Muhammad Ali poszedł na wojnę z tymi, którzy traktowali go "jak psa". Wygrał bezdyskusyjnie

Udawał ćwierćinteligenta i chociaż był wyznawcą islamu, to wynajął adwokata Świadków Jehowy. W końcu powiedział wprost, że do Wietnamu się nie wybiera, za to chętnie poszedłby na wojnę z tymi, którzy w jego Ameryce traktują go jak psa, a nie człowieka. Muhammad Ali przez politykę stracił trzy i pół roku wielkiej kariery, a groziło mu też pięć lat więzienia. Ale w końcu wygrał i tę walkę. Bezdyskusyjnie.

Tydzień z... to cykl na Sport.pl, w którym codziennie przez siedem dni publikujemy artykuły dotykające wspólnego tematu. Od 1 do 7 czerwca piszemy o przenikaniu się polityki i sportu.

Houston w Teksasie, 28 kwietnia 1967 roku: - Kiedy usłyszysz swoje nazwisko, zrobisz krok naprzód. To będzie twoje wejście do amerykańskich sił zbrojnych - mówi porucznik Steven Dunkley do ośmiu mężczyzn. Jako siódmego wywołuje jednego z największych sportowców świata. "Muhammadzie Ali, czy możesz zrobić krok naprzód?" - pyta. Bez odpowiedzi. "Cassiusie Clayu" - wymienia pierwszą tożsamość pięściarza.

Zobacz wideo "To przykre, że Tyson po 50-tce musi jeszcze boksować"

"Też nie jem murzynów". I nie słyszę porucznika

- Jestem Cassius. Mój prapradziadek był niewolnikiem w Kentucky - tak przedstawiał się 18-letni Cassius Clay, mistrz olimpijski z Rzymu z 1960 roku. - Pokonałem tak zwanych wrogów Ameryki. Byli tam Rosjanie i Polak [Zbigniew Pietrzykowski, z którym Clay wygrał w finale]. Były flaga i hymn. Zlałem świat. Pomyślałem, że skoro jestem mistrzem olimpijskim, to mogę już zjeść w centrum. Poszedłem z moim medalem do restauracji w Louisville, a kelnerka mówi "Murzyn? Nie podajemy". Odpowiedziałem, że też nie jem murzynów, że chcę kawę i hamburgery. Musiałem wyjść z resturacji w moim mieście. Tata walczył w wojnach światowych, ja zdobyłem złoty medal olimpijski, ale nie mogłem zjeść w centrum. Coś tu nie gra - mówi młody mistrz w archiwalnych nagraniach z dokumentu "Nazywam się Muhammad Ali".

- Muhammad znaczy godny pochwał. A Ali to Najwyższy. Od teraz jestem Muhammad Ali - ogłosił w roku 1964, dzień po tym, jak pierwszy raz w karierze został mistrzem świata zawodowców.

Porucznik Dunkley dwa razy prosił o wystąpienie z szeregu Alego i dwa razy Claya. Mistrz tkwił w bezruchu, co oznaczało, że odmówił służby wojskowej. Za chwilę wyszedł do tłumu reporterów. A siedmiu pozostałych poborowych odjechało na szkolenie przed wylotem na wojnę do Wietnamu.

"Antypatriotyczna, bombastyczna kreatura"

- Czekałem na powołanie do wojska, a kiedy je dostałem, to zostałem żołnierzem - przypominał Joe Louis, czarnoskóry mistrz świata z lat 1937-1949. On w trakcie II wojny światowej tłumaczył, że namawia do walki czarnych braci, bo Ameryka owszem, ma swoje problemy, ale przecież Hitler ich nie rozwiąże.

- Casius zarobił miliony dolarów dzięki Amerykanom, a teraz nie chce okazać wdzięczności krajowi, który daje mu wielkie możliwości - mówił Jackie Robinson, pierwszy Afroamerykanin w historii baseballowej ligi MLB.

Część mediów nazywała Alego "antypatriotyczną, krzykliwą, bombastyczną kreaturą". I odmawiała nazywania go Alim.

To samo już wcześniej robili rywale.

"Jak się nazywam?"

Dwa i pół miesiąca przed tym jak mistrz ostatecznie odmówił służby wojskowej, Ernie Terrel w rozmowie z nim prowadzonej przez dziennikarza Howarda Cosella celowo nazwał Alego Clayem. Od tego momentu dialog bokserów nieprzerywany przez reportera brzmiał tak:

- Howard Cosell i inni nazywają mnie Muhammedem Alim. Jesteś jedynym kolorowym, który mówi o Cassiusie Clayu.

- To nie Howard Cosell będzie z tobą walczył.

- Pogarszasz swoją sytuację! Skup się na sporcie, a nie na tym, jak się nazywam.

- A jak się nazywasz? Mówiłeś, że Cassius Clay.

- Już nigdy! Nazywam się Muhammed Ali. Po walce ogłosisz to publicznie, na środku ringu.

- Będę mówił "on", w porządku? - Terrel zwraca się do dziennikarza, który wciąż tylko przesuwa mikrofon od jednej głowy do drugiej i z powrotem.

- Jesteś Wujem Tomem! Jesteś kolejnym Pattersonem [jeden z wcześniejszych rywali Alego - zapowiadał, że pokonując go, odbierze tytuł Czarnym Muzułmanom i zwróci całej Ameryce. Nie dał rady, a przez całą walkę słyszał od mistrza prowokacyjne zachęty typu: "No, dalej, biała Ameryko!"], nie minie cię kara!

I nie minęła. "Ośmieszę go. Będę go pytał, jak się nazywam, spuszczając mu lanie. Będę go torturował, nokaut byłby dla niego zbyt łagodny. Zrobię mu wstyd przed całym światem" - ogłosił jeszcze Ali w studiu telewizji abc zaraz po przytoczonej wymianie "uprzejmości".

Ali bił Terrela przez 15 rund i wciąż pytał "Jak się nazywam?". Po walce pretendent nie odpowiedział na wielokrotnie powtarzane pytanie. - Nie podoba mi się to, co on sobą reprezentuje - stwierdził tylko.

"Nie mam nic do Wietkongu"

Terrel nie był w tym odosobniony. Już wtedy Ameryce Ali podobał się coraz mniej. Jeszcze przed laniem sprawionym Terrelowi ogłosił: "Nie mam nic do Wietkongu". Za to do Ameryki zastrzeżeń miał dużo.

Na spotkania Narodu Islamu zaczął chodzić już jako 19-latek, w 1961 roku. Przez FBI ta organizacja separatystyczno-religijna była uważana za sektę, która zagraża bezpieczeństwu wewnętrznemu Ameryki. Członkowie grupy głosili, że czarni są dziećmi Boga, a biali to dzieci szatana.

- W Kościele zawsze pytałem matkę, dlaczego wszystko jest białe. Dlaczego Jezus ma jasne włosy i niebieskie oczy, dlaczego apostołowie są biali i anioły też. Pytałem, czy my po śmierci także trafiamy do nieba. I gdzie się podziały czarne aniołki. Powiedziałem: skoro biali są w niebie, to czarne aniołki pracują dla nich w kuchni. Zastanawiałem się, dlaczego biały Tarzan jest królem dżungli w Afryce. Wszystko co złe, to czarne - takich tekstów Ali wyrzucał z siebie mnóstwo.

O swoich częściowo irlandzko-angielskich korzeniach mówił z odrazą. - Moja biała krew pochodzi od posiadaczy niewolników, z gwałtów. Biała krew nas krzywdzi, rani. Gdy byliśmy ciemniejsi, byliśmy silniejsi, czystsi.

Zaniżone IQ, adwokat Świadków Jehowy - wszystko na nic

W 1964 roku 22-letni wtedy Clay tak wypełnił wojskowy test na inteligencję, że zdobył tylko 78 punktów. Wszystkim twierdzącym, że celowo udzielał błędnych odpowiedzi i zaniżył swój wynik, odpowiedział z właściwą sobie błyskotliwością - "Mówiłem, że jestem największy, a nie najbystrzejszy" ("The Greatest" to przydomek, który sam sobie nadał).

Ale w listopadzie 1965 roku amerykańskiej armii niski iloraz inteligencji już nie przeszkadzał. Wobec coraz gorszej sytuacji w wojnie w Wietnamie obniżono kryteria i nagle Ali się kwalifikował. W 1966 roku próbował więc tłumaczyć się swoimi przekonaniami religijnymi. Do pomocy wybrał sobie Haydena Covingtona, adwokata wygrywającego w sądzie sprawy Świadków Jehowy odmawiających służby wojskowej. Z Jehowymi było jednak łatwiej. Tam linia obrony opierała się o aktywne nauczanie - każdy wie, że Jehowi chodzą w tym celu po domach.

Alego mecenas też próbował przedstawić jako kogoś w rodzaju kaznodziei. "Wielka gęba" rzeczywiście dużo mówiła o swojej religii. Ale ona dużo gadała o wszystkim. I często w taki sposób, że trudno było jej właściciela uznać za pacyfistę.

Zresztą, nie trzeba było długo czekać, żeby Ali powiedział, co naprawdę myśli w tym gorącym czasie, w którym społeczne poparcie dla działań wojennych USA w Wietnamie było największe, aż 60-procentowe. - Nie będę leciał 10 tysięcy mil od domu po to, by pomóc zamordować kolejny biedny naród i przyłożyć się do przedłużenia dominacji białej rasy panów nad ludźmi o ciemniejszym kolorze skóry. Żaden Wietnamczyk nigdy nie nazwał mnie czarnuchem. Nie Chińczyk, Wietnamczyk czy Japończyk, tylko wy jesteście moimi wrogami. Przecież czarnuchy w Louisville są traktowane jak psy. Bez powodu odmawia im się podstawowych praw ludzkich - mówił. - Gdyby chodziło o wojnę, która da wolność i równość moim ludziom, nie trzeba byłoby mnie namawiać, byłbym na niej już jutro. Pójdę do więzienia? Przecież jesteśmy w nim od 400 lat - dodawał.

W roku 1967 w procesie Stany Zjednoczone vs Muhammad Ali/Cassius Clay werdykt był jednogłośny - 8:0. Na pięć lat więzienia i karę 10 tysięcy dolarów grzywny (najwyższa możliwa) czarnoskórego pięściarza skazał biały skład sędziowski.

Chłopcy wracali w trumnach, Ali wyrastał na bohatera

Do więzienia Ali nie poszedł, areszt opuścił za kaucją, od wyroku złożono apelację. Ale jego sprawa pozostawała niezamknięta przez cztery lata, a przez trzy i pół roku nie miał prawa do wykonywania swojego zawodu. Mający 25 lat pięściarz stracił być może najlepszy czas swojej kariery. "Nie wolno mi pracować w Ameryce i nie wolno mi opuszczać Ameryki" - skarżył się w lutym 1968 roku.

Mimo wszystko czas sportowej banicji spożytkował na budowanie sobie pomnika. Im dłużej trwała wojna w Wietnamie i im więcej amerykańskich chłopców wracało z niej w trumnach, tym mocniej brzmiały wypowiedzi Alego na uniwersytetach. Mówił na nich o wojnie i o rasizmie. Dostawał za to po 1000-1500 dolarów, czyli drobne w porównaniu z gażami z ringu. Ale szybko stał się mówcą tak samo dobrym, jak przed bokserskimi pojedynkami. I coraz więcej ludzi widziało w nim bohatera ruchu antywojennego, a nie zdrajcę.

- Są tylko dwa rodzaje ludzi: ci, którzy idą na kompromis i ci, którzy są wierni swoim zasadom. Nie można jednocześnie służyć Bogu i diabłu. Ja wybrałem Boga. Musiałem sobie odpowiedzieć na pytanie, czy bardziej boję się amerykańskiego rządu, czy Allaha. Proces apelacyjny trwa, ciągle jest możliwe, że spędzę pięć lat za kratami. Ale co z tego - powtarzał Ali.

"My, mniejsi, już nie musieliśmy się bać"

- Moim zdaniem gdyby nie poświęcił swojej kariery dla idei, którymi żył, to Tommie Smith i John Carlos nie podnieśliby pięści na olimpijskim podium w Meksyku w 1968 roku - oceniał Arthur Ashe. On w 1968 roku wygrał US Open. I był pierwszym w historii Afroamerykaninem w tenisowej reprezentacji USA. Smith i Carlos w Meksyku zdobyli złoto i brąz w biegu na 200 m. Na podium weszli w czarnych skarpetkach i czarnych rękawiczkach, w trakcie odgrywania hymnu USA podnieśli pięści i spuścili głowy. Ich gest był symbolem ruchu Black Pride. Obaj mieli też na piersiach odznaki Projektu Olimpijskiego dla Praw Człowieka, organizacji, która m.in. domagała się przywrócenia Alemu licencji bokserskiej. - Ali bez względu na wszystko bronił tego, w co wierzył. Dał przykład. Skoro on tak zrobił, to my, mniejsi, już nie musieliśmy się bać - przekonywał Ashe.

Licencję mistrz odzyskał pod koniec roku 1970. W kolejnych latach stoczył niezapomniane walki z Joe Frazierem, Georgiem Foremanem czy Leonem Spinksem. Został pierwszym w historii pięściarzem królewskiej kategorii, który trzykrotnie zdobywał mistrzostwo.

Ale najważniejszą walkę wygrał 28 czerwca 1971 roku. Sąd Najwyższy jednogłośnie, a więc 8:0, uznał, że cztery lata i osiem dni wcześniej Ali został ukarany niesłusznie. Sąd przyznał, że tak naprawdę pięściarzowi nie wyjaśniono, dlaczego jego moralny, etyczny i religijny sprzeciw wobec służby wojskowej został pierwotnie oddalony.