Nikodem Jeżewski (20-1-1, 9 KO) walczył pod koniec 2020 roku o pas mistrza świata na gali Eddiego Hearna w Londynie z Brytyjczykiem Lawrencem Okoliem (15-0, 11 KO). Pięściarz z Kościerzyny zastąpił w ostatniej chwili Krzysztofa Głowackiego, który otrzymał pozytywny wynik testu na COVID-19. Jeżewski w pierwszej rundzie był dwukrotnie liczony, a kiedy upadł w drugiej rundzie, to sędzia przerwał pojedynek. W 2022 roku bokser stanął przed szansą zdobycia pasa mistrzowskiego IBO Inter-Continental w wadze junior-ciężkiej.
Niemiec Artur Mann (18-2, 9 KO) zdobył pas IBO Inter-Continental w wadze junior-ciężkiej, wygrywając na punkty z Nikodemem Jeżewskim na gali Polsat Boxing Promotions 5. To zatem oznacza pożegnanie Polaka z pojedynkami z poważniejszymi rywalami.
Przed rozpoczęciem walki doszło do ogromnego skandalu. Zgodnie ze zwyczajem zostały odegrane hymny państwowe obu pięściarzy. Organizatorzy nie odegrali jednak hymnu Niemiec, a hymn III Rzeszy. Taka sytuacja nie spodobała się narożnikowi Manna, który od razu wyraził swoje niezadowolenie.
Historyczny utwór przetrwał do dziś, ale zaszły w nim znaczące zmiany i jest śpiewany od trzeciej zwrotki. We Wrocławiu na gali z kolei został puszczony od pierwszej zwrotki. "Ktoś, kto puszczał a może raczej sprawdzał hymny do odtworzenia w hali we Wrocławiu przed walką Jeżewski vs Mann już nigdy nie powinien tego robić" - napisał Mateusz Borek na Twitterze. Na ten moment Polsat nie odniósł się do całego zamieszania.
Nikodem Jeżewski po walce nie ukrywał rozczarowania i miał łzy w oczach. - Porażka nigdy nie jest łatwa. Może tak to zostawmy - stwierdził bokser w rozmowie z Polsatem Sport.