Tomasz Adamek mógł przejść do historii. "Ukraiński terminator" rozbił jego i jego marzenia

Zwycięstwo z Witalijem Kliczką sprawiłoby, że Tomasz Adamek stałby się pierwszym w historii pięściarzem, który zdobyłby mistrzostwo świata w wagach półciężkiej, juniorciężkiej i ciężkiej. "Góral" najważniejszą walkę w życiu przegrał jednak z kretesem, nie mając najmniejszych szans w pojedynku z wielkim ukraińskim mistrzem.

Tydzień z... to cykl na Sport.pl, w którym codziennie przez siedem dni publikujemy artykuły dotykające wspólnego tematu. Od 11 do 17 maja zajmujemy się najważniejszymi momentami współczesnego polskiego sportu.

- Zawiodłem. Miałem wygrać, a przegrałem. Chciałem być wielkim mistrzem wagi ciężkiej, nie udało się. Zawiodłem kibiców, byłem gorszy, ale taki jest sport, przegrywać też trzeba umieć - mówił z opuszczoną głową, wyraźnie przybity Tomasz Adamek.

Zobacz wideo "Niech Adamek zrobi imprezę na pożegnanie. Po co ma boksować?"

Polak na konferencję prasową po walce z Witalijem Kliczką we Wrocławiu przyszedł mocno poobijany, słowa wypowiadał zranionymi, opuchniętymi wargami. Kilkadziesiąt minut wcześniej ukraiński mistrz rozbił Adamka i jego marzenia o zostaniu pierwszym w historii pięściarzem, który sięgnie po mistrzostwo świata w wagach półciężkiej, juniorciężkiej i ciężkiej.

"Szybkość, kombinacje, zejście z linii ciosu, kontra"

"Adamek w ciężkiej? Nie, to niemożliwe. Pamiętam jego amatorskie występy w kategorii średniej (75 kg), pierwsze mistrzostwo Polski w Płońsku w 1995 roku. Już przenosiny do juniorciężkiej wydawały się ryzykowne, ale dał sobie radę. Ale waga ciężka, w której panowali dwumetrowi ukraińscy bracia Kliczko, to szaleństwo, pomyślałem" - pisał na łamach portalu Polsatsport.pl Janusz Pindera, dziennikarz i bokserski ekspert.

Chociaż Adamek był sporo lżejszy i niższy od najlepszych pięściarzy wagi ciężkiej, to kolejnego kroku w górę się nie obawiał. Polak szukał wyzwań, dwa zdobyte wcześniej tytuły w dwóch różnych kategoriach wagowych mu nie wystarczały. Adamek, w przeciwieństwie do większości ekspertów i dziennikarzy, wierzył, że w wadze ciężkiej, mimo gorszych warunków fizycznych, może odnieść wymarzony sukces. Wszystko miało się zacząć od walki z Andrzejem Gołotą, czyli Polakiem, który w "królewskiej" wadze osiągnął najwięcej.

- Nie muszę przytaczać przykładów z przeszłości, kiedy najwięksi mistrzowie ciężkiej ważyli niewiele więcej niż ja, wystarczy to, co się dzieje obecnie na ringach. Wszyscy wiedzą, że Evander Holyfield wygrał mistrzowską walkę z Nikołajem Wałujewem, choć mu sędziowie ukradli werdykt. Eddie Chambers wygrał łatwo z rosyjską wielką nadzieją białych, cięższym od niego o 20 kilogramów i wyższym o ponad 10 centymetrów niepokonanym Aleksandrem Dimitrienką, który wygrał 29 walk w kategorii ciężkiej. Czym wygrał Amerykanin? Szybkością. Ja jestem wyższy i naturalnie cięższy od Chambersa. I biję mocniej. Tak samo walczyłbym z Gołotą. Kombinacje, zejście z linii ciosu, kontra po każdym nietrafionym uderzeniu. Waga Gołocie by nie pomogła. To nie zapasy albo judo - mówił Adamek na początku lipca w rozmowie z portalem Onet.pl.

Kilka dni później Polak łatwo, w cztery rundy, rozprawił się z Bobbym Gunnem. Była to jego ostatnia walka w wadze juniorciężkiej i początek drogi do najważniejszej walki w karierze.

Polska walka stulecia i autostrada po tytuł

24 października 2009 roku Adamek zadebiutował w wadze ciężkiej. I od razu był to pojedynek, który nazwany został "polską walką stulecia". Stawiający pierwszy krok w wadze ciężkiej Adamek zmierzył się z jej weteranem, Gołotą. Łódzka Atlas Arena została wyprzedana do ostatniego miejsca, nieoficjalnie mówiono, że pięściarze za pojedynek zarobią po 200 tys. dolarów.

Chociaż walka przyciągnęła uwagę milionów Polaków, nawet tych, którzy zwykle boksem się nie interesowali, to w ringu wielu emocji nie było. Adamek zdemolował Gołotę. "Góral", zgodnie z zapowiedziami, był szybszy, sprytniejszy i precyzyjniejszy w ciosach. Blisko dziewięć lat młodszy pięściarz w piątej rundzie zasypał Gołotę serią ciosów, która najpierw posłała weterana na deski, a chwilę później zakończyła walkę.

Adamek nie dał rywalowi najmniejszych szans, u wszystkich trzech sędziów wygrał na punkty cztery wcześniejsze rundy. "Wolniejszy, słabszy kondycyjnie i kompletnie pozbawiony woli walki" - tak o Gołocie pisały polskie media. Dla doświadczonego pięściarza był to przedostatni pojedynek w karierze, dla Adamka początek drogi do walki o wymarzone, trzecie mistrzostwo świata.

Drogi, z której Polak uczynił autostradę. "Góral" pokonał kolejno Jasona Estradę, Chrisa Arreolę, Michaela Granta, Vinny'ego Maddalone i Kevina McBride'a. Chociaż wyraźne problemy Adamkowi sprawił jedynie faworyzowany przez niektórych Arreola, to tylko walkę z Maddalone Polak skończył przed czasem. Pozostałe kończyły się sędziowskimi decyzjami. Mimo że "Góral" był szybszy i sprytniejszy od rywali, to brakowało mu kończącego ciosu, który robił różnicę w niższych wagach.

"Adamek może osiągnąć rzeczy, o których inni mogą pomarzyć"

Seria zwycięstw w wadze ciężkiej sprawiła, że w styczniu 2011 roku obóz Adamka ogłosił podpisanie umowy na walkę z jednym z braci Kliczko. Młodszy - Władimir - był w posiadaniu trzech pasów federacji WBO, IFB oraz IBO. Starszy - Witalij - był mistrzem świata federacji WBC. Chociaż na początku wiele wskazywało na to, że rywalem Adamka będzie Władimir, to ten ostatecznie zdecydował się na unifikacyjną walkę z Davidem Hayem. Oznaczało to, że we wrześniu Polaka czekała walka ze starszym z ukraińskich braci.

- Podpisaliśmy bardzo korzystną umowę z najlepszym pięściarzem wagi ciężkiej. Tomek po raz kolejny pokazał, że jest w stanie osiągnąć rzeczy, o których inni mogą tylko pomarzyć - mówił doradzający Adamkowi w karierze Ziggy Rozalsky.

Miejscem walki został wybrany Stadion Miejski we Wrocławiu, zbudowany na zbliżające się Euro 2012. Walka o bokserskie mistrzostwo świata miała uświetnić otwarcie obiektu, a zwycięstwo Adamka być dobrym omenem dla kadry Franciszka Smudy, która właśnie tam miała rozegrać trzeci mecz fazy grupowej turnieju. Z perspektywy czasu możemy się tylko uśmiechnąć z politowaniem.

Adamek wierzył, eksperci nie dawali szans

Chociaż wiadomo było, że szanse Polaka w starciu z ukraińskim mistrzem są niewielkie, to sam Adamek i jego kibice wierzyli w sensację. Wierzyli, że taktyka polegająca na konsekwentnym obijaniu Kliczki i szukaniu przewagi w szybkości może nam przynieść największy sukces w historii polskiego boksu.

Znacznie chłodniej na walkę patrzyli eksperci. Tak po walkach kolejno z Arreolą, Maddalone i McBridem o Adamku pisali dziennikarze portalu East Side Boxing. - Z Arreolą walczył w swoim stylu - "uderzaj i ruszaj się". Pokazał, że szybkość może być zabójcza. Tylko czy taka taktyka zadziałałaby w starciu z którymś z dwóch gigantów z Ukrainy? Może przez kilka rund Adamek byłby w stanie sprawić, że bracia Kliczko wyglądaliby na bardzo powolnych w porównaniu z nim - zwłaszcza starszy Witalij - ale czy później nie dopadliby "małego" Polaka?

- Ogólnie mówiąc, Adamek wyglądał dobrze w walce z Maddalone, ale daleko było do tego, żeby mówić o świetnym występie. Zwycięstwo zapewniło mu utrzymanie miejsca w kolejce do walki z braćmi, jednak biorąc pod uwagę to, jak prezentował się w dotychczasowych występach w kategorii ciężkiej, nie daję mu żadnych szans z żadnym z nich.

- Adamek już osiągnął więcej, niż można się było spodziewać, kiedy zmieniał wagę na ciężką. Były mistrz w kategorii półciężkiej i juniorciężkiej stanie przed szansą na trzeci tytuł. Jednak nawet jeśli sprawy - na co się zanosi - potoczą się źle, Adamek zrobił dobre wrażenie. Zwłaszcza, że wciąż nie jest niczym więcej, jak dopompowanym pięściarzem wagi juniorciężkiej z dobrymi umiejętnościami i lwim sercem.

"Ukraiński terminator w życiowej formie"

- Adamek to bardzo dobry pięściarz. Jest szybki, świetny technicznie. Wszyscy mówią o niedawnym starciu Władimira z Hayem. Tomek jest lepszy od Brytyjczyka, jestem tego pewien. To na pewno będzie dla mnie bardzo trudna walka - mówił Kliczko w pierwszej części konferencji prasowej przed pojedynkiem.

Ukrainiec z dużym szacunkiem wypowiadał się o Polaku. Kliczko poważnie podchodził do tego, w czym upatrywano szans Adamka. Mimo że Ukrainiec był żelaznym faworytem, to w "Góralu" nie upatrywano chłopca do bicia. Szansą naszego pięściarza miały być ruchliwość, inteligencja i serce do walki, które wspierane było kompletem widowni na trybunach.

Zdecydowanie bliższe temu, co wydarzyło się w ringu, były jednak słowa Kliczki z drugiej części konferencji. - Jestem dumny, że posiadam ten sam pas, który należał wcześniej do takich mistrzów jak Muhammad Ali, Mike Tyson czy Lennox Lewis. Teraz tytuł jest mój i mam zamiar oddać go tylko samej federacji. Tomek, możesz próbować mi go odebrać, możesz próbować i próbować, ale czuję się świetnie - zapowiadał mistrz.

I w ringu Kliczko udowodnił, że nie były to czcze zapowiedzi. Ukrainiec zaprezentował się fenomenalnie i nie dał Adamkowi najmniejszych szans. "W ringu Kliczko okazał się niemal równie szybki jak Adamek, w każdym razie przewaga Polaka nie była znacząca. Dzięki olbrzymiej różnicy w zasięgu ramion, ruchliwość mniejszego też przestała mieć znaczenie. Umiejętność dostosowania się do stylu rywala, czyli właśnie ringowa inteligencja, rozwiała się pod ciężkimi ciosami już w pierwszej części pojedynku. Adamek brnął taktycznie, mimo że przyjęty plan - zamęczenie Kliczki mobilnością, lewymi prostymi, ciosami na tułów - nie dawał efektów. (...) Dodatkowo ukraiński terminator był w życiowej formie" - pisał po walce dziennikarz "Gazety Wyborczej", Radosław Leniarski.

W 10. rundzie, po blisko 30 minutach ringowych męczarni Adamka, sędzia przerwał walkę. Redaktor Leniarski pisał: "Polak według szalonych optymistów był blisko remisu tylko w pierwszej i czwartej rundzie. Wszystkie pozostałe przegrał zdecydowanie, w tym dwoma punktami szóstą, w której był liczony. Po czterech ani jeden sędzia punktowy nie przyznał mu zwycięstwa w żadnej rundzie, podobnie było po ośmiu starciach. Przez całą walkę Adamek nie zadał ani jednego groźnego ciosu, nie przeprowadził ani jednej akcji, która zrobiłaby na Kliczce większe wrażenie".

Walczy się tak, jak przeciwnik pozwala. Kliczko nie pozwolił na nic

- Przełomowy moment w walce? Strasznie mocny cios w skroń w drugiej rundzie. Przeszedł mnie prąd. Ten cios Witalija odebrał mi siły. W narożniku trener mówił, że od tego czasu zacząłem walczyć inaczej, nie tak jak zaplanowaliśmy - mówił po walce Adamek.

I dodał: Mogłem jeszcze walczyć, ale decyzję podjął sędzia i musiałem ją przyjąć. Czuję się dobrze, nic mi nie dolega, poza siniakami i rozciętymi wargami. Byłem zdrowy, nie mogę narzekać, że coś mnie bolało. Byłem po prostu gorszy. Poczułem mocno dwa ciosy Witalija. Trzymał mnie na odległość lewym prostym, chciałem coś z tym zrobić, ale walczy się tak, jak przeciwnik pozwala. A na ile pozwolił Kliczko, wszyscy widzieli.

Ukrainiec, tak samo jak przed walką, o Polaku wypowiadał się z wielkim szacunkiem. Zaraz po przerwaniu przez sędziego pojedynku Kliczko kurtuazyjnie podnosił w górę rękę Adamka i kilkukrotnie dziękował mu za pojedynek. - Wiedziałem, że prędzej czy później go znokautuję. Chciałem tego. Ale byłem zaskoczony, że Tomasz trzyma się na nogach. Uderzyłem go w drugiej rundzie, patrzę, stoi! Wow! To było coś. Uderzyłem później jeszcze raz. Wow, dalej stoi! To było coś - mówił Kliczko.

Kurtuazyjne wypowiedzi i zachowania starszego z ukraińskich mistrzów nie mogły jednak przysłonić obrazu walki. Walki, w której Adamek nie miał kompletnie nic do powiedzenia. - Tomasz musi przemyśleć swoją przyszłość w wadze ciężkiej. Ja z nim nie będę walczył. Na pewno nie po takiej walce jak ta - mówił po wrocławskim pojedynku młodszy brat Witalija, Władimir.

- Zmarnowałem swoją szansę - mówił rozczarowany Adamek na konferencji prasowej po walce. Polak wyglądał i brzmiał tak, jakby znał swoją przyszłość. Chociaż "Góral" po porażce z Kliczką wygrał pięć walk z rzędu, to kolejnej tak dużej, jak ta z Witalijem, już nie dostał.