Miało jej nie być na MŚ, zdobyła srebro. Sensacyjna wygrana "brawurowej" Polki

Bartłomiej Kubiak
Mocny i celny lewy prosty. Ale też zacięcie. A może nawet przede wszystkim zacięcie. Do boksu. To cechuje 20-letnią Oliwię Toborek, która w czwartek na mistrzostwach świata sięgnęła po sensacyjny srebrny medal.

Sensacja jest duża, bo 20-letnia Oliwia Toborek - najmłodsza pięściarka w ośmioosobowej reprezentacji Polski - w ogóle miała nie lecieć do Stambułu. - Początkowo sam miałem obawy, czy ten wyjazd to w ogóle dobry pomysł. Zresztą nie tylko ja, bo trener kadry Tomasz Dylak również podzielał moje zdanie - mówi Jacek Dymowski, klubowy trener Toborek, która w kadrze na MŚ znalazła się w ostatniej chwili. Tylko dlatego, że kontuzji oka nabawiła się Martyna Jancelewicz.

Zobacz wideo Szpilka czeka na debiut w KSW. "To będzie ciekawa historia"

- Oliwka zastąpiła Martynę w wadzie do 81 kg. I choć sama w marcu zdobyła młodzieżowe mistrzostwo Europy w kategorii plus 81 kg, to ona dobija do tej wagi, a nie ją zbija, bo na co dzień waży 77-78 kg. Dlatego wspólnie uznaliśmy, że nie ma sensu, by walczyła w mistrzostwach świata z dużo cięższymi i bardziej doświadczonymi zawodniczkami. Że na to przyjdzie jeszcze czas. Tym bardziej że w kadrze jest Lidia Fidura, która nigdy nie miała szczęścia w mistrzostwach świata. To już rutynowana pięściarka [w lipcu skończy 32 lata]. Uznano, że w Turcji dostanie kolejną szansę. A Oliwka w zamian poleci na zgrupowanie do Kanady - opowiada Dymowski.

Toborek do Kanady poleciała w połowie kwietnia. Spędziła 10 dni w Montrealu. Trenowała tam z Tammarą Thibeault, olimpijką z igrzysk w Tokio, medalistką mistrzostw świata i wielokrotną mistrzynią Kanady. Od razu po powrocie do Polski miała tydzień roztrenowania, odpoczywała od boksu. To wtedy zadzwonił trener Dylak. - Kiedy dostaliśmy tę propozycję, już wiedzieliśmy, że to jest znak. Że nie można jej odrzucić. Tym bardziej że Oliwka od razu się zgodziła. W sumie nie miałem nic do gadania... Ale tak poważnie: też od razu się zgodziłem. Powiedziałem jej: "pewnie, leć, będziesz się cieszyć". No i się cieszy. A ja razem z nią - nie ukrywa Dymowski.

Toborek od początku była solidna

Dymowski i Toborek po raz pierwszy spotkali się w 2015 r. w Żoliborskiej Szkole Boksu (dziś to Warszawska Szkoła Boksu). - Oliwka miała wtedy 13 lat. To był jej pierwszy kontakt z boksem - wspomina Dymowski. - Nie było od razu jasne, że ma duży talent. Od początku była jednak solidna. I nie chodzi mi nawet stricte o sam boks, ile o jej podejście do boksu. Inni się wykruszali, a Oliwka chodziła na każdy trening. Nie opuściła ani jednego. Była wytrwała. I to mi w niej strasznie imponowało. A w zasadzie to nadal imponuje. Nie tylko mocny i celny lewy prosty, ale też jej nieustępliwość, zacięcie. Nie tylko w boksie, ale i w życiu, bo ona taka jest na co dzień. Jak sobie coś postanowi, to nie ma przebacz. Nie odpuści - dodaje Dymowski.

Toborek treningi w Warszawskiej Szkole Boksu łączy z nauką. W ubiegłym roku skończyła Szkołę Mistrzostwa Sportowego im. Janusza Kusocińskiego w Warszawie. Obecnie studiuje kierunek związany z dietetyką sportową. - Dla niej boks jest na pierwszym miejscu, ale jak musiała się czegoś nauczyć do szkoły, to też zawsze się uczyła. Nic nie zawalała. To jest naprawdę bardzo sumienna dziewczyna - przekonuje Dymowski.

"Boksuje tak, jakby jutra miało nie być"

Ta sumienna dziewczyna właśnie została wicemistrzynią świata seniorek. Na turnieju w Stambule najpierw pokonała Rumunkę Alexandrę Petcu 3:0, a później o głowę od siebie wyższą Australijkę Jessicę Bagley 3:2. Przegrała dopiero w finale, 0:3 z Litwinką Gabrielą Stonkute. Choć ten pojedynek zaczął się akurat lepiej dla Toborek. - Nie ma w sobie lęku. Boksuje tak, jakby jutra miało nie być. Co za brawurowa dziewczyna - zachwalali Polkę komentatorzy TVP Sport po pierwszej rundzie, kiedy to Toborek była mistrzynią świata. Na kartach punktowych prowadziła 3:2. Ale w dwóch kolejnych rundach agresywna Litwinka zepchnęła ją do defensywy i wygrała zasłużenie.

- Spodziewałem się, że to będzie właśnie taka walka. Przede wszystkim bardzo ciężka. Że spotkają się w niej dwie nieustępliwe zawodniczki. I że przegra ta, która pierwsza zrobi krok w tył - mówi Dymowski. Ale od razu zaznacza: - Dla mnie Oliwka i tak jest zwyciężczynią. Zresztą powiedziałem jej to jeszcze przed walką ze Stonkute. I po walce podtrzymuję te słowa. Rozpiera mnie duma, bo jest się z czego cieszyć. To naprawdę duży sukces. W końcu mamy wicemistrzynię świata!

Sukces Toborek jest tym większy, że na medale w imprezie tej rangi czekaliśmy dekadę. Od zawodów w chińskim Qinhuangdao, gdzie w 2012 r. wicemistrzyniami świata zostały Sandra Kruk (57 kg) i Magdalena Stelmach (64 kg), a po brąz sięgnęła Karolina Michalczuk (51 kg). Teraz do ich sukcesów nawiązała Toborek, ale także doświadczona Lidia Fidura (+81 kg), która w Stambule wywalczyła brąz.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.