Wściekły Witalij Kliczko krzyczał: "Nie! Nie! Nie!". Decyzja pogrzebała jego szanse

- Nie! Nie! Nie! - krzyczał wściekły Witalij Kliczko, na którego twarzy założono potem 60 szwów. Ukrainiec nie mógł się pogodzić z kontrowersyjną decyzją lekarza, który przerwał walkę. Równo 19 lat temu dzisiejszy mer Kijowa przegrał legendarną walkę z Lennoxem Lewisem, ale jednocześnie zyskał coś cenniejszego - szacunek.

Ależ zawrzało w Staples Center w Los Angeles. Słychać było tylko przeraźliwe gwizdy i buczenie wściekłych kibiców. Fanom nie spodobała się decyzja lekarza, który ich zdaniem przedwcześnie przerwał walkę o mistrzostwo świata. Witalij Kliczko nie został dopuszczony do siódmej rundy przez groźnie wyglądające rozcięcie na powiece oka, choć w tym momencie prowadził na kartach wszystkich sędziów, zgodnie punktujących 58:56 na korzyść pretendenta

Zobacz wideo Szpilka do trenera w szatni: On mnie nie zamroczył. Kulisy gali KSW 71

Przed odbywającą się 21 czerwca 2003 roku walką wydawało się, że Lennox Lewis, który w poprzednim starciu bez kłopotów rozprawił się z Mikiem Tysonem, równie gładko pokona Witalija Kliczkę. Tym bardziej, że Ukrainiec dostał ten pojedynek tylko dlatego, że na dwa tygodnie przed galą kontuzji nabawił się Kirk Johnson. To miały być łatwe pieniądze dla Brytyjczyka, ale już po dwóch rundach było widać, że ówczesny król wagi ciężkiej będzie miał spore kłopoty z zatrzymaniem Ukraińca.

- Przegrywasz. Obudź się i zacznij się z nim bić. To ty musisz inicjować ataki - słyszał w narożniku Lewis.

Lewis zranił Kliczkę, Kliczko trafiał Lewisa

W trzeciej rundzie Lennox pokazał w końcu próbkę klasy, gdy potężnym prawym prostym poszarpał powiekę rywalowi, zostawiając mu nad okiem szeroką ranę. Ale mijały kolejne minuty i rosła przewaga Kliczki, który nie bał się wchodzić w ostre wymiany. I choć sam przyjmował ciosy, to jednak zdecydowanie częściej trafiany był Brytyjczyk. Po sześciu rundach wydawało się, że Kliczko jest o krok od wygranej. Wtedy jednak lekarz Paul Wallace oświadczył, że rozbity łuk brwiowy zagraża zdrowiu Kliczki.

- Poprosiłem go, by na mnie spojrzał, a on wtedy podniósł całą głowę - tłumaczył swą decyzję. 

Podobnego zdania był Lewis. - To była słuszna decyzja. Kliczce uratowano twarz i karierę - rzucił Anglik. Ale Kliczko nie mógł się pogodzić z decyzją.

- Ludzie wiedzą, kto był lepszy. Nie chciałem przerywać tego starcia. Miałem plan, by dobić go w siódmej lub ósmej rundzie, bo czułem, że był w średniej formie kondycyjnej - tłumaczył wściekły Ukrainiec.

Dyskusje dotyczące zasadności przerwania walki toczyły się zaraz po jej zakończeniu i toczą się do dziś. Są tacy, którzy chwalą decyzję lekarza, ale jednocześnie trudno nie oprzeć się wrażeniu, że Lewis był bliski porażki. Tym bardziej, że już bardzo ciężko oddychał. Zresztą, zobaczcie skrót tego pojedynku. 

 

Kliczko zyskał szacunek

I choć Kliczko ostatecznie pojedynek przegrał, to zarazem wygrał coś bardzo ważnego. Wygrał szacunek kibiców, a trzeba pamiętać, że wcześniej część środowiska bokserskiego zarzucała mu, że nie ma serca do sportów walki. Argumentowano to faktem, że Kliczko poddał się wcześniej w starciu z Chrisem Byrdem, choć przecież doznał wtedy poważnej kontuzji barku.

Kolejne lata pokazały jednak, że te zarzuty były absurdalne. Kliczko zakończył karierę z 45 zwycięstwami. Przegrał tylko dwa razy. Raz przez bark, raz przez rozciętą powiekę. Nigdy - nigdy! - nie leżał na deskach.

A o tym, że dał mocno w kość Lewisowi niech świadczy fakt, że właśnie po tamtej walce Brytyjczyk zakończył karierę, choć miał dopiero 37 lat. Jak na wagę ciężką - nie tak dużo, bo przecież George Foreman zdobył pas tuż przed 46. urodzinami. 

Kliczko nie doczekał się zatem upragnionego rewanżu z Lewisem, ale i tak - jak to miał w zwyczaju - pokazał klasę. - Szkoda, ale to wielki mistrz. Szanuję i rozumiem jego decyzję. Dzielenie z nim ringu było po prostu zaszczytem - mówił starszy z braci Kliczko.

Więcej o: