Piorunujący nokaut w walce Wilder - Ortiz! Prawdziwa bomba [WIDEO]

Deontay Wilder (42-0-1, 41 KO) przegrywał rundę za rundą, ale w końcu odpalił bombę z prawej ręki, powalił Luisa Ortiza (31-2, 26 KO) i po raz dziesiąty obronił tytuł mistrza świata wagi ciężkiej federacji WBC

Sobotni wieczór nie zaczął się dobrze dla rodziny Wilderów. Marsellos Wilder (5-2, 2 KO) przegrał przez nokaut na gali w Las Vegas, której główną atrakcją była walka jego starszego brata, mistrza świata WBC wagi ciężkiej Deontaya Wildera, który po raz drugi w karierze mierzył się Luisem Ortizem (31-1, 26 KO)

Wydawało się, że równie źle dla Wilderów ten wieczór się skończy. Choć sam początek walki wieczoru nie wskazywał zbyt wiele. I Wilder, i Ortiz podeszli do siebie z wielkim szacunkiem. Pierwszy zaskoczył pretendent, który po koniec pierwszej rundy zaskoczył mistrza szybkim lewym sierpowym. Na szczęście dla Amerykanina cios ten spadł na jego nos.

"Gdyby nie więzienie może Szpilka miałby ze 2-3 pasy w cruiser"

Zobacz wideo

Wilder odpalił bombę!

W drugiej odsłonie Kubańczyk nie potrafił sięgnąć głowy rywala, dlatego kilka razy uderzył na korpus. A champion pasywnie czekał, polując na swoją okazję. Trzecia runda to dalsze szachy, w których trochę więcej atutów miał Ortiz. Tak samo czwarta, w której zagonił na moment Wildera do lin i tam uderzył kilka razy, jednak mistrz nie tylko nic sobie z tego nie robił - wręcz zachęcał challengera do dalszych ataków.

Piąte starcie to dwa krótkie zrywy Wildera. Jego mocne bomby pruły jednak powietrze, natomiast "King Kong" konsekwentnie szukał ciosów na korpus. Na półmetku trudno było się doszukać rundy dla mistrza, choć Ortiz też specjalnie nie porywał. Wyraźnie zdominował dopiero siódmą rundę, ale na 10 sekund przed końcem Wilder odpalił prawy krzyżowy - trafił i znokautował dobrze dysponowanego Kubańczyka. Więcej o boksie przeczytasz na bokser.org.

Więcej o: