedyną polską pięściarką, która w najbliższej przyszłości może powalczyć o pas mistrzyni świata.
Krzysztof Smajek: Nie jesteś jeszcze zmęczona boksem?
Laura Grzyb: - Pewnie gdybym się nad tym zastanawiała, to zaczęłabym wzdychać i narzekać. Lepiej o tym nie myśleć i nie tracić energii. Przychodzę na treningi i robię swoje. Podczas przygotowań do najbliższej walki codziennie przynosiłam na salę treningową pas mistrzyni Europy, żeby mi przypominał, dlaczego tutaj jestem i po co to wszystko robię.
A po co to robisz?
- Zdobycie pasa EBU to był tylko schodek, na który musiałam wskoczyć. Celem numer jeden jest zdobycie pasa mistrzyni świata. Teraz będę walczyła w rodzinnym mieście, to jest dla mnie wielkie wyróżnienie. Muszę obronić pas mistrzyni Europy i zawalczyć o mistrzostwo świata. Powoli wdrapuję się do światowej czołówki. Marzy mi się walka o mistrzostwo świata, ale w boksie zawodowym kobiet robi się coraz trudniej. Już nie jest tak, jak dziesięć lat temu, gdy można było sobie wykrzyczeć walkę o pas. Teraz trzeba taką szansę wywalczyć w ringu.
W jakiej kondycji jest boks zawodowy kobiet w Polsce?
- Nieskromnie to zabrzmi, ale praktycznie tylko ja ciągnę ten wózek. Jestem jedyną polską zawodniczką, która liczy się za granicą w boksie zawodowym. Mamy bardzo mocny skład w boksie olimpijskim. Mam nadzieję, że dziewczyny, które walczą o wyjazd na igrzyska do Paryża, kiedyś podpiszą zawodowe kontrakty i będą kontynuować to, co ja teraz zaczęłam. Mam nadzieję, że dziewczyny nie będą rezygnowały i myślały, że to jest sport tylko dla facetów. Chciałabym dać kibicom i ekspertom w Polsce pas mistrzyni świata. Może po moim sukcesie więcej dziewczyn uwierzy, że w tym sporcie można zdobywać tytuły.
To jest sport dla facetów?
- Nie lubię określenia, że boks jest męskim światem, ale niestety tak jest. Trenuję na sali z samymi mężczyznami. Niestety muszę trenować w takim czasie jak mężczyźni, na tych samych obciążeniach i robić te same treningi co oni. Nikt nie podporządkowuje się pode mnie. Weszłam do męskiego świata i muszę się dostosować.
To jest duży problem?
- Nie narzekam, staram się o tym nie myśleć i nie analizować. Przychodzę na salę trenować, to trener Andrzej Liczik ustala zasady gry. Ufam trenerowi, słucham go i wierzę, że dobrze przygotuje mnie do walki. Chcę udowodnić, że też jestem twarda i potrafię walczyć.
Zacytuję Ewę Piątkowską, z którą niedawno rozmawiałem: "Musiałam jeszcze znosić komentarze na temat boksu kobiet, że nie da się tego oglądać, że nie powinniśmy istnieć. To mnie również wymęczyło. Cały czas podważany był zawód, który wykonywałam." Spotkałaś się z czymś takim?
- Bardzo długo walczyłam z takimi opiniami. Kiedyś postanowiłam, że udowodnię tym ludziom, że po moich walkach zmienią zdanie. Na szczęście tak się stało. Mój promotor Andrzej Wasilewski nie lubi boksu kobiet, zazwyczaj krytykuje go, ale odezwał się do mnie. Mówił, że jest zachwycony moim stylem boksowania i że chce mieć taką zawodniczkę w grupie KnockOut Promotions. To był pierwszy sygnał, że robię coś fajnego i że to może się udać.
Jak przyszłam pierwszy raz na salę, to ze spojrzeń chłopaków mogłam wyczytać: dziewczyno, co tu robisz? Po co tu jesteś? Ale dzisiaj chłopacy są zachwyceni moim stylem, mówią, że nie oglądali boksu kobiet, ale na moje walki lubią patrzeć. Przed walką o mistrzostwo Europy mogłam liczyć na ich wsparcie. Krzysztof Włodarczyk bardzo zaangażował się w moje przygotowania, dużo mi podpowiadał. Chłopaki widzą, że ciężko pracuję i za to mnie doceniają.
Dlaczego jest tak mało kobiet w boksie zawodowym w Polsce?
- Promotorzy boksu w Polsce nie chcą nawiązywać współpracy z kobietami, bo na boksie kobiet nie da się zarobić. Kobiety mało zarabiają i to jest jedna z głównych przyczyn, dlaczego jest ich tak mało. Ja na szczęście nie muszę się o nic martwić, mogę się skupić tylko na treningach. To zasługa mojego menedżera Michała Pernacha i promotora.
Ale nie zawsze było tak kolorowo. W boksie olimpijskim spędzałam około trzystu dni w roku na zgrupowaniach. Nie dostawałam stypendium, w tym czasie nie mogłam pójść do pracy, więc nie zarabiałam pieniędzy. Byłam na zgrupowaniach za przysłowiową miskę ryżu, żeby spełniać marzenia. Jak podpisywałam zawodowy kontrakt, to na koncie nie miałam ani złotówki. Rodzina wspierała mnie finansowo. W pewnym momencie powiedziałam dość i zamieniłam boks olimpijski na zawodowy. Początki też był trudne, bo gaże za walki były bardzo małe. Pracowałam jako kelnerka, trochę w banku, sprzedawałam ciuchy na giełdzie, a w międzyczasie trenowałam.
Jakiś czas temu Andrzej Wasilewski odradzał Ewie Piątkowskiej boks, tłumacząc, że jest za mądra i za ładna na boks.
- Mnie tego nie mówił, tylko chwalił mój styl walki. Takie słowa z jego ust to był superkomplement. Oprócz Andrzeja Wasilewskiego nie ma w Polsce innego promotora, który potrafiłby doprowadzić kobietę do walki o pas mistrzowski.
Kilka lat temu mówiłaś mi, że o pas mistrzyni świata mogłabyś zawalczyć nawet za darmo. Coś się zmieniło w tej kwestii?
- Nie, nic się nie zmieniło. Jestem w stanie walczyć za darmo, bo to jest moje marzenie. Mogłabym zmienić dyscyplinę i zarabiać pieniądze, ale boks jest miłością mojego życia. Chcę zostać mistrzynią świata.
Od jakiegoś czasu trenujesz też MMA. Szykujesz się do zmiany dyscypliny?
- Próbuję wszystkich płaszczyzn, okazało się, że jestem w tym dobra. Na pewno kiedyś rozpocznę karierę w MMA. Wiele federacji w Polsce i za granicą chce nawiązać ze mną współpracę. Mogłabym łączyć obie dyscypliny. Do dwóch walk w roku w boksie mogę dorzucić przynajmniej dwie walki w MMA
Byłam na dwóch obozach z Joanną Jędrzejczyk. Znałyśmy się już wcześniej z obozów bokserskich. Asia uważa, że mam potencjał i że mogę trenować MMA. Z jej ust padły nawet słowa, że zrobię większą karierę w MMA niż w boksie. Dodała mi wiary, że mogę tam powojować.
Ewa Brodnicka i Ewa Piątkowska też przeszły do MMA. Tyle że biją się w federacjach freakowych.
- To byłe mistrzynie w boksie, więc z jednej strony szkoda ich potencjału, bo zrezygnowały ze sportu na rzecz freaków. Jeżeli im to odpowiada i nie widzą w tym problemu, to niech walczą. Pewnie dużą rolę odegrały pieniądze i wcale się nie dziwię. Jeszcze pięć lat temu bardzo ciężko było pozyskać sponsorów do boksu kobiet. Domyślam się, że dziewczyny nie miały takiego komfortu w trakcie przygotowań, jak ja mam teraz. Podczas kariery w boksie nie zabezpieczyły się finansowo i teraz muszą o tym pomyśleć.
Ewa Piątkowska w ostatniej walce walczyła z mężczyzną. Co o tym sądzisz?
- Tam też była spora różnica wagi. Dla mnie to jest trochę śmieszne i chyba poszło to o krok za daleko. Niczego nie ujmuję Ewie, bo bardzo się lubimy, jesteśmy koleżankami, ale nie zdecydowałabym się na coś takiego. Chyba że dostałabym takie pieniądze, że mogłabym sobie kupić willę z basenem i Ferrari, haha.
Jeśli miałabym kiedyś walczyć we freakowej federacji, to interesują mnie tylko sportowe zestawienia. Walka z przeciwniczką, która nie ma nic wspólnego ze sportem, byłaby dla mnie ujmą. W świecie freaków nie akceptuję nienawiści i złego zachowania. Nie powinniśmy tego pokazywać młodym ludziom, a przecież to oni są głównymi odbiorcami tych treści. W sporcie jest szacunek i odpowiednie wartości dla dzieci, ale niestety tam tych dzieci nie ma i tego nie widzą.
Jesteś cierpliwa?
Jestem, bo gdybym nie była, to już dziesięć lat temu nie byłoby mnie w boksie.
Spytałem o cierpliwość, bo w boksie na walkę o pas mistrzowski trzeba niekiedy czekać bardzo długo.
- Cierpliwie czekam. Nie wyznaczam sobie żadnego terminu na zasadzie, że jak za rok nie dostanę walki o pas mistrzyni świata, to uciekam stąd. Pragnę tej walki i całe życie do niej dążę. Byłabym głupia, gdybym teraz odwróciła się na pięcie i nie poczekała. Jedną propozycję walki o mistrzostwo świata już miałam. Chodziło o walkę dwie kategorię wagowe wyżej i się nie zdecydowaliśmy na to. Mam nadzieję, że po najbliższej obronie pasa EBU, następna walka będzie już o pas mistrzyni świata.