Borek zdradza plany Adamka. "O wszystkim jednak zadecyduje szefowa Dorota"

O co chodzi w sporcie? Albo o najwyższy światowy poziom albo o emocje. A rewanżowa walka Tomka Adamka i Artura Szpilki na pewno wygenerowałaby duże zainteresowanie - uważa Mateusz Borek. I dodaje: - O wszystkim zadecyduje jednak szefowa Dorota, żona Tomka.

- Irytują mnie teksty w stylu: "Tomasz Adamek w 2014 był bez formy", "Adamek zlekceważył Szpilkę". No to niech pokaże teraz, jakby wyglądał w ringu w dobrej formie. Nasza ewentualna walka zależy tylko od niego - powiedział kilka dni temu Artur Szpilka (24-4). Na razie jednak 31-latek mu się skupić na rehabilitacji barku. - Na pełną sprawność będę czekał co najmniej pół roku - żali się pięściarz. Postanowiliśmy więc sprawdzić, co słychać u Tomasza Adamka.

Antoni Partum: Tomasz Adamek nie walczył od blisko dwóch lat, ale wciąż otrzymuje propozycje walk. Czy Góral wróci do ringu?

Mateusz Borek, dziennikarz Polsatu, a także współzałożyciel "Kanału Sportowego” i właściciel MB Promotions: - Tomek skończy w grudniu 44 lata, a boks nie jest sportem dla starszych ludzi. Planowaliśmy z Tomkiem i Mariuszem Grabowskim, aby 11 lipca Góral stoczył w Polsce pożegnalną walkę, by podziękować kibicom za te wszystkie lata.

Jak ona miałaby wyglądać?

- To miała być łatwiejsza walka, raczej punktowany sparing niż ringowa wojna. O tym, że nie miała to być żadna krwawa jatka najlepiej świadczy fakt, że tydzień później miało się odbyć wesele córki Tomka. Miało się odbyć, bo przez pandemię koronawirusa trudno cokolwiek teraz ustalać.

Ofert jednak przybywa…

- To prawda. Kilka dni temu Marcin Najman rzucił wyzwanie Tomkowi w MMA. Ale przecież Tomek nie będzie się teraz pchał do klatki. Ta oferta tylko wywołała duży uśmiech na jego twarzy. Rzucił wyzwanie też Artur Szpilka, który przez ostatnie pół roku schodził do kategorii cruiser, a teraz nagle pisze, że może wrócić na jedną walkę do królewskiej dywizji.

Choć to Adamek przegrał walkę w 2014 roku, to na rewanż naciska Szpilka.

- Od zawsze mówiłem, że jak już Tomek miał przegrać walkę w Polsce, to dobrze, że trafiło akurat na Artura. Szpilka zarobił wtedy dobre pieniądze i zyskał sławę, która pozwoliła mu stoczyć kilka dużych walk w Stanach Zjednoczonych, włączając w to walkę o tytuł. Teraz z kolei to Szpilka się starzeje i to młode chłopaki chcą się wybić na nim. Tak już wygląda ten sport.

Kto byłby faworytem ewentualnego rewanżu?

- Najpierw trzeba wrócić do gali z 2014 roku, na której Tomek nie był w optymalnej formie. Ba, nie był nawet w średniej formie. Przecież jego sparingpartnerem wówczas był Włodek Letr (6-7), a bazą przygotowań rodzinny dom w Gilowicach. Nie miałem wtedy relacji z Tomkiem promotor – zawodnik, a jedynie byłem kumplem, dziennikarzem, więc nie miałem też wpływu na jego przygotowania. A gdy zaczęliśmy współpracę i organizowałem mu obozy przygotowawcze w Osadzie Śnieżka i załatwiłem sztab specjalistów, m.in. Jakuba Chyckiego, to Tomek udowodnił w walkach z Solomonem Haumono i Fredem Kassim, ze potrafi boksować, a najlepszą walkę po powrocie stoczył z Joeyem Abellem, choć z mańkutami miał mieć problemy. Chociaż trzeba dodać, że Artur jest zupełnie innym zawodnikiem niż Abell. Jest słabszy fizycznie i mniejszy ale dla Tomka, z racji wieku, mógłby być znacznie trudniejszym przeciwnikiem. Artur jest bardziej mobilny i znacznie lepiej porusza się na nogach niż Amerykanin. Kto byłby faworytem starcia Szpilka - Adamek II? Nie ma teraz co tego wizualizować z jednego, prostego względu. Tomek jest kozakiem w ringu, ale w domu szefową jest Dorota Adamek.

A pani Dorota lubi schować paszport mężowi.

- Dokładnie. Gdyby, po walce Tomka z Abellem, Dorota zezwoliła na obozy przygotowawcze w Polsce, to nie byłoby żadnej walki z Jarrellem Millerem w USA. Miałem inny plan. Byliśmy umówieni z promotorami Kubrata Pulewa na dwie walki. Najpierw Adamek miał walczyć w co-main evencie gali w Sofii, gdzie w walce wieczoru był Pulew. A następnie Polak miał się zmierzyć w eliminatorze o pas mistrzowski IBF właśnie z Bułgarem. To była rozsądniejsza opcja niż pojedynek z Millerem, no i Adamek zarobiłby za dwie walki zdecydowanie więcej. Ale Dorota nie wyraziła zgody na obóz, więc skoro Tomek chciał dużego pojedynku, to musiał go szukać w USA. Walka z Millerem potoczyła się, jak się potoczyła. Można tylko domyślać się na jakich witaminach był Miller, bo wyglądał naprawdę dziwnie, a testów antydopingowych nie było, mimo, że na nie nalegaliśmy [potem Amerykanin wpadł na dopingu przed walką z Joshuą]. Nie twierdzę jednak, że Tomek wygrałby ten pojedynek, nawet gdyby Miller był czysty.

A co do wątku Szpilki, to uważam, że niezależnie w jakiej formie byłby Artur, to Adamek do takiej walki musiałby się profesjonalnie przygotować. Taka walka odbyłaby się w Polsce, więc i obóz 9-tygodniowy musiałby się odbyć u nas. A skoro wtedy Dorota się nie zgodziła na jego powrót, to czemu teraz miałaby?

Może ta walka nie ma już zbytnio sensu pod względem sportowym, ale już pod marketingowym na pewno. Nikt o sprzedaż PPV nie musiałby się martwić. Poza tym dla obu pięściarzy to chyba ostatnia nadzieja na dobre pieniądze z boksu.

- To fakt, że ta walka, pomimo obecnej sytuacji obu zawodników, na pewno by się dobrze sprzedała. Ale kasa w przypadku Adamka nie ma większego znaczenia. Uwierzcie mi. Tomek bardzo mądrze zainwestował pieniądze w różne nieruchomości i co miesiąc mu regularnie spływają dobre pieniądze. Myślę, że jego rodzina na trzy pokolenia do przodu nie musi się o nic martwić. Bardziej jestem skłonny uwierzyć w to, że gdzieś z tyłu głowy siedzi w nim trochę porażka sprzed lat. Ale jeśli Tomek chciałby się zrewanżować, a ja miałbym brać w tym udział, to Góral musiałby być optymalnie przygotowany. A nie, że zrobi dwa, trzy tygodnie treningów na Vero Beach na Florydzie z Gusem Currenem i przyleci do Polski. Pod czymś takim się nie podpiszę.

Okej, Adamek już nie musi, ale dla Szpilki to już ostatnia szansa na godne pieniądze z boksu.

- Artur musi się zastanowić nad swoją przyszłością. To jest bystry chłopak, wie, ile się zarabia w FAME MMA czy KSW. Ta zaczepka Adamka też nie była przypadkowa. No bo co może teraz w boksie zrobić? Mówiło się o rewanżu z Radczenką, za który zarobi mniej niż za pierwszą walkę. A już poprzednia gaża i tak nie mogła się równać z jego dawnymi zarobkami. 

Poza tym Ukrainiec jest co najwyżej solidnym pięściarzem, ale nie ma dzisiaj nic wspólnego z czołówką kategorii cruiser, a tymczasem Artur dał z nim wyrównaną walkę. Szpilka się pewnie spodziewał, że albo go znokautuje, albo - tak jak Michał Cieślak - wygra na punkty i zrobi z Ukraińca worek treningowy. Było jednak inaczej. I myślę, że sam Artur był tym przygnębiony. 

Szpilka nie boi się wyzwań, kocha boks, potrafi ciężko zasuwać na treningach i pilnować diety, jest stuprocentowym profesjonalistą. Problem leży w jego odporności na ciosy. Adamek zawsze mi powtarzał: „pamiętaj chłopie, mistrzem nie jest ten, kto umie mocno trafić. Ale ten, który potrafi wstać z podłogi i odwrócić losy walki”. A boks jest takim sportem, że prędzej czy później padniesz na matę. Wydaje mi się, że u Artura pojawia się tez od pewnego czasu paraliżujący stres. Gdy pada na matę, albo przyjmuje kilka mocnych ciosów, to jego plan na walkę rozsypuje się jak domek z kart. Górę biorą niekontrolowane reakcje, bardzo złe reakcje i niebezpieczne dla samego Artura.

Jakie na przykład?

Chodzi o opuszczanie rąk, stanie na linach i podniesioną brodę. Może coś w jego boksie poprawie Andrzej Liczik, którego metodyka pracy przypomina mi nieco szkołę Fiodora Łapina. Ale to najprawdopodobniej jednak nie wystarczy na większe walki w cruiser.

Zobacz wideo Nowy trener Artura Szpilki: Życie nauczyło go pokory, więc teraz może być już tylko lepiej

Na większe walki nie, ale wciąż Szpilka generuje emocje.

- O co chodzi w sporcie? Albo o najwyższy światowy poziom, albo właśnie o emocje.