Artur Szpilka odpowiedział na zmasowaną krytykę. "Nikt innym beretu nie ryje"

Artur Szpilka odpowiedział na krytykę kibiców negatywnie wypowiadających się na temat akcji ratowniczej, w której ratownicy GOPR musieli sprowadzić pięściarza i jego psa ze schroniska pod Śnieżką.

Akcja została przeprowadzona w niedzielę 6 stycznia. Szpilka wraz ze swoim psem Pumbą wybrał się wówczas w Karkonosze. Z powodu śnieżycy pięściarz utknął jednak w schronisku "Dom Śląski" pod Śnieżką, a do zejścia ze szlaku potrzebna była mu pomoc ratowników. Szpilce i jego pupilowi pomogli ratownicy Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. W dniu akcji ratowniczej temperatura w Karkonoszach spadła do -18 stopni Celsjusza. Śnieg miejscami sięgał nawet 1,5 m. - Takiej akcji jeszcze nie mieliśmy. Jedziemy z ratownikiem - powiedział Szpilka na filmiku opublikowanym na Instagramie.

 

Szpilka odpowiada na krytykę fanów

Po opublikowaniu filmiku i informacji o akcji, Szpilka był niezwykle krytykowany przez kibiców. - Dorosły człowiek, drogie dziecko, analizuje, sprawdza pogodę, sprawdza jak ta pogoda może się zmienić. Ma w głowie plany awaryjne na nieprzewidziane sytuacje. Pana Artura stać, żeby za to zapłacił, a ratownicy narażali swoje życie, bo ktoś nie pomyślał - napisał jeden z fanów w komentarzu na portalu społecznościowym. - Trzeba być debilem żeby w taka pogodę wybrać się na spacerek z psem w góry - twierdził, nieco dosadniej inny.

Po fali negatywnych komentarzy, głos w całej sprawie postanowił zabrać sam pięściarz. - Co roku mnóstwo ludzi potrzebuje pomocy i nikt im beretu nie ryje. Mam prawo otrzymać wsparcie, jak każdy z Was... Nie jestem "ekspertem" (jak większość tutaj) od górskiego survivalu, każdy popełnia błędy - napisał na swoim profilu na Facebooku.

Akcję skomentował także jeden z ratowników, który pomagał w sprowadzeniu Szpilki. - Nie wystawiamy rachunków za akcje ratunkowe, nie ma takiej możliwości prawnej. Jesteśmy od ratowania niezależnie od okoliczności. Uznaliśmy, że istnieje konieczność ewakuacji. Warunki pogarszały się i trzeba było podjąć decyzję, gdyż późniejsze działania mogły być niemożliwe - przyznał naczelnik Grupy Karkonoskiej GOPR, Sławomir Czubak w rozmowie z portalem money.pl.