Mairis Briedis śmiał się w twarz Głowackiemu. Skandaliczna wypowiedź Łotysza

- Słyszałem gong, hahaha - tak na pytanie jednego z dziennikarzy odpowiedział Mairis Briedis. Łotysz nie ukrywał, że z premedytacją uderzył Krzysztofa Głowackiego po zakończeniu rundy i śmiał się Polakowi w twarz. Eksperci i światowe media określają walkę w Rydze jednym słowem - skandal.

Do pierwszej skandalicznej sytuacji doszło w drugiej rundzie. Krzysztof Głowacki trafił swojego rywala w tył głowy, na co Łotysz odpowiedział uderzeniem łokciem w szczękę. Otrzymał za to ostrzeżenie od sędziego. Chwilę później polski bokser był liczony, po jednym z uderzeń Briedisa. Kilkadziesiąt sekund później Głowacki był liczony po raz drugi, gdy Łotysz uderzył Polaka już po gongu kończącym rundę. Kilkanaście sekund po rozpoczęciu 3. rundy walka została przerwana, gdy polski bokser znalazł się na deskach.

Zobacz wideo

- Słyszałem gong, hahaha - przyznał na gorąco Mairis Briedis. I dodał: Nie spodziewałem się, że Głowacki trafi mnie w tył głowy. Pamiętam, że sfaulował w ten sposób Marco Hucka, a ja po oglądaniu tamtej walki wiedziałem, że moja odpowiedź w takiej sytuacji może być tylko jedna. Stąd to uderzenie łokciem. Ale nie sądzę, bym trafił Głowackiego szczególnie mocno - przyznał Łotysz.

Eksperci i światowe media jednoznacznie określają przebieg walki w Rydze. - Dramat i farsa! Robercie i Aldejado (chodzi o sędziów, małżeństwo Byrd), oto wasze złote zegarki za zasługi. A teraz cieszcie się emeryturą - napisał Adam Abramowitz, amerykański dziennikarz Ring Magazine. - Briedis przyznał się do uderzenia Głowackiego łokciem w szczękę z premedytacją. Powiedział też, że słyszał gong, ale nie przestawał uderzać. Jeżeli to nie wystarczy do uznania walki za nieodbytą, to nie wiem, co miałoby kiedykolwiek wystarczyć - dodał Caleb Truax, były mistrz świata.