Walka Polaka o mistrzostwo Europy odwołana z powodu koronawirusa. "Dla mnie to jest sabotaż"

Planowana na sobotę walka Roberta Talarka z Denisem Radovanem o mistrzostwo Europy federacji IBF została odwołana. - U jednej osoby z mojego teamu wykryto koronawirusa - mówi Talarek w rozmowie z PoGongu.

- Miałem negatywny wynik testu, ale mimo wszystko nie mogłem walczyć - mówi Robert Talarek. Jego walka z Denisem Radovanem miała odbyć się na finałowej gali WBSS, gdzie w pojedynku wieczoru zmierzą się Mairis Briedis i Yuniel Dorticos. - Testy mieliśmy przeprowadzone w piątek rano. O ich wynikach poinformował nas telefonicznie jeden z organizatorów. To było około godziny 20. Już wtedy sugerował, że do mojej walki nie dojdzie, ale nie było oficjalnej informacji - dodaje Talarek.

Zobacz wideo Mike Tyson vs Roy Jones Jr. "Ludzie chcą Tysona. Nieważne, ile ma lat"

Robert Talarek nie zawalczy przez koronawirusa. "Jestem bardzo rozczarowany"

Talarek wziął udział w piątkowej ceremonii ważenia, zmieścił się w limicie kategorii średniej. W sobotę rano polski pięściarz poszedł do hotelu na obowiązkowe ponowne ważenie, ale został wyproszony na zewnątrz. Od supervisora dowiedział się, że jego walka została odwołana. - Jestem bardzo rozczarowany. Jeśli chcieli się upewnić, że jestem zdrowy, to mogli zrobić mi w sobotę rano jeszcze jeden test. Dla mnie to jest sabotaż. Może mój przeciwnik był nieprzygotowany i może wystraszyli się, że odbiorę mu mistrzowski pas - zastanawia się Talarek.

I dodaje: - Dla mnie to była bardzo ważna walka. Czułem, że mam szansę na wygraną. Chciałem przywieźć do Polski pas mistrza Europy federacji IBF.

Robert Talarek: Trochę zawiodłem się na swoim teamie, że mnie zostawili

Talarek pojechał do Niemiec samochodem razem z Bojaną Libiszewską, dyrektorem sportowym Silesii Sebastianem Nowakiem i trenerem Andrzejem Butowiczem, który miał zastępować w jego narożniku Irosława Butowicza. - Ludzie z mojego teamu dostali informację, że prawo w Niemczech nakazuje pozostać 14 dni na kwarantannie. Wystraszyli się, że będą musieli płacić za hotel i dlatego już w piątek wrócili do domu. Ja zostałem w Niemczech, bo nie dostałem oficjalnej informacji o odwołaniu walki. Nie wykluczam, że organizatorzy powiedzą, że Talarek uciekł. Też tak może być - mówi pięściarz.

- Trochę zawiodłem się na swoim teamie, że mnie zostawili. Wrócili do Polski moim samochodem. Powiedziałem, że jak się boją, to niech wracają. Chciałem walczyć i zdobyć pas. Byłem gotowy, żeby wejść do ringu bez trenera. Mogłem być swoim trenerem, mam licencję trenerską. Najwyżej nie wypluwałbym szczęki w przerwach między rundami (haha) – mówi Talarek.

Talarek dostał zapewnienie od organizatorów, że jego walka z Radovanem odbędzie się za miesiąc. W sobotę po południu wsiadł w pociąg i ruszył w drogę powrotną do Polski. Z wiarą, że jeszcze wróci do Niemiec i dostanie szansę walki o mistrzostwo Europy federacji IBF. Więcej o boksie przeczytasz na pogongu.pl.

Masz ciekawy temat związany ze sportem? Wiesz o czymś, co warto nagłośnić? Chcesz zwrócić uwagę na jakiś problem? Napisz do nas: sport.kontakt@agora.pl

Przeczytaj też:

Pobierz aplikację Sport.pl LIVE na Androida i na iOS-a

Sport.pl LiveSport.pl Live .