Adam Kownacki: Przez tydzień nie chciałem z nikim rozmawiać. Porażka była dla mnie szokiem

- Dużo ważyłem przed rozpoczęciem ostatniego obozu. Żeby nie skłamać, było ze 130 kilogramów. Musiałem zgubić 10 kilogramów, ale nie chciałem tego robić gwałtownie, żeby nie stracić siły. Ta waga to był duży błąd - mówi w rozmowie ze Sport.pl Adam Kownacki.

Krzysztof Smajek: Od twojej walki z Robertem Heleniusem minęło już kilkanaście dni. Pogodziłeś się już z porażką?  

Adam Kownacki: Pierwszy tydzień po walce był dla mnie szokiem, nie chciałem z nikim rozmawiać. Chciałem być sam w domu, żeby przeanalizować to wszystko. Mam wspaniałych kibiców i wspaniałych ludzi wokół siebie. Każdy mnie wspierał. Dostałem setki telefonów i sms-ów. Dziękuję za to. To była surowa lekcja, ale wrócę silniejszy. 

Zobacz wideo

Jak bardzo oddaliłeś się od walki o mistrzostwo świata?  

- Słabo to wygląda, federacje wyrzuciły mnie z rankingów. Nie ma mnie w TOP 15. W boksie jest tak, że jedna walka wszystko zmienia. Mam nadzieję, że dostanę rewanż z Heleniusem. Później stoczę jedną lub dwie walki z kimś z czołówki i znowu dostanę szansę. Charles Martin przegrał ze mną, a teraz jest pretendentem federacji IBF. Muszę wziąć się w garść. Wierzę, że szansa jeszcze wróci. Gdybym wygrał z Heleniusem, byłoby głośno wokół mojej osoby. Jestem osobą wierzącą i myślę, że Bóg kieruje moją drogą i po prostu powiedział mi: Adam, musisz trochę zwolnić, twój czas jeszcze nie nadchodzi. To trochę dłużej tobie zajmie.

Bałeś się pierwszej porażki?  

- Oczywiście, że tak. Chciałem jej uniknąć. Szczególnie teraz, ale to jest życie, sport. Prawdziwi mistrzowie wstają po porażce i idą dalej. Lewis czy Kliczko po porażkach wracali silniejsi. Myślę, że tak samo będzie ze mną. 

Dlaczego tak szybko uciekłeś z ringu po walce z Heleniusem?  

- Nie wiem, nie umiem tego wytłumaczyć. Ktoś chyba wziął mnie za rękę i powiedział: chodź, musimy iść do lekarza. Przepraszam, jeśli kogoś tym obraziłem lub zachowałem się niesportowo. Byłem lekko trafiony i chciano mnie zaprowadzić do lekarza, żeby sprawdzić, czy ze zdrowiem jest ok.  

Ile razy oglądałeś powtórki walki z Heleniusem? 

- Naprawdę dużo. Ostatnią akcję widziałem już setki razy. Non stop mam ją przed oczami. Helenius zadał trzy ciosy, nie były aż tak mocne, ale byłem już naruszony i wylądowałem na tyłku.  

Byłeś bardzo zamroczony, gdy sędzia Cię liczył?  

- Wiedziałem, co się dzieje. Nie wiedziałem, jak się odnaleźć w tej sytuacji i co mam robić. Wcześniej nie byłem w takiej sytuacji. Byłem zagubiony. Miałem dylemat: rzucić się na niego, czy może odpocząć. Zrobiłem to, co zawsze, czyli ruszyłem na rywala. Co było chyba dużym błędem. Mogłem klinczować. Wygrywałem walkę, ale Helenius dobrze mnie trafił. Szkoda, bo on był już strasznie zmęczony i prawie go miałem. Za bardzo się napaliłem i zamiast spokojnie to rozegrać, rzuciłem się na niego i mnie skontrował.  

Pojawiły się opinie, że straciłeś już odporność na ciosy.  

- To jest waga ciężka. Jak jesteś dobrze trafiony, to jesteś liczony. To też nie był ciężki nokaut. To są prawa bycia człowiekiem i tego się nie oszuka. Helenius jest dużym chłopem, jak trafi, nie ma silnego. Nie ma odpornych, są źle trafieni. 

Jakieś wnioski wyciągnąłeś po porażce z Heleniusem?  

- Jedyne, co mogę sobie zarzucić to to, że miałem tysiąc rzeczy na głowie przed walką. Nie byłem w stu procentach skupiony na pojedynku. Miałem na głowie promocje, wywiady i inne rzeczy. Przez co nie miałem czasu na odpoczynek. Skupiłem się bardziej na tym, żeby budować firmę Adam Kownacki, niż wygrać walkę.  Smutne jest to, że musiałem dojść do takiego wniosku po przegranej. Tylko żebyśmy się dobrze zrozumieli. Nie zlekceważyłem Heleniusa. Miałem dobrych sparingpartnerów, z Polski przyjechał Mariusz Wach. 

Czyli przed następną walką będziesz mniej aktywny w mediach? 

- Tak, szczególnie 3-4 tygodnie przed walką. Będę udzielał mniej wywiadów. Mam nadzieję, że uda mi się wyjechać na obóz i odciąć od tego wszystkiego.  

Na razie trudno przewidzieć termin powrotu na salę treningową. Świat sportu zatrzymał się przed pandemię koronawirusa.  

- Mam nadzieję, że uda się nad tym zapanować. Że ludzie złączą się w walce z pandemią, że wszyscy będą siedzieć w domu, bo to jest poważna sprawa. I na tym teraz trzeba się skupić. Mam nadzieję, że uda się powstrzymać pandemię i że do końca roku stoczę jeszcze jedną walkę.  

Jak wygląda codzienne życie na Brooklynie w czasach pandemii koronawirusa?  

- Nic się nie dzieje, nikogo nie ma na ulicach. Jest dziwnie, czuję się jak w filmie. Jak w jakimś horrorze. Sklepy spożywcze są otwarte, restauracje też, ale nie można wejść do środka. Można zamawiać tylko na wynos. Kina, galerie są zamknięte.  

Boisz się?  

- Nie wiem, co to jest. Też boję się wychodzić na zewnątrz. Staram się jak najbardziej izolować. Dużo ludzi z tego wychodzi, ale dużo też umiera, nie wiemy, jak to się potoczy dalej. Czuć strach. Ludzie siedzą w domach, nic nie robią. Jadę zaraz w góry, tam będzie mniej ludzi. 

Przed kolejną walką bierzesz pod uwagę zmianę trenera?  

- Nie, raczej nie. Przez obecną sytuację nie miałem okazji spotkać się z trenerem. Myślę, że nie będzie zmian. Byłem dobrze przygotowany do walki. Co innego mogę zmienić. Teraz między walkami na pewno nie przytyję. Codziennie rano ważę się, żeby waga mi nie wybuchła. Już nie chcę na początku obozu skupiać się na robieniu wagi. 

Przed każdą Twoją walką eksperci i kibice zastanawiają się, ile będziesz ważył. Przyznaję, byłem rozczarowany Twoją wagą przed walką z Heleniusem.  

- Dużo ważyłem przed rozpoczęciem ostatniego obozu. Żeby nie skłamać, było ze 130 kilogramów. Musiałem zgubić 10 kilogramów, ale nie chciałem tego robić gwałtownie, żeby nie stracić siły. Ta waga to był duży błąd. Przed walką z Arreolą w ostatnim tygodniu zgubiłem 10-15 funtów, co było jeszcze gorszym rozwiązaniem. Teraz czułem się dobrze, nie brakowało mi kondycji.  

Czy masz w planach zmianę stylu walki?  

- Lubię się bić. Nawet po nokdaunie z Heleniusem poszedłem do przodu. Nie uciekałem, nie lubię takiego boksu. Myślę, że to nie był najlepszy pomysł. Jako amator przegrałem dwa razy na punkty, minimalnie 2-3. Teraz w każdej walce myślę, że przegrywam i szukam nokautu, żeby wygrać. To we mnie siedzi i dlatego walczę tak agresywnie.  

Czy jest szansa, że niebawem stoczysz pojedynek w Polsce?  

- Nie myślę na razie o tym. Myślę, że kolejna walka będzie w USA. Mój pojedynek z Heleniusem oglądało dużo ludzi. Chcę rewanżu, a nie sądzę, by ktoś w Polsce był w stanie go zorganizować.

Dzisiaj w Polsce nikogo nie stać na zorganizowanie twojej walki. Pewnie musiałbyś pójść na duże ustępstwa.  

- Kocham się bić, kocham boks, ale też mam rodzinę na utrzymaniu, więc muszę o to zadbać. Chciałbym walczyć w Polsce i to się kiedyś stanie.  

Oglądałeś walkę Joanny Jędrzejczyk z Weili Zhang? 

- Tak. Rozmawiałem z Aśką tej nocy. Walczyliśmy prawie w tym samym czasie. Mimo że była w szpitalu, zadzwoniła do mnie i powiedziała: głowa do góry. Wspieramy się nawzajem. Lepiej się poczułem po jej telefonie, jest superdziewczyną. Trzymam za nią kciuki, niech szybko wraca do zdrowia. Czekam na jej rewanż z Zhang, bo to była świetna walka. Asia była blisko wygranej.  

Ktoś jeszcze ze świata sportu kontaktował się z Tobą?  

- Na walce był Marcin Gortat, ale nie widzieliśmy się później. W internecie pisali do mnie między innymi Artur Szpilka i Marcin Różalski. Było dużo miłych wiadomości, dziękuję za wszystkie. Na pewno podniosło mnie to na duchu. Chcę wrócić silniejszy i chudszy (śmiech). 

Widziałeś walkę Artura Szpilki z Siergiejem Radczenką? 

- Nie oglądałem jeszcze. Szkoda mi Artura, bo każdy na niego krzyczy, jakby on miał wpływ na ten werdykt. To jest wina sędziów, a nie Artura. Muszę walkę obejrzeć i ją przeanalizować. Ale z tego, co czytałem, to każdy twierdzi, że Artur nie wygrał.