Mateusz Borek mocno: Nie dam się szantażować. Nigdzie nie ma takich historii

- Nie dam się szantażować - mówi Mateusz Borek, którego pięściarze - przez trwający konflikt w polskim boksie - stali się niewidzialni.

Pod koniec października Kamil Łaszczyk pokonał Kevina Escaneza w walce wieczoru MB Boxing Night 8. Galę zorganizował Mateusz Borek, transmitowała ją TVP Sport. Polak odniósł 29. zwycięstwo w karierze i jest wciąż niepokonany na zawodowym ringu. Ale jego spektakularna walka może przejść niezauważona, bo w oficjalnych statystykach nie widnieje - ani ta Łaszczyka, ani żadna inna z październikowej gali. Statystyczny serwis BoxRec.com jej nie uznał. Podobnie jak letniej gali Tomasza Babilońskiego, z której poszkodowany wyszedł zwycięzca walki z Danielem Rutkowskim Przemysław Runowski (19-1, 4 KO). Wyników z tej gali BoxRec.com także nie dostrzegł. Dlaczego?

Zobacz wideo Ewa Brodnicka: Jeśli będą jeszcze strajki, to wyjdę na ulicę

Statystyczny portal, który w teorii pownien być bezstronny i obiektywny, stał się narzędziem do wywierania nacisków na promotorów. Pięściarze tracą na tym podwójnie. Nie dość, że o ich walkach nie dowie się świat, to jeszcze nie mogą mieć zbyt wymagających rywali. Zagraniczni promotorzy nie będą chcieli wysyłać swoich zawodników na walki, które nie są odnotowane na BoxRec.com.

Słowem, to trochę tak, jakby aktor zagrał w kasowym filmie, który obejrzały setki tysięcy widzów, ale z Filmwebu byśmy się o tym nie dowiedzieli, a artysta w życiorysie umieszczonym w tym serwisie miałby białą plamę.

Jak doszło do tego, że serwis statystyczny stał się punktem sporu w trakcie jednego z najpoważniejszych konfliktów w historii polskiego pięściarstwa?

Na początku ustalmy: jeśli jakiejś walki nie ma na BoxRecu, to trochę tak, jakby się w ogóle nie odbyła. To strona, którą świat sportu traktuje jak archiwum boksu. Do niedawna odnotowywano tutaj nawet najmniejsze, prowincjonalne gale.

- Pamiętam czasy, gdy BoxRec wpisywał walki, których nawet tak naprawdę nikt nie widział - mówi Sport.pl Mateusz Borek. - Wpisywano jakieś "bumobicia" w salach gimnastycznych. Ale gali MB Promotions 8, którą realizowała TVP Sport, na BoxRecu nie ma. Czy to poważne? - pyta.

Żeby zrozumieć całe zamieszanie, to trzeba się cofnąć do 2013 roku, gdy AIBA (Międzynarodowe Stowarzyszenie Boksu Amatorskiego) ogłosiło, że boks zawodowy i boks amatorski nie powinny funkcjonować pod jednym i tym samym organem. Taka decyzja miała usprawnić kwestie organizacyjne.

Wtedy Krzysztof Kraśnicki, wieloletni działacz Polskiego Związku Bokserskiego, który do 2013 r. zajmował się i amatorami, i zawodowcami, założył Polski Wydział Boksu Zawodowego. Chociaż PWBZ był prywatną firmą, to nadzorował większość imprez pięściarskich w kraju, a w dodatku był uznawany przez międzynarodowe federacje. Nikt inny nie wyszedł z podobną inicjatywą. I choć bywały organizowane gale, gdzie poziom boksu był bardzo niski, a w ringu zamiast prawdziwych pięściarzy, oglądaliśmy tzw. bumy, to środowisko bokserskie respektowało PWBZ.

Aż do 2019 r., gdy Andrzej Wasilewski , założyciel KnockOut Pormotions, stwierdził, że jest potrzebny nowy organ nadzorujący gale. Wasilewski przekonywał, że chodzi o to poprawę jakości gal. - Trzeba dbać o zdrowie i odpowiednie przygotowanie zawodników oraz o podwyższenie poziomu sportowego - mówił.

Wasilewski założył PUB, czyli Polską Unię Boksu, nowe stowarzyszenie w krajowym boksie zawodowym. Choć Wasilewskiego oficjalnie nie ma wśród członków PUB, są tam jednak jego bliscy współpracownicy -  Michał Koper (dziennikarz portalu ringpolska.pl) czy Jacek Szelągowski (wiceprezes KnockOut Promotions). Założycielami są też m.in: Jarosław Kołkowski, szef grupy Hussars Poland, oraz Leszek Jankowiak, czołowy polski sędzia. Co ciekawe, razem z nim nowymi członkami PUB zostało większość polskich sędziów.

Dlaczego powstał PUB, kolejny podmiot, który rozdrabnia scenę bokserską w Polsce?

Szybko okazało się jednak, że wokół nowej organizacji pojawiło się dużo złej krwi. - Nie współpracujemy z  Polską Unią Boksu. Podmiot ten powstał w opozycji do Polskiego Wydziału Boksu Zawodowego w wyniku konfliktu pomiędzy mną, a Andrzejem Wasilewskim - mówił w Polsacie Sport Kraśnicki, założyciel PWBZ. 

- Nie mam wątpliwości, że katalizatorem wszelkich zmian było zamieszanie kontraktowe wokół Adama Balskiego - uważa Kacper Bartosiak, ekspert i dziennikarz piszący o boksie m.in. dla TVP Sport. - PUB został powołany kilka miesięcy po tym, jak PWBZ wydał niekorzystną dla grupy promotorskiej Andrzeja Wasilewskiego decyzję w sprawie kontraktu Balskiego. Pięściarz twierdził, że wypowiedział umowę Mariuszowi Grabowskiemu - czyli dotychczasowemu pracodawcy - i bez przeszkód może dołączyć do nowej grupy - KnockOut Promotions. Grabowski twierdził jednak, że jego umowa z zawodnikiem wciąż obowiązywała. Wtedy do akcji wkroczył PWBZ, który nie jest organem sądowym, więc zachęcił wszystkie strony, aby doszły do porozumienia. Bez tego - lub wyroku sądowego rozstrzygającego sprawę - Balski nie dostałby zgody na występy w nowej grupie. Po kilku miesiącach strony ostatecznie się dogadały, ale problemy nadal narastały, a nowy organ i tak powstał - dodaje Bartosiak.

Borek: Podzielili się stołkami i chcą kontrolować polski boks

- Nie organizowałem gali pod egidą PUB, ponieważ wszyscy promotorzy w Europie otrzymali list od EBU [Europejska Unia Bokserska], gdzie było jasno napisane, że jedynym partnerem respektowanym i uznawanym przez EBU jest PWBZ pana Kraśnickiego. W przypadku zrobienia gali z PUB wszyscy pięściarze znikną z rankingów i zostaną zawieszeni. To oznacza, że przez kilka miesięcy nie będą mogli bić się o pasy europejskie - mówi Sport.pl Mateusz Borek. 

Borek dodaje: - Nie podoba mi się sposób, w jaki PUB został powołany. Bo nawet jeśli mieliśmy jakieś uwagi do PWBZ, to powinniśmy zwołać wszystkich promotorów, by razem siedli do stołu i dyskutowali o tym, co nas boli, co trzeba zmienić, a co działa dobrze. Nie może być tak, że ludzie, którzy przez 18 lat pracowali z Kraśnickim, praktycznie z dnia na dzień, przechodzą do organu, który powołała grupa, która chce trzymać władzę w boksie zawodowym.

Choć szefem PUB oficjalnie jest Jarosław Kołkowski, to nie jest jednak tajemnicą, że duży wpływ na PUB ma jego bliski współpracownik, Andrzej Wasilewski. W PUB działają też - wspierany przez Wasilewskiego - Leszek Jankowiak, a nawet jego żona. - Mi to nie pasuje - mówi Borek. Żona Jankowiaka też była edytorem BoxRec.com, ale do sprawy tego portalu jeszcze wrócimy.

Borek kontynuuje: - Powołali do życia nowy organ, podzielili się stołkami, ściągnęli swoich sędziów i teraz chcą wszystko kontrolować. Początkowo chcieli nas dyplomatycznie przekonywać, żeby do nich przystąpić. A gdy to nie poskutkowało, to zaczęła się sprawa BoxReca.

Skontaktowaliśmy się z Jarosławem Kołkowskim, żeby odniósł się do zarzutów założyciela MB Promotions.

- Po pierwsze, to uważam, że Mateusz Borek powinien zdecydować, czy jest dziennikarzem sportowym, czy organizatorem promotorem, bo dostrzegam w jego zachowaniu konflikt interesów. Teraz twierdzi, że powinien być zaproszony do udziału w zakładaniu PUB, ale przecież kiedy kilka lat temu został promotorem, to nikt z nim nie konsultował funkcjonowania PWBZ. Nie zadawał pytań: „Jak to działa?”, „kto za tym stoi?” i „kto na tym zarabia”? Jestem przekonany, że narzekania redaktora, a zarazem promotora Borka, to tylko wymówka do prowadzenia medialnych przepychanek, bo przecież jako osobowość telewizyjna żyje z "klikalności", a to zapewnia nieustający konflikt - odpowiada Kołakowski.

I dodaje: - Słyszę głosy, że PUB założył Andrzej Wasilewski, ale to nie jest prawda. Andrzej był jednym z pomysłodawców założenia tego stowarzyszenia, ale nie miał i nie ma najmniejszego wpływu na jego funkcjonowanie. Ani na struktury i regulaminy. Jednym z członków założycieli stowarzyszenia jest Michał Koper, którego można kojarzyć z Andrzejem Wasilewskim. Ale jest nim także Łukasz Furman z serwisu bokser.org, którego osobiście zaprosiłem i przekonałem, że tworzymy niezależne stowarzyszenie. Jako dowód powiązań z Wasilewskim wskazywany jest też Jacek Szelągowski, którego znam od kilkunastu lat, który jest tylko jednym z członków założycieli stowarzyszenia. Członkowie założyciele nie mają żadnego wpływu na bieżące funkcjonowanie stowarzyszenia. Prawdziwym motorem napędowym zmian byli polscy sędziowie, którzy chcieli stworzyć PUB. Zostałem poproszony, żeby stanąć na czele tego stowarzyszenia, żeby zagwarantować jego niezależność, ponieważ nie jestem związany z którymkolwiek z promotorów.

Kołkowski twierdzi także, że założył PUB, bo chciał, aby istniała jakakolwiek organizacja sankcjonująca gale boksu zawodowego w Polsce. - Nie istnieje coś takiego jak PWBZ i nigdy nie istniało. Osobiście nic nie mam do Pana Kraśnickiego, ale PWBZ nie było nigdzie zarejestrowane. W żadnej formie! Nawet jako działalność gospodarcza. Oczywiście rodzi się pytanie: jak to funkcjonowało przez tyle lat?  Problem w tym, że takiego pytania nikt wcześnie nie zadał - mówi Kołkowski.

Ale nawet jeśli nie wszystkie formalności się zgadzały, to przez ponad sześć lat PWBZ funkcjonował i był respektowany przez zagraniczne podmioty, a do Polski, od czasu do czasu, przyjeżdżali nawet uznani pięściarze ze świata. Nikt nie podważał jego statusu prawnego.

Borek: Jak czytam statut PUB, to płaczę ze śmiechu

- Jak przeczytałem statut PUB, to później płakałem ze śmiechu. "Podnoszenie poziomu sędziowania"? Niedawno Grzegorz Molenda sędziował walkę Tomasza Gromadzkiego z Remigiuszem Wozem. I choć stał metr od sytuacji, w której zawodnicy zderzyli się głowami, to wyliczył Woza. Po walce PUB nakazuje rewanż między zawodnikami. Czyli jeśli dobrze rozumiem, to promotor ma być zobowiązany do opłacenia rewanżu?! Promotor ma płacić za rewanż, bo się sędzia pomylił? W statucie czytałem też o tym, by nie było tzw. miss matchów, ze względu na szaloną dysproporcje poziomu sportowego. To jakim prawem, ktoś wypuścił olimpijczyka z Rio de Janeiro Igora Jakubowskiego do walki z Pawłem Nowaczyńskim, który miał zerowe doświadczenie? Czytałem też o badaniach dopingowych, ale choćby podczas walki Stępień - Matyja o mistrzostwo Polski jakoś nikt nie był badany. Mieli być nowi sędziowie, ale sędziują ci sami, co kiedyś. Jeśli to ma być ta nowa jakość, to ja po prostu podziękuję. Nikt mi nie będzie mówił, co mam robić, i jak mam wydawać swoje prywatne pieniądze - mówi oburzony Borek.

Kto stoi za BoxRec?

Jaką rolę w całym konflikcie odgrywa serwis BoxRec? Większą, niż może się wydawać. Od czasu, kiedy w bokserskim piekiełku wrze, właściciele BoxReca przestali odnotowywać walki, których organizatorem jest PWBZ.

Ważną rolę odgrywa Leszem Jankowiak, który w przeszłości był edytorem BoxReca. I prawdopodobnie dlatego portal nie patrzy przychylnym okiem na gale konkurencji PUB.

Jarosław Kołkowski twierdzi jednak, że PUB nie ma żadnego wpływu na to, co publikuje portal BoxRec i dodaje, że BoxRec już wielokrotnie prowadził spory z niezadowolonym promotorami (m.in Frankiem Warrenem), przed których żądaniami nie chciał się ugiąć.

Kontynuuje: - Jankowiak nie jest edytorem BoxReca na Polskę. Owszem, pełnił taką funkcję w przeszłości, ale od kiedy zaangażował się w PUB, ma prawo wpisywać wyłącznie gale, które nadzoruje PUB. Ja też mam takie prawo, ale z niego nie korzystam, bo tak się podzieliliśmy zadaniami. Obaj nie mamy prawa wpisywać gal, które sankcjonuje PWBZ. A dlaczego nie są wpisywane gale PWBZ? Z tego, co wiem właśnie dlatego, że zarządzający BoxRec w końcu zadali pytanie o to, czym jest PWBZ i okazało się, że nie ma takiej organizacji. To nie jest złośliwość w stosunku do jakichkolwiek promotorów, tylko przestrzeganie prawa. Powtarzam: PWBZ nie istnieje i nigdy nie istniało - podsumowuje Kołkowski.

Borek: Nie dam się szantażować

- Nie dam się szantażować - odpowiada Borek. Promotor sugeruje, że związki PUB i BoxReca są bliskie i wpływają na sytuację w polskim boksie. - Dziwnym trafem wszystkie moje pisma do BoxReca i Pani Mariny Sheppard, a było ich chyba pięć, w kilka minut po ich wysłaniu były już na biurku u panów Kołkowskiego i Jankowiaka, a Andrzej Wasilewski znał ich treść, bo w nocnych tweetach się do nich odnosił - dodaje Borek.

- Jest wiele krajów, gdzie jest kilka komisji sankcjonujących walki, ale nigdzie nie ma takiej historii, by edytor BoxReca był czynnie zaangażowany w instytucjach typu PUB, a jednocześnie był sędzią. Edytorem takiego portalu powinien być ktoś niezależny od promotorów i sędziów. edytor powinien przed galą dostać od promotora kartę walk, listę sędziów i nazwę nadawcy, najczęściej telewizję oraz komisję, która to nadzoruje. Po gali powinien dostać maila z wynikami i je wpisać. To nie jest portal, który ma oceniać, poziom gali lub poziom sędziowania - kończy.

W teorii zmiany miały pomóc polskiemu boksowi, ale w praktyce: wielu pięściarzy, przez trwający konflikt,  stało się niewidzialnych.

WIĘCEJ O:

Mateusz Borek Polska Unia Boksu Andrzej Wasilewski PUB Sport Extra Boks Kamil Łaszczyk
Weź udział w dyskusji (31)
POLECAMY
"Ewa Brodnicka ujawnia kulisy walki w Las Vegas. "To był dla mnie szok""
"Wilder stracił pas i zwariował! "Tchórz okryty hańbą. Już nigdy nie wyjdzie do ringu""
"Deontay Wilder totalnie odleciał. "Ten sk...yn mnie zdradził. Był częścią spisku""
"Kuriozalna rozprawa w sądzie w Magdeburgu. Sprawa Toma Schwarza odwołana"
"Poseł wyzwał do walki Artura Szpilkę. "Zróbmy to! Dam sobie obić poselską buzię""
"Nauczycielka matematyki zawalczyła o pas. Koszmarna kontuzja"
""Jeden z najbardziej brutalnych nokautów ostatnich lat". Przerażające [WIDEO]"
"Promotor krytykował MMA za walki freaków, a teraz sam ich szuka do boksu"
NAJNOWSZE
23:50 "Złota Piłka dla Lewandowskiego przepadła". "Reszta powinna się wycofać z Ligi Mistrzów"
23:31 Magda Linette była o krok od zwycięstwa, ale przegrała. Znów w I rundzie
23:29 Pokaz finezji Neymara i Di Marii. Pozamiatali Bayern jedną akcją [WIDEO]
23:13 Na kogo PSG i Chelsea trafią w półfinale Ligi Mistrzów? Wielkie mecze
23:06 Koniec marzeń Bayernu Monachium! Kapitalny dwumecz z PSG w Lidze Mistrzów
23:02 Sensacyjna porażka Chelsea, ale jest awans do półfinału. Fenomenalny gol Taremiego
22:30 Nie do wiary! Ależ pudło Neymara. Ale patrzcie, co z piłką zrobił Boateng. Hit [WIDEO]