Taka jest prawda o polskim boksie. Brutalna weryfikacja

Antoni Partum
Rok 2020 był rokiem prawdy o polskim boksie. I niestety okazała się ona bolesna. Nasi pięściarze mieli kilka okazji, aby podbić świat, lub chociaż zaświecić na salonach, jednak zostali brutalnie zweryfikowani.

W 2020 roku Polacy mieli trzy okazje, aby zdobyć mistrzostwo świata, ale wszystkie zmarnowali. Bezskutecznie próbujemy odebrać jakikolwiek pas od 2016 roku, gdy Aleksandr Usyk wypunktował Krzysztofa Głowackiego (31-2). Główka ostatni raz w ringu był we wrześniu 2019 roku, gdy przegrał z Mairisem Briedisem, który wygraną zawdzięczał głównie chamskim faulom i sędziemu, który nie przerwał walki. Polak mógł odzyskać pas wagi półciężkiej, jednak tuż przed grudniową walką z Lawrencem Okolie zaraził się koronawirusem. Wydawało się, że zastąpi go Michał Cieślak (20-1), jednak zrezygnował on ze starcia z Brytyjczykiem, bo zaledwie kilka dni wcześniej pokonał Taylora Mabikę. Miał za mało czasu na regenerację, a wie, że dobre oferty jeszcze przyjdą. To Cieślak był pierwszym Polakiem w tym roku, który mógł zostać mistrzem, ale Iiunga Junior Makabu poradził sobie z nim podczas gali w Kinszasie. Ostatecznie Głowackiego w walce z Okolie zastąpił Nikodem Jeżewskim (19-1-1). Nie było to jednak godne zastępstwo, bo Polak dwukrotnie lądował na deskach już w pierwszej rundzie, a w drugiej, gdy upadł na matę trzeci raz, sędzia przerwał pojedynek

Zobacz wideo Świat czeka na walkę Joshua vs Fury. "Przy takich walkach to jest zawsze wielki biznes"

Jeżewski został brutalnie sprowadzony na ziemię. Po takim występie nie ma już co liczyć, że dostanie kolejną szansę w elicie. Pocieszenie dla kibiców jest takie, że Cieślak i Głowacki wciąż będą brani pod uwagę w mistrzowskich starciach. I choć pewnie ani razu nie będą w nich faworytami, to nie można ich skreślać.

Dariusz Michalczewski nie wytrzymał! Dariusz Michalczewski nie wytrzymał! "Wycierają sobie gęby moim nazwiskiem"

Gołowkin bawił się z Szeremetą

Teoretycznie mistrzem świata mógł zostać Kamil Szeremeta, ale w praktyce nie miał na to szans, bo mierzył się z Giennadijem Gołowkinem, jednym z najlepszych pięściarzy ostatniej dekady. Kazach obronił pasy federacji IBF i IBO w wadze średniej, bo Polak nie został dopuszczony do ósmej rundy. Gołowkin go zdeklasował. - Szanuję narożnik Szeremety. Bardzo mądrze zrobili, poddając swojego zawodnika. On był skończony. Czułem swoją moc w każdym ciosie, szczególnie w lewym prostym. Przeciągałem tę walkę. Przeciągałem ją tylko dla kibiców - powiedział na antenie DAZN Gołowkin. - Kibice zapłacili za trening na worku - tak postawę Polaka skomentował Teddy Atlas, były trener Mike’a Tysona.

Koledzy z Manchesteru City wspominają zmarłego Jeremy'ego WistenaŚmierć 17-letniego Jeremy'ego Wistena wstrząsnęła Anglią. "Cichy zabójca" wciąż atakuje [POLIGON SZKOLENIOWY]

Nieoczekiwana wpadka Kownackiego

W 2019 wydawało się, że krok od walki mistrzowskiej jest Adam Kownacki. „Baby Face” (20-1) miał tylko pokonać Roberta Heleniusa, solidnego drugoligowca, i spokojnie czekać na swoją szansę. Jednak Fin nieoczekiwanie znokautował Polaka już w czwartej rundzie. Kownacki nigdy wcześniej nie padł na matę, nawet na ringu amatorskim. - W boksie jest tak, że jedna walka wszystko zmienia. Mam nadzieję, że dostanę rewanż z Heleniusem. Później stoczę jedną lub dwie walki z kimś z czołówki i znowu dostanę szansę. Charles Martin przegrał ze mną, a teraz jest pretendentem federacji IBF. Muszę wziąć się w garść. Wierzę, że szansa jeszcze wróci. Gdybym wygrał z Heleniusem, byłoby głośno wokół mojej osoby. Ale to jest życie, sport. Prawdziwi mistrzowie wstają po porażce i idą dalej. Lewis czy Kliczko po porażkach wracali silniejsi. Myślę, że tak samo będzie ze mną - mówił Kownacki w rozmowie z Krzysztofem Smajkiem.

Jeśli dojdzie do rewanżu Kownackiego z Heleniusem, to Polak po ewentualnej wygranej znowu wróciłby do rozgrywki mistrzowskiej, ale najpierw musimy go zobaczyć w ringu z wymagającym przeciwnikiem. Taka walka odpowie nam na pytanie: czy Kownacki przegrał, bo - przez jego marną obronę - drastycznie spadła mu odporność na ciosy; czy przegrał, bo po prostu przyjął potężne uderzenie, które ścięło go z nóg.

Dobrze sprzedałaby się walka Kownackiego z Mariuszem Wachem (36-7), który bił się w tym roku dwa razy. W czerwcu patrzył na niego niemal cały bokserski świat, bo jego starcie z Kevinem Johnsonem w Pałacu Konary było na jednej z pierwszych gal, od kiedy boks wrócił po przerwie spowodowanej pandemią. Wach wypunktował Johnsona, dzięki czemu w grudniu mógł się zmierzyć z Hugiem Furym. Kuzyn Tysona, mistrza świata wagi ciężkiej, nie wykazał się niczym szczególnym, ale starczyło to na Wacha, który skarżył się, że odniósł kontuzję ręki już na początku pojedynku.

41-letni Polak nie może już marzyć o podboju świata, ale wciąż będzie miał okazje do zarabiania dobrych pieniędzy. Dlaczego? Wśród zawodników wagi ciężkiej nie ma zbyt wielu pięściarzy, którzy mają podobne parametry fizyczne (202 cm wzrostu) i doświadczenie, co Wach. Słowem, Wiking to idealny rywal „na przetarcie” dla każdego boksera, który będzie szykował się do walki z gigantami, takimi jak Deontay Wilder, Tyson Fury czy Anthony Joshua.

Szpilka rozczarowuje, ale wciąż jest w grze

Na swoją pierwszą poważną walkę na arenie międzynarodowej czeka także Łukasz Różański (13-0). Problem w tym, że zawodnik z Rzeszowa ma już 34-lata, a jego największym dotychczasowym osiągnięciem było pokonanie Alberta Sosnowskiego i Izu Ugonoha. Tyle tylko, że Dragon był już wrakiem sportowca, zaś Polak o nigeryjskich korzeniach myślami był już w organizacji KSW. Być może tak samo jak Ugonoh postąpi Artur Szpilka, który jest wymieniany jako potencjalny rywal Różańskiego.

Jeśli Różański wygra ze Szpilką, to promotorom powinno się udać sprzedać jego nieskazitelny rekord za granicą i dać mu szansę na dobry zarobek. No, ale światowej wagi ciężkiej, to już nie podbije. Szpilka albo może bić się z Różańskim, albo czekać na kolejny duży pojedynek. Artur w 2020 stoczył jedną walkę. Choć w opinii większości kibiców przegrał z Siergiejem Radczenką, to sędziowie mieli inne zdanie. Ostatnie walki Polaka dobitnie pokazały, że nie ma czego szukać w poważnym boksie, ale niewykluczone, że dostanie jeszcze jedną wielką szansę. Jak to możliwe? Władze World Boxing Council wprowadziły nową kategorię wagową pomiędzy dywizją cruiser a ciężką. Zawodnicy będą startować na granicy pomiędzy 90,7 a 101,6 kilograma. W pierwszym notowaniu WBC sklasyfikowała Szpilkę na siódmym miejscu. Niestety, neszczelna garda Polaka nie daje zbyt wielu powodów do optymizmu. Najbardziej realnym scenariuszem w 2021 jest przejście Szpilki do KSW.

W przyszłym roku warto śledzić losy Macieja Sulęckiego (28-2). 'Striczu' nigdy nie ukrywał swoich mistrzowskich ambicji. Szerszej publiczności dał się poznać w 2018, gdy minimalnie przegrał z Danielem Jacobsem. Jego kolejnym starciem z zawodnikiem z topu był pojedynek z 2019, kiedy zdeklasował do Demtrius Andrade. Sulęcki ostatnio pokonał Saszę Yengoyana, dzięki czemu znowu może liczyć na dużą walkę. Pech Sulęckiego jest taki, że choć nie można odmówić mu dużych umiejętności, to waga średnia jest przepełniona gwiazdami (Gołowkin, Andrade, Saul Alvarez, Jermall Charlo, Chris Eubank Junior, Jaime Munguia) do których Sulęcki się już raczej nie zbliży. Ale nie każdy musi być mistrzem świata, by dawać dobre walki.

Takie zdanie może sobie powtarzać także Robert Parzęczewski. Mateusz Borek długo promował i pompował częstochowianina, ale po jego przegranej, i to przed czasem, z Szerzodem Chusanowem, już nikt się nie nabierze na deklarację Parzęczewskiego, że chce zostać mistrzem świata. Chcieć to móc? Na pewno nie w boksie.

David i Victoria BeckhamowieDavid Beckham prowadzi kolejną wojnę ze swoimi sąsiadami. "Albo grubo, albo wcale"

Których pięściarzy warto śledzić?

Największe szans3 na dużą karierę ma obecnie Fiodor Czerkaszyn. Ukrainiec z polskim paszportem wygrał swoje wszystkie dotychczasowe walki (16-0). Godny uwagi jest też Kamil Łaszczyk, niepokonany w 29 walkach. Nieskazitelny rekord ma także Kamil Bednarek (6-0). Trzeba jednak zaznaczyć, że nie mierzyli się jeszcze z rywalami z samego topu, więc wciąż część kibiców wypomina im sztucznie napompowane rekordy. Najlepszym przykładem takiego zawodnika jest niepokonany Marcin Siwy. Stoczył 22 walki w karierze, ale w ringu jeszcze nie spotkał wymagającego przeciwnika.

Brutalna weryfikacja

W 2020 roku polscy pięściarze mogli podbić świat, ale zostali brutalnie zweryfikowani. O nie najlepszej kondycji naszego pięściarstwa świadczy też, że wciąż najgorętsze medialnie nazwisko ma... 44-letni Tomasz Adamek, który planuje wrócić do ringu. Ale co tu się dziwić, skoro nie możemy się doczekać żadnego godnego następcy, to promotorzy szukają polskiego starcia na wzór Mike Tyson kontra Roy Jones Junior. Wśród młodego pokolenia z boksu amatorskiego też na próżno szukać zbyt wielu talentów. Naszym ostatnim medalem olimpijskim wciąż pozostaje brąz Wojciecha Bartnika z igrzysk w Barcelonie (1992). I w najbliższym czasie się to nie zmieni.