Na początku lutego Kamil Łaszczyk zamienił ring na klatkę i zadebiutował na freakowej gali, by na zasadach MMA pokonać "Ferrariego". Ale to miała być jedynie przygoda, skok na kasę, bo priorytetem "Szczurka" pozostaje boks. Problem w tym, że coś nie może wrócić na ring.
Najpierw miał wrócić w połowie kwietnia podczas MB Boxing Night 15, ale ostatecznie musiał się wycofać z walki przez drobne problemy zdrowotne. Teraz sytuacja się powtórzyła. Łaszczyk miał być bohaterem sobotniej gali Mateusza Borka, którą szef MB Promotions organizuje we Wrocławiu. Ale Słowak Martin Parlagi (29-5-2, 15 KO) nie sprawdzi umiejętności Łaszczyka.
Polski pięściarz doznał kontuzji pleców na kilka dni przed walką. I co dość kuriozalne nabawił się urazu podczas masażu. Przykry moment Łaszczyka wykorzystał najpotężniejszy polski promotor bokserski Andrzej Wasilewski, by - tradycyjnie już - wbić szpilkę w Mateusza Borka, który kiedyś był jego bliskim kolegą i współpracownikiem podczas gal Polsatu, ale w ostatnich latach ich relacje się ochłodziły.
- Świetny był ten pomysł bijatyki w czymś zbliżonym do MMA. Pytanie kontuzja, waga czy inne rzeczy. Jak ktoś drugi raz wypada pod rząd z karty, to albo ma wyjątkowy niefart albo coś innego. Beznadziejnie mój były kolega zepsuł do końca karierę Kamila. Nawet nie ma w rankach [autorowi twitta pewnie chodziło o rankingi- przyp. red.] - napisał na Twitterze "Wasyl".
Chodzi o to, że Mateusz Borek pomógł Łaszczykowi w negocjacjach z FAME MMA, co zdaniem Wasilewskiego mogło sprawić, że Łaszczyk znowu jest niedysponowany.
Warto jednak dodać, że Wasilewski też kiedyś reprezentował Łaszczyka. Szef Knouckout Promotions twierdził, że gdy "Szczurek" był pod jego skrzydłami, to walczył mało, bo przez sporą część czasu był kontuzjowany.
- To jest właśnie jedno wielkie kłamstwo. Niech będzie, że przez rok byłem kontuzjowany. Miałem raz zerwanego Achillesa i kontuzję barku, gdy byłem u niego. Miałem trzyletni kontrakt, w przeciągu tych trzech lat stoczyłem trzy walki, więc gadać można dużo. W tamtym czasie inny zawodnik z tej samej grupy zdobył mistrzostwo świata, więc bardziej opłacało się skupić na nim niż na mnie. Jest mi bardzo przykro, że tak było. Na szczęście to już jest za mną - mówił Łaszczyk na łamach TVP Sport w styczniu.