Uzależnienie od seksu zniszczyło karierę Mike'a Tysona. "To były orgie, byłem chory"

W swojej autobiografii Mike Tyson ujawnia, że jego uzależnienie od uprawiania seksu mogło się przyczynić do przedwczesnego upadku kariery bokserskiej. Dziennik "The Sun" pisze o fragmencie książki, gdzie Amerykanin zdradza, że nie mógł się opanować nawet w więzieniu, gdy był podejrzany o gwałt.

Tyson trafił do więzienia w 1991 roku, gdy podejrzewano go o gwałt i molestowanie seksualne. Bokser tłumaczył, że jest niewinny, ale sąd mu nie uwierzył i tak trafił do Indiana Youth Center. Spędził tam około trzech lat w małej celi z przerwami na przejście do izolatki, gdzie miał jeszcze mniej przestrzeni. Amerykanin tłumaczy, że nawet tam nie mógł się pozbyć swojego uzależnienia od seksu. 

Zobacz wideo "To przykre, że Tyson po 50-tce musi jeszcze boksować"

Tyson uprawiał seks nawet w więzieniu. "Musiałem zostawać w celi cały dzień, byłem zmęczony"

Miał go uprawiać nałogowo, stopniowo tracił kontrolę nad tym, jak seks wpływa na jego życie. - Robiłem to tak często, że byłem zbyt zmęczony, żeby pójść trenować na siłownię. Zostawałem w celi na cały dzień - tłumaczy Tyson w autobiografii. Odniósł się także do tych chwil w niedawnym podcaście Hotboxin. - Nie możesz ciągle robić tego tak, jak w młodości. Wtedy nie wiedziałem, że stracę fortunę przez kobiety wokół mnie. Bawiłem się z nimi, ale gdy jesteś starszy, to już przestaje być zabawne. Piep**enie się cały dzień nie jest już zabawą, bo chcesz mieć jakieś pieniądze - opisywał. 

Tyson stał się bankrutem, mimo że w czasie swojej kariery zarobił około 300 milionów dolarów. - Dawałem pieniądze wszystkim. I piep**yłem ich matki, siostry, kuzynki. To były orgie. I to było szalone - oceniał pięściarz. - Byłem tak chory, że nie zdawałem sobie z tego sprawy. Kupiłem dla tych dziewczyn dużo aut. Nie miałem kontroli nad piciem, pochłanianiem ogromnych ilości jedzenia i uprawianiem seksu - mówił. 53-letni Tyson zakończył karierę w 2005 roku, ale teraz chce wrócić do ringu i szykuje się do ogłoszenia pierwszego rywala

Przeczytaj także: