To była śmierć, która wstrząsnęła całą Ameryką. Bokserska masakra na oczach milionów

Historyczne wydarzenie, które zmieniło się w wielką tragedię. Miliony Amerykanów zasiadło przed telewizorami, by po raz pierwszy w historii oglądać na żywo boks w otwartej telewizji. Zobaczyli śmierć. Bo Benny Paret (35-12-3, 10 KO) został śmiertelnie znokautowany przez Emile Griffitha (85-24-2, 23 KO).

Tydzień z... to cykl na Sport.pl, w którym codziennie przez siedem dni publikujemy artykuły dotykające wspólnego tematu. Od 25 do 31 maja piszemy o tragicznych wypadkach, które zabrały życie sportowców w czasie uprawiania swojego ukochanego sportu.

- Chciałem skończyć z boksem, ale cały czas zadawałem sobie jedno podstawowe pytanie: "Gdzie zarobię tyle pieniędzy?" - miałem przecież sporo wydatków. Ale już nigdy, przenigdy, nie chciałem nikogo tak skrzywdzić. Byłem naprawdę przerażony, jak mocno musiałem kogoś uderzyć. Już zawsze powstrzymywałem się od potężnych ciosów - wspominał po latach Emile Griffith, któremu zwycięstwo z Bennym Paretem i odzyskanie mistrzostwa świata wagi półśredniej przysporzyło więcej wrogów niż przyjaciół. I śmierć na koncie, bo Paret walkę z Griffithem przypłacił życiem.

Zobacz wideo "To przykre, że Tyson po 50-tce musi jeszcze boksować"

"Hej, ped...! Dopadnę ciebie i twojego męża"

23 marca 1962 roku. Do Madison Square Garden wchodzą Griffith i Paret, obrońca tytułu, który pół roku wcześniej w legendarnej nowojorskiej hali pokonał właśnie Griffitha. Wygrał niejednogłośną decyzją sędziów. I zrewanżował się za porażkę z 1 kwietnia 1961 roku, kiedy w 13. rundzie został znokautowany przez Griffitha i stracił pas mistrza świata wagi półśredniej. Teraz już miał go z powrotem. Jak się okazało, nie na długo.

- Jeśli on coś do mnie powie przed walką, to przyrzekam, że go znokautuję - odgrażał się Griffith. Ale zanim zadał śmiertelne ciosy, swoje też usłyszał. Właśnie na ważeniu, gdzie Paret krzyknął do niego: "Hey, maricón! I'm gonna get you and your husband!" Czyli: "Hej, ped...! Dopadnę ciebie i twojego męża!".

- Griffith rzeczywiście miał skłonności przynajmniej biseksualne, ale w tamtych latach przyznanie się do tego oznaczało w zasadzie koniec kariery w boksie. Jego coming out nastąpił później, wiele lat po walce z Paretem, który też drwił z tego, że Griffith na co dzień pracował w fabryce damskich kapeluszy - opowiada Janusz Pindera, komentator boksu w Polsacie Sport i "Kanale Sportowym".

Pierwszy taki pojedynek

Po słowach Pareta na ważeniu rozpętała się awantura. Obu bokserów, a w zasadzie bardziej Griffitha, który od razu ruszył z pięściami do Pareta, próbował powstrzymywać Gil Clancy. - Oszczędź go dzisiaj - prosił legendarny trener, który pracował z Griffithem później jeszcze przez kilkanaście lat. Ale to już była inna praca. Naznaczona walką, która zmieniła wszystko. I w życiu Clancy'ego, i przede wszystkim w życiu Griffitha. Ale też w postrzeganiu boksu, który wówczas dopiero wkraczał do amerykańskich domów.

 - To był pierwszy pojedynek, który na żywo był transmitowany w otwartej telewizji. Pokazywała go stacja ABC. Na kolejne trochę trzeba było poczekać. A nawet nie trochę, bo wielkie telewizje wycofały się z boksu na blisko dziesięć lat. Z ramówki ABC zniknął nawet bardzo popularny magazyn pięściarski "Fight of the Week" - mówi Pindera.

"Wyczuwałam, że nie za bardzo chce walczyć"

Paret na ważeniu przed trzecią walką z Griffithem sprawiał wrażenie pewnego siebie, ale jego żona Lucy po latach wspominała, że miał obawy. Zresztą nie tylko on, bo ona sama również. Nigdy mu tego nie powiedziała, ale na kilka tygodni przed walką zaczęły ją nękać przerażające sny o zranieniu Benny'ego. Po latach opowiedziała też historię, jak cztery dni przed walką jej mąż popłakał się, kiedy wraz z rodziną nie zostali wpuszczeni do zoo w Miami. To były czasy rasowej segregacji. Czarnoskórzy, a zwłaszcza imigranci - do jakich należał Paret, który uciekł z Kuby kilka lat przed przejęciem władzy przez Fidela Castro - byli w USA zmuszani do korzystania z oddzielnych szkół, publicznych toalet, ławek parkowych, pociągów czy miejsc w restauracjach.

Paret czuł się samotny. Żałował, że jego żona nie przyleciała z nim na walkę do Nowego Jorku. A próbował do samego końca. Jeszcze dzień przed pojedynkiem z Griffithem namawiał ją, by zmieniła zdanie i wsiadła w samolot. Bezskutecznie. Lucy nigdy nie lubiła boksu. Została w Miami. Poza tym była w ciąży. Z Alberto - kolejnym synem po Bennym Parecie Jr. - który przyszedł na świat dwa miesiące po śmierci ojca. - Kiedy Benny zadzwonił do mnie przed walką, powiedział, że strasznie boli go głowa. Wyczuwałam, że nie za bardzo chce walczyć. Nawet go poprosiłam, by tego nie robił - wspominała później Lucy Paret, którą cytował "New York Times".

Ale Benny jej nie posłuchał. - Wyszedł do trzeciej walki z Griffithem zaledwie trzy miesiące po przegranej przez nokaut z Gene'em Fullmerem, znakomitym pięściarzem, który niespełna rok wcześniej stoczył dwa pamiętne boje z Sugarem Rayem Robinsonem. Do dziś uważa się, że ta walka z Fullmerem, którą Paret stoczył kategorię wyżej, więc po niej też musiał zbijać wagę, również mocno odbiła się na jego zdrowiu. Była jedną z przyczyn, dla której tę kolejną przypłacił życiem - zauważa Pindera.

29 ciosów bez odpowiedzi

Początek nie zwiastował jednak aż tak tragicznego scenariusza. Pojedynek był wyrównany. Aż do szóstej rundy, kiedy Griffith po kombinacji ciosów Pareta został praktycznie znokautowany - uratował go gong. Od siódmej rundy wstąpiły jednak w niego nowe siły, a w Madison Square Garden zaczęła się krwawa jatka. - Jak już go dorwiesz, to uderzaj aż do momentu, kiedy sędzia przerwie walkę. Rozumiesz? Aż do momentu, kiedy sędzia przerwie walkę! - powtarzał Griffithowi w narożniku Clancy. I Griffith uderzał. Z coraz większą siłą, jakby nagle przed oczami stanął mu moment ważenia, kiedy Paret przy wszystkich naśmiewał się z jego orientacji.

Paret zaczął opadać z sił. Przed 12. z 15 zaplanowanych rund Griffith u wszystkich sędziów prowadził na punkty. Entuzjastycznie nastawiony tłum w Madison Square Garden obserwował lawinę ciosów, a wraz z nim sędzia ringowy Ruby Goldstein, który specjalnie się nie wtrącał. On też zapłacił wysoką cenę - ta walka złamała mu karierę, sędziował później już tylko jeden pojedynek. Ale nie tak wysoką jak Paret, który w 12. rundzie uwiesił się na linach po serii ciężkich ciosów (eksperci naliczyli ich aż 29 z rzędu w krótkim odstępie). A Griffith uderzał w niego jak w treningowy worek. Gdy sędzia w końcu go odciągnął, było już za późno. Paret bezwładnie osunął  i nieprzytomny upadł na deski.

- Jestem bardzo dumny z tego, że odzyskałem mistrzostwo świata w wadze półśredniej. Mam nadzieję, że Paret czuje się dobrze - mówił Griffith zaraz po walce, kiedy jego rywala próbowano jeszcze cucić w ringu, a kibice serię jego mocnych ciosów mogli zobaczyć na pierwszej w historii telewizji powtórce w zwolnionym tempie.

 

Dzień, który na zawsze zmienił jego życie

Paret od razu po walce został przewieziony do szpitala na Manhattanie. - Kiedy Griffith dowiedział się, że rywal wciąż jest nieprzytomny, natychmiast udał się do kliniki. Lekarze nie chcieli go jednak wpuścić do pokoju, w którym leżał Paret. Wtedy wpadł w szał, zrobił im awanturę, a potem wybiegł ze szpitala i w panice zaczepiał i obrażał obcych ludzi na ulicy. A potem ci ludzie zaczęli obrażać jego. Został znieważony przez kibiców, którzy twierdzili, że celowo, z nienawiści, zabił Kubańczyka w ringu - mówi Pindera.

Paret już nie odzyskał przytomności. Zmarł w szpitalu 10 dni po walce z Griffithem. Gubernator Nowego Jorku Nelson Rockefeller powołał nawet specjalną komisję, która miała zbadać przyczynę śmierci (według lekarzy była ona znana od razu: krwotok śródmózgowy). Griffith, choć później walczył jeszcze przez kilkanaście lat, długo nie mógł otrząsnąć się po tej tragedii. Dostawał listy z pogróżkami. Opowiadał o koszmarach, które nękały go do końca życia.

W 2005 roku powstał film dokumentalny pt. "Ring of Fire: The Emile Griffith Story" zaczynający się od słów pięściarza, który mówi, że 24 marca 1962 roku jego życie zmieniło się raz na zawsze. I który kończy się sceną, kiedy Griffith spotyka się z synem Pareta i ze łzami w oczach - po 43 latach - błaga go o przebaczenie.

Przeczytaj też:

Pobierz aplikację Sport.pl LIVE na Androida i na iOS-a

Sport.pl LiveSport.pl Live .