Walczył za darmo, później odrzucił ofertę za ponad 200 tys. dolarów. Polak chce być mistrzem świata

- Parę lat temu wszyscy mnie skreślali i twierdzili, że nie umiem zadawać lewego prostego - mówi Robert Parzęczewski w rozmowie z "PoGongo". Dzisiaj ma rekord 24-1 i jest jednym z ciekawszych prospektów w Polsce. Przy okazji dorobił się pseudonimu Mister KO. - Nie chcę być zapamiętany jako pretendent, bo w Polsce mieliśmy już wielu pretendentów. Chcę zdobyć mistrzowski pa - dodaje.

Parzęczewski wspomniał kiedyś, że chciałby zostać mistrzem świata szybciej niż Krzysztof Włodarczyk, który dokonał tego w wieku 25 lat. Nie udało mu się, choć dostał ofertę walki o tytuł jeszcze przed 25. urodzinami. Chodziło o konfrontację z Siergiejem Kowaliowem. Parzęczewski nie chciał lecieć za ocean po duże pieniądze i porażkę. Znał miejsce w szeregu, biznes się nie liczył.

Zobacz wideo "Tyson Fury bazuje na cwaniactwie" - Sportowa rozmowa dnia z Mariuszem Wachem

Odrzucił ofertę za ponad 200 tysięcy dolarów

Później miał oferty walki o mistrzostwo świata z Callumem Smithem, ale też z nich nie skorzystał. - Przy ostatniej ofercie walki ze Smithem mówiło się coś o dwustu tysiącach dolarów. W Polsce każdy przyjąłby taką propozycję, ale ja nie jestem każdy - mówi Parzęczewski. - Pierwsza propozycja od Smitha była za dwieście tysięcy, druga za trochę więcej - mówi Mateusz Borek. Parzęczewski dodaje: Nie chcę być zapamiętany jako pretendent, bo w Polsce mieliśmy już wielu pretendentów. Chcę zdobyć tytuł. Wezmę walkę o pas, gdy będę na nią gotowy, bądź gdy będę widział, że mam większe szanse niż tylko minimalne.

Parzęczewski rośnie z walki na walkę. W kwietniu 2019 roku zadebiutował w kategorii superśredniej, wcześniej walczył w półciężkiej. Po wygraniu siedmiu walk z rzędu przed czasem dorobił się pseudonimu Mister KO. Wielu niedowiarków przekonał do siebie, gdy wygrał z Dariuszem Sękiem, w sumie to zmiótł go z ringu.

Najmocniejszym nazwiskiem w rekordzie Parzęczewskiego jest Dmitrij Czudinow. Polak z byłym tymczasowym mistrzem świata wagi średniej wygrał w drugiej rundzie. Jego serię zwycięstw przed czasem przerwał Patrick Mendy. Walka trwała dziesięć rund, o wygranej pięściarza z Częstochowy zdecydowali sędziowie.

Wyglądał jak bohater z jakiegoś horroru

Parzęczewski przegrał jedną walkę. W czerwcu 2015 roku na punkty pokonał go Jessy Luxembourger. Robert tłumaczył się, że przegrał wtedy sam ze sobą. Chciał walki rewanżowej, ale Francuz zakończył karierę.

Polak w sporych tarapatach był też w walce z Tomasem Adamkiem. Zdał wtedy test na wojownika. Po zderzeniu głowami z rywalem na twarzy Parzęczewskiego pojawiło się głębokie rozcięcie. W ringu wyglądał jak bohater z jakiegoś horroru. – Mój cutman, Rafał Kalota, zrobił dobrą robotę. Sędzia Arek Małek chciał przerwać walkę, ale poprosiłem go, by tego nie robił. Potem mówił, że dawał mi czas do piątej rundy. Na szczęście udało mi się wygrać przed czasem właśnie w piątej rundzie – przypomina pięściarz Tymexu. Adamka prawie wyrzucił z ringu.

Parzęczewski wie, że boks zawodowy to nie jest łatwy biznes. Na początku kariery płacił rywalom za walki. Sam walczył za darmo, musiał dorabiać na budowie. W końcu pomocną dłoń wyciągnął do niego Mariusz Grabowski. Szef Tymex Boxing Promotions nie żałuje swojej decyzji, bo dzisiaj Parzęczewski jest jednym z ciekawszych prospektów w Polsce.

- Nie jestem rozrzutny. To jest też zasługa moich rodziców, którzy tak mnie wychowali. Inwestuję w siebie. W Polsce nie walczymy za nie wiadomo jakie pieniądze. Często okres przygotowawczy kosztuje mnie więcej niż gaża za walkę - mówi Parzęczewski.

Kariera pięściarza z Częstochowy jest prowadzona świadomie. Parzęczewski idzie swoją drogą. - Potrzebuję jeszcze wsparcia finansowego, bo jeśli chcę być mistrzem świata, to muszę sprowadzać jak najlepszych zawodników albo wyjechać do Anglii lub USA i posparować z najlepszymi - mówi pięściarz.

25 zawodników odmówiło walki

Po podpisaniu przez MB Promotions i Tymex Promotions kontraktu z TVP Sport komentatorzy boksu i kibice zaczęli mówić o walce Parzęczewskiego z Fiodorem Czerkaszynem. Do tego pomysłu odniósł się Mateusz Borek (wypowiedź poniżej).

Parzęczewski kolejną walkę stoczy 20 czerwca w Arłamowie, jego rywalem będzie Sladan Janjanin. Mateusz Borek, organizator gali, miał problem z zakontraktowaniem przeciwnika dla Parzęczewskiego. Promotor twierdzi, że walki z Polakiem, z różnych powodów, odmówiło 25 zawodników.

Musi być KO w Arłamowie. Ksywka zobowiązuje

- Przede wszystkim chce wejść do ringu i zaboksować, bo nie walczyłem kilka miesięcy. W okresie pandemii najbardziej brakowało odnowy biologicznej i moje ciało jest przemęczone. Janjanin jest słabszym rywalem, nie lekceważę go, ale będziemy mogli sobie coś pokombinować - mówi Parzęczewski.

Parzęczewski z takim rywalem jak Janjanin musi wygrać bez wydawania reszty. Borek: Robert nie znokautował nikogo od czternastu miesięcy, a ma ksywkę Mister KO, to zobowiązuje i dodaje: Parzęczewski potrzebuje intensywności startów. Dwie-trzy walki z regularnością co trzy miesiące, bo tylko starty dają postęp.

Nie żałujesz, że odrzuciłeś oferty walk o mistrzowskie pasy? - pytam Roberta. - Nie, na wszystko przyjdzie czas. Chcę być pierwszym polskim mistrzem świata wagi superśredniej. Borek: Jeżeli masz rekord 24-1 i ktoś chce zapłacić ponad 200 tysięcy dolarów, to jak będziesz miał 30-1, to ktoś zapłaci 500 tysięcy. To jest proste – mówi Borek.

Autorem tekstu jest Krzysztof Smajek, dziennikarz Sport.pl oraz autor bloga "Po Gongu"