Mariusz Wach przed wielką szansą! Polak walczy o dużo większe wyzwanie

Mariusz Wach napisał kawałek historii polskiego boksu zawodowego. Wielu rywali nie dało rady skruszyć jego szczęki. W piątek stoczy walkę, która ma być przepustką do większego wyzwania.

Czytam w różnych wywiadach, że chcesz się jeszcze bić o mistrzostwo świata. Mariusz, ty tak na poważnie?

- Gdybym nie miał celów, to nie siedziałbym w Dzierżoniowie i nie zapierdzielał na sali praktycznie od rana do wieczora. Poświęcam się w stu procentach. Nie wiem, co będzie po zachodzie słońca, ale dążę do celu. Wiele rzeczy jednak nie zależy ode mnie - mówi Mariusz Wach w rozmowie z PoGongu.

Zobacz wideo Mariusz Wach opowiada o organizacji gali bokserskiej w Polsce w dobie koronawirusa

Kilkanaście miesięcy wcześniej, Spodek

Mariusz Wach przyszedł na rozmowę z dziennikarzami mocno poobijany, fizycznie i mentalnie. Kilka minut wcześniej przegrał przed czasem w ósmej rundzie z Martinem Bakole. To był twój ostatni taniec? – padło pytanie do Mariusza. – Mam nadzieję, że nie. Na pewno będzie walka pożegnalna z kibicami, ale jeszcze nie wiem, kiedy. (…) Są emocje, łza w oku się kręci. Dopiero teraz schodzi ze mnie adrenalina – mówił Mariusz do grupki dziennikarzy.

Faktycznie Wach miał łzy w oczach, pojawiło się też zwątpienie. - Po wcześniejszych porażkach nie byłem tak wkurzony jak teraz. Muszę zastanowić się, czy wyciągnąć wędkę ze strychu. Ale na pewno ją odkurzę - mówił “Wiking”. Przepraszał za przegraną. Zwycięstwo z Bakole miało go przybliżyć do wielkich walk, ale nic z tego nie wyszło.

- To mógł być ostatni taniec dla Mariusza, jeśli chodzi o taniec z aspiracjami do czegoś większego - komentował Przemek Saleta. To nie był najlepszy czas dla Wacha, porażka z Bakole była trzecią z rzędu. Wcześniej przegrał z Jarrellem Millerem i Arturem Szpilką. W walce z Amerykaninem prezentował się solidnie, ale doznał kontuzji ręki. W walce ze Szpilką do wygranej zabrakło mu jednego ciosu.

Walki z ogórkami? Adrenalina jak przed dużą walką

Wach po przegranej z Bakole wrócił do ringu po pięciu miesiącach. - Chęć do treningów wróciła chwilę po walce w Spodku. Na gorąco przychodzą różne myśli i gada się głupoty. Przeanalizowałem walkę z Bakole i wiedziałem, że z moim zdrowiem nie było tak, jak powinno być. Gdybym był w normalnej dyspozycji, pojedynek wyglądałby inaczej - tłumaczy Wach.

Dwie następne walki stoczył z anonimowymi Gruzinami. Potrzebował zwycięstw, bo z trzema porażkami z rzędu nie był atrakcyjnym rywalem dla nikogo z czołówki wagi ciężkiej.

- Nie znałem nazwisk tych Gruzinów. Pierwszy raz zobaczyłem ich, jak wchodzili do ringu – mówi Wach i dodaje: Wydaje się, że to były walki z ogórkami, bla, bla. Ale przed takimi pojedynkami adrenalina i atmosfera w szatni są takie same jak przed dużą walką. Nie mogłem zlekceważyć tych Gruzinów. Musiałem być skoncentrowany i w miarę przygotowany, bo jak wyłapałbym jakiś cios, to byłoby gadanie. Ciążyła na mnie presja - tłumaczy Wach.

Obie walki wygrał bez problemu. Z Giorgim Tamazashvilim walczył w salce gimnastycznej Zespołu Szkół w Pieszycach. W sali panowała atmosfera jak u cioci na imieninach.

Z sali gimnastycznej do Arabii Saudyjskiej

Dwa miesiące później Wach poleciał do Arabii Saudyjskiej na walkę z Dillianem Whytem. Podczas tej samej gali Joshua odbierał pasy Ruizowi Jr. Polak przegrał z Whytem na punkty, ale pokazał się z bardzo dobrej strony. Znów pokazał charakter, serce do walki, potwierdził także, że ma szczękę z nierdzewnej stali

- Whyte miał prawo oczekiwać, że pojedynek z Mariuszem będzie dla niego łatwiejszy. Przygotował się gorzej, jego kondycja była wątpliwa. Mariusz to wykorzystał i zbudował na tym pewność siebie, która mam nadzieję, będzie procentowała w kolejnych pojedynkach - mówi Maciej Miszkiń. Według informacji Andrzeja Kostyry Wach za walkę u szejków zarobił 300 tysięcy złotych, ale do jego portfela trafiło około 100 tysięcy.

Co dowiedziałeś się o sobie po walce z Whytem? - pytam Wacha. -  Że mam bardzo mocną psychikę i szczękę. O walce dowiedziałem się dwa tygodnie przed galą. Miałem kilkanaście dni, żeby wdrożyć się w walkę, bo nie mówimy przecież o przygotowaniach.

425 ciosów o łącznej masie 27 ton

Wach jest pięściarzem po przejściach. Miał kilka przerw, które zastopowały jego karierę. Stoczył wiele trudnych walk, sparował praktycznie z wszystkimi czołowymi zawodnikami wagi ciężkiej na świecie. Piotr Wilczewski opowiadał, że były momenty, gdy Mariuszowi nie chciało się trenować. W ostatnim czasie przełomem w jego karierze była walka z Millerem. Po niej uwierzył, że może jeszcze dawać dobre walki z czołówką wagi ciężkiej.

Osiem lat temu przegrał na punkty walkę z Władimirem Kliczką o mistrzostwo wagi ciężkiej. - Nie byłem przygotowany psychicznie na taki pojedynek. Wcześniej walczyłem na mniejszych galach, a to była walka o mistrzostwo świata. Może mnie to nie przerosło, ale dzisiaj mam więcej doświadczenia i walka wyglądałaby inaczej - mówi Wach.

Wach nie miał nic do powiedzenia w walce z Kliczką. Dostał straszne lanie. Dziennikarze Bilda wyliczyli, że przyjął 425 ciosów o łącznej masie 27 ton. - Dzięki tej walce ludzie mnie rozpoznają, nie tylko w kraju, ale też za granicą. To był ciężki pojedynek dla mojej głowy i ciała. Trenowałem do tej walki trzy razy dziennie, miałem mnóstwo sparingów, organizm wymęczyłem do granic możliwości - wspomina Polak.

“Jeśli nie będzie padał, to będą oferty”

W piątek Wach będzie się bił z Kevinem Johnsonem w Pałacu Konary. Patrząc na style obu zawodników, kibice trochę obawiają się, że walka będzie ciągnęła się jak M jak miłość. - Gdybym zacytował pana Andrzeja Kostyrę i powiedział, że w tej walce będą spadać bomby wielkiego kalibru, to bym skłamał. Kevin Johnson, odkąd pamiętam, walczy we wszystkich pojedynkach o przetrwanie. Nie wiem, czy Mariusz ma w sobie tyle ognia i dynamiki, żeby skończyć Johnsona efektownie przed czasem. Raczej nie spodziewam się fajerwerków - mówi  Miszkiń.

Wach: Przed żadną walką nie nastawiałem się, że muszę wygrać przed czasem. Jestem przygotowany na dziesięć rund. Johnson nie przewraca się po jednym ciosie, trzeba go zasypać ciosami. Jak się nie uda wygrać przed czasem, to chcę wygrać na punkty i to zdecydowanie.

Jeśli Wach chce jeszcze walczyć o mistrzostwo świata, to nie może potknąć się w walce z Kevinem Johnsonem. Amerykanin na dziesięć ostatnich walk przegrał osiem.

– Nie wiem, czy Wach dojdzie do walki o tytuł, ale na pewno otrzyma intratną finansowo walkę. Zresztą już mówi się o jego pojedynku z Kabayelem. Jeśli nic z tego nie wyjdzie, to trafi się inny rywal z dużym nazwiskiem, który będzie w stanie zapłacić za to, żeby sprawdzić się z Mariuszem. Wach jest zawodnikiem, który nie pada, jeśli nie będzie padał zbyt często, to cały czas będzie otrzymywał propozycje – dodaje Miszkiń.

****

Mariusz, a co z tą wędką, odkurzyłeś ją po walce z Bakole?

– Wędkę mam od najmłodszych lat, już za dzieciaka chodziliśmy na ryby. Nie chcę mówić, że wędkuję, bo to za dużo powiedziane. Rzucam patyk do wody i czasami udaje się coś złowić. Na rybach odcinam głowę od treningu, to jest dla mnie forma relaksu. 

Więcej tekstów Krzysztofa Smajka przeczytacie na blogu "PoGongu"