Pod koniec czerwca Mariusz Wach (36-6, 19 KO) jednogłośną decyzją sędziów pokonał Kevina Johnsona (34-17-1, 18 KO) na pierwszej popandemicznej gali pięściarskiej w Europie, która odbyła się w Pałacu Konary. - Wiadomo, że wyobrażałem sobie zupełnie inny przebieg walki. Myślałem, że przyjedzie kompletnie nieprzygotowany, więc będzie tylko stał przy linach i przyjmował ciosy. Tymczasem naprawdę był w niezłej formie i chciał walczyć. Może fajerwerków nie było, ale najważniejsza jest wygrana - powiedział po walce Wach. I faktycznie ta wygrana sprawiła, że nazwisko Wacha znowu łączone jest z wielkimi walkami.
Mówi się, że Polak mógłby zmierzyć się z Tysonem Fury, który miał się bić trzeci raz z Deontayem Wilderem, ale jednak do walki nie dojdzie. - Nie mogłem się doczekać, by ponownie pobić Wildera. Amerykanin wiedział, że znowu przegra, dlatego zrezygnował. Nasz trzeci pojedynek miał odbyć się w lipcu, ale potem zapytano mnie, czy zgodzę się na grudzień i również byłem na tak. Kiedy jednak zaczęli mówić o przyszłym roku, to stwierdziłem, że wystarczy. Jeśli Wilder w przyszłości nadal będzie chciał się ze mną bić, to najpierw musi wygrać kilka walk - oświadczył Fury na łamach "The Athletic".
Wszystko wskazuje, że priorytetem dla Fury'ego jest kwietniowa walka z Anthonym Joshuą, gdy na szali będzie pięć pasów (cztery Joshui i pas WBC Tysona). Zanim jednak dojdzie do walki z Joshuą, Fury w grudniu stoczy pojedynek, którego stawką nie będzie pas. "World Boxing News" wśród kandydatów wymienia Aleksandra Dimitrenkę, Kasha Alego, Lucasa Browne'a, Joeya Dawejko, ale i Mariusza Wacha. Wiking w przeszłości sparował z Furym, o czym opowiada na powyższym materiale wideo.
Walka z Furym to nie jedyna propozycja dla Wacha. Do Polaka zgłosił się też obóz Manuela Charra (34-1, 17 KO).
Przeczytaj też: