Deontay Wilder wściekły krzyczał: "Dlaczego to zrobiłeś? Zabrakło mi czasu"

- Dziś lepszy był Fury i to on wygrał, takie rzeczy się zdarzają. Chciałbym jednak, żeby narożnik następnym razem dał mi więcej czasu i pozwolił dalej boksować. Jestem wojownikiem i tak też walczę. Ale nie szukam wymówek, wrócę silniejszy - stwierdził porozbijany Deontay Wilder (42-1-1, 41 KO).

Tylko usłyszał gong, od razu do niego podskoczył. Jakby chciał to załatwić szybko. Albo pokazać - nie na swojej ziemi - że to on jest królem. Nie tylko królem cyganów, jak sam się tytułuje, ale też królem wagi ciężkiej. Ale to Deontay Wilder jako pierwszy uderzył mocno. Tyson Fury przebudził się dopiero w drugiej połowie pierwszej rundy. I tę rundę wygrał, ale nie tak wyraźnie jak kolejne. W oczach Wildera rysował się strach. Strach, który rósł z każdym liczeniem. A liczenia były dwa - w trzeciej i piątej rundzie. Pewnie byłoby jeszcze jedno, gdyby sędzia Kenny Bayless w 7. rundzie nie przerwał pojedynku. Co zrobił na życzenie narożnika Wildera, który zaczął machać białym ręcznikiem.

Deontay Wilder krzyczał: Dlaczego to zrobiłeś?

- Dlaczego to zrobiłeś - krzyczał wściekły Wilder zaraz po przerwaniu pojedynku do swojego narożnika. A kilkanaście minut po walce powiedział tak: - Dziś lepszy był Fury i to on wygrał, takie rzeczy się zdarzają. Chciałbym jednak, żeby narożnik dał mi więcej czasu i pozwolił dalej boksować. Jestem wojownikiem i tak też walczę. Nie szukam wymówek, wrócę silniejszy - stwierdził porozbijany Wilder.

Adam Kownacki: Mój amerykański sen spełni się, gdy zdobędę mistrzostwo świata

Zobacz wideo

Niepokonany Fury zdobył pas mistrzowski WBC wagi ciężkiej. Wilder przegrał po raz pierwszy w karierze. Do sobotniej walki na deskach leżał tylko dwukrotnie.