Wielkim skandalem zakończyła się sobotnia gala MB Boxing Night 14 w Świeradowie-Zdroju. W walce wieczoru zmierzyli się Damian Wrzesiński i Artjom Ramlavs. Stawką pojedynku był pas IBO Continental w wadzie superpiórkowej. Sędziowie pierwotnie przyznali zwycięstwo Łotyszowi. Po ponownym przeliczeniu punktów okazało się jednak, że doszło do pomyłki supervisora IBO i to Polak powinien wygrać. Ramlavs nie chciał jednak oddać pasa, co rozwścieczyło promotora Wrzesińskiego, Mariusza Grabowskiego. Postanowił on wyrwać siłą pas bokserowi z Łotwy. Dokładnie sytuację opisaliśmy ->>> TUTAJ.
Mariusz Grabowski zdążył już przeprosić za swoje zachowanie i przyznał, że pod wpływem emocji popełnił błąd. Głos zabrał też Mateusz Borek, a więc organizator całego wydarzenia. W rozmowie z WP SportoweFakty odpowiedział na krytykę, która pojawiła się w mediach. - Nie pozwolę, żeby w wyniku błędu pracownika IBO ktoś nazywał mnie oszustem - stwierdził.
Dziennikarz został jednak kolejny raz "wywołany do tablicy". Tym razem przez Andrzeja Grajewskiego, a więc postać doskonale znaną od lat w świecie polskiego sportu. Grajewski to były właściciel Widzewa Łódź i dawny menadżer Dariusza Michalczewskiego, jednego z najlepszych polskich pięściarzy, wielokrotnego mistrza świata w wadze półciężkiej. Jest on przekonany, że odpowiedzialność za całe zamieszanie ponosi właśnie Mateusz Borek.
Więcej treści sportowych znajdziesz też na Gazeta.pl
- Pan Borek, który ciągnie pięć srok za ogon i zaczyna wszystko robić źle. Wszystko robić źle, bo począwszy od komentowania w telewizji, skończywszy na tych galach. Nic mu nie wychodzi. Mówi, że on sobie nie życzy takich walk, że to jest skandal. Tylko panie Mateuszu, kto tych zawodników wziął i zakontraktował? No przecież to byłeś ty chłopie, tak? Kto narozrabiał po werdykcie z Wrzesińskim. To byłeś ty - wypalił w rozmowie na kanale "Futbolownia".
- A największy skandal, że jego kompan Grabowski, na siłę zabiera zawodnikowi, który czuje się moralnym zwycięzcą ten pas. Kochani, tak nie można. To od razu zróbmy sobie gdzieś na ulicy, postawmy ring i wtedy, kto będzie mocniejszy, ten wychodzi i będziemy się tam bili - dodał Grajewski.
Były działacz uważa, że przy okazji skompromitował się także szef redakcji sportowej TVP Marek Szkolnikowski. Gala była bowiem transmitowana na antenie TVP Sport. - Teraz pytam się pana Szkolnikowskiego, czy pan widział to? Może pan powiedzieć, że będzie kontynuował pokazywanie takiej gali, jak ta? Na pewno ani polska telewizja, ani kibice na to nie zasłużyli. Jeżeli ci panowie czegoś nie umieją robić, to niech się nauczą, zrobią sobie ze dwa lata przerwy i potem wrócą, może zrobią coś lepiej. Bo to myśmy widzieli w sobotę, to był wielki skandal. Oczywiście gazety różnie to interpretują, ja mam na ten temat swoje zdanie. Robiłem ponad 30 walk o mistrzostwo świata wagi ciężkiej i półciężkiej i to na wielkich galach i wiem, o czym mówię - podsumował Grajewski.
Do słów Grajewskiego szybko odniósł się Mateusz Borek na Twitterze. Nie zabrakło bezpośrednich zwrotów do adresata. "Najbardziej fałszywy i zakłamany facet, jakiego poznałem. Jeszcze 2 lata bylem jego kumplem i był moim fanem. Najeżdżał na wszystkich promotorów, dyrektorów tv, komentatorów i trenerów. Generalnie chodzący kompleks. Szkoda czasu." - napisał na Twitterze.
Później do dyskusji dołączył inny promotor Andrzej Wasilewski, który przypomniał, że Borek sam chwalił przeszłości Grajewskiego i opowiadał mu, ile zawdzięcza w boksie oraz piłce. Całą nitkę można przeczytać poniżej.