Wilder zdobył tytuł WBC rok wcześniej, pokonując wysoko na punkty Bermane'a Stiverne'a. Był pierwszym amerykańskim mistrzem wagi ciężkiej od wielu lat. Po zgarnięciu pasa "Bronze Bomber" obronił go jeszcze dwukrotnie: z Erickiem Moliną (nokaut w dziewiątej rundzie) oraz Johannem Duhaupas (zwycięstwo przed czasem w jedenastej odsłonie). Po obu obronach przyszedł czas na starcie ze Szpilką.
Kariera Szpilki po przegranej z Jenningsem w styczniu 2014 r. stanęła pod dużym znakiem zapytania. Jednak marcowa porażka Tomasza Adamka z Wiaczesławem Głazkowem sprawiła, że zaczęto poważnie myśleć o zorganizowaniu pojedynku pomiędzy polskimi pięściarzami. Listopadowego wieczoru w Krakowie górą po dziesięciu rundach okazał się pięściarz z Wieliczki. Po tym pojedynku Szpilka wyleciał do Houston, aby trenować z nowym szkoleniowcem Ronnie Shieldsem. Z Amerykanem w narożniku "Szpila" wygrał trzy mniej znaczące pojedynki na galach PBC i przyjął propozycję pojedynku z Wilderem.
Szpilka kipiał energią, podczas rozmowy dla Showtime wykrzykiwał, że "skopie tyłek Wilderowi". Amerykanin podłapał temat i panowie mieli sobie od tej pory wiele do powiedzenia, m.in. kilka dni przed pojedynkiem, gdy wymienili uprzejmości podczas rozmów z dziennikarzami.
Przed starciem do ringu zaproszeni zostali Mike Tyson oraz Lennox Lewis. Brytyjczyk pojawił się wcześniej także na oficjalnej konferencji prasowej, wygłaszając swoje przemówienie. Pojedynek był ciekawy i emocjonujący. Szpilka na początku zaskakiwał, dobrze pracował jabem, świetnie balansował tułowiem, nie bał się skracać dystans, choć oczywiście spodziewano się, że od pierwszego gongu ruszy ostro i narzuci swoje tempo.
Wilder czekał na błąd rywala, polował na jeden potężny cios. I te błędy się szybko pojawiały. Rywal Polaka trafiał czysto m.in. potężnym prawym sierpowym. Łapał również Szpilkę kombinacją lewy-prawy prosty. Przewaga Wildera narastała, a Szpilka chciał postawić wszystko na jedną kartę. W dziewiątej odsłonie obaj panowie poszli na całość - Szpilka wyprowadził bardzo obszerny lewy sierpowy, Amerykanin wyprzedził go, uderzając prawą ręką i w efekcie znokautował polskiego pretendenta.
Szpilka mimo przegranej był chwalony przez media. Walczył bardzo dzielnie, ambitnie, ale przegrał z potworną siłą Amerykanina, który przewyższał go zdecydowanie pod względem warunków fizycznych - wzrostu, zasięgu, siły ciosu. Pięściarz z Wieliczki liczył, że w niedalekiej przyszłości skrzyżuje rękawice np. z nowym mistrzem IBF Charlesem Martinem, który na tej samej gali pokonał Głazkowa. Ten jednak bardzo szybko stracił tytuł - został znokautowany przez Anthony'ego Joshuę. Szpilka wrócił na ring dopiero w lipcu 2017 roku, czyli po półtorarocznej przerwie, krzyżując rękawice z Adamem Kownackim. "Baby Face" zmiażdżył w ringu Artura, który zachowywał się w ringu bardzo źle: opuszczał ręce, nie schodził z linii ciosu, cofał się w linii prostej i wręcz czekał na egzekucję. Kownacki wykorzystał wszystkie te błędy, poszedł na całość, skracał dystans i szybko odprawił pięściarza z Wieliczki.
Wilder tytuł mistrza WBC stracił dopiero w marcu tego roku, przegrywając w drugiej walce z Tysonem Furym, który notabene pojawił się w ringu po znokautowaniu Szpilki przez Wildera. "Gypsy King" pojawił się w hali na Brooklynie w towarzystwie swojego kuzyna Hughiego. Szpilce kibicował m.in. obecny w Barclays Center Aleksander Powietkin. Więcej o boksie przeczytasz na bokser.org.