40-letni Manny Pacquiao wygrał i został mistrzem świata!

Po świetnym pojedynku Manny Pacquiao (62-7-2, 39 KO) pokonał stosunkiem głosów dwa do jednego Keitha Thurmana (29-1, 22 KO) i odebrał mu tytuł mistrza świata wagi półśredniej federacji WBA!
Zobacz wideo

Pacquiao kilkukrotnie ogłaszał, że kończy karierę, ale na sportowej emeryturze nie mógł jednak długo wytrzymać. W ostatnim czasie wrócił do boksu i walczy regularnie. Poprzednim razem był widziany w ringu w styczniu 2019 roku, kiedy wygrał na punkty z Adrienem Bronerem. A jak było w sobotę?

Już w połowie pierwszej rundy doszło do ostrego spięcia w półdystansie. W końcówce Amerykanin trafił przez gardę lewym sierpem, a Filipińczyk szybko mu odpowiedział. Co prawda nie sięgnął lewą ręką, ale poprawił krótkim prawym na szczękę, wysyłając championa na deski. Gdy sędzia skończył liczenie do przerwy pozostało już tylko 15 sekund i Keith bez kolejnych szkód dotrwał do gongu.

W drugiej odsłonie widoczna była przewaga szybkości "Pac-Mana". Nie trafiał lewą ręką, za to prawą sięgał młodszego o dekadę oponenta. Trzecia runda już bardziej wyrównana, lecz wciąż na korzyść Manny'ego. Thurman zmienił nieco taktykę i skoncentrował na ciosach po dole. Wyglądało to nieźle, jednak w połowie czwartej odsłony podopieczny Freddiego Roacha wyprowadził serię kilkunastu ciosów, zamazując gorsze wrażenie sprzed minuty. Podobny obraz miała kolejna, piąta runda. Pierwsza połowa nieznacznie dla Thurmana, ale końcówka wyraźnie dla Pacquiao. Amerykanin schodził do narożniku z mocnym krwawieniem z nosa.

Pacquiao - Thurman. "Bij po dole"

Obrońca tytułu wrócił do gry znacznie lepszą rundą szóstą. Dwukrotnie trafił prawym krzyżowym - za pierwszym razem atakując, a potem kontrując przeciwnika. Więcej ciosów zadał Filipińczyk, lecz te dwa najwyraźniejsze wyprowadził "One Time". Jeszcze lepiej zaboksował w kolejnych trzech minutach. Najpierw trafił kombinacją prawy krzyżowy-lewy sierp, a potem prawy na dół-lewy sierp. Manny zamortyzował te ciosy skrętem głowy, ale na sędziach musiało to zrobić wrażenie. Bardzo ciekawa i zażarta była ósma runda. Trafiał jeden i drugi. W dziewiątej sławny Filipińczyk przeżywał chyba lekką zadyszkę. Bił rzadziej i oddał inicjatywę rywalowi. - Bij po dole - apelował do swojego podopiecznego trener Roach. A Manny, jak na prawdziwego mistrza przystało, posłuchał rad swojego wieloletniego mentora i w połowie dziesiątej rundy huknął lewym hakiem na wątrobę. Thurman zgiął się jak scyzoryk, ale nie przyklęknął i nie oddał drugiego nokdaunu. Cierpiał przez pół minuty, na jego twarzy rysował się grymas bólu, lecz przetrwał kryzys.

Nowy-stary mistrz

Manny przeważał w jedenastym starciu, jednak na minutę przed końcem zagapił się i zainkasował mocną kombinację lewy-prawy. Wydawało się, że odczuł to uderzenie, ale szybko starał się czymś odpowiedzieć. W ostatniej rundzie obaj trafili i gdy zabrzmiał ostatni gong, zgodnie podnieśli też ręce w geście zwycięstwa. Potem z napięciem czekali na werdykt kibiców. A ci punktowali niejednogłośnie - 114:113 Thurman, 115:112 Pacquiao i 115:112 Pacquiao! A więc mamy nowego (starego) mistrza WBA.