Rafał Jackiewicz: Skoro mamy jednego debila mniej na ulicach, to czemu miałoby nie być mniej o pięciu innych?

Pożegnanie ze sportami walki już zapowiadał. Tym razem jednak ma plan na definitywny koniec. Dalej będzie miał co robić. - Czerpię korzyści z tego co robiłem kiedyś - mówi Rafał Jackiewicz Sport.pl. Nie chodzi rzecz jasna o ciemne interesy. - Od sześciu lat nic nie ukradłem! Teraz trenuje i chce pomagać innym, a swoją historię młodym opowiada jako przestrogę.

Kacper Sosnowski: Czas Rafała Jackiewicza w zawodowym ringu się kończy. Przed tobą ostatnie walki. Gdzie zobaczymy „Wojownika”?

Rafał Jackiewicz: 21 października walczę w Żyrardowie na zasadach K1. Na razie nie wiadomo z kim. To nie będzie jakiś kozak. Raczej ktoś dobrany do mnie, na podobnym poziomie.

A potem? Do końca roku miałeś zakończyć karierę.

- A potem będzie sanatorium, wody termalne, bicze wodne i masaże. Jeśli chodzi o ring, to dogaduje się z DSF Kickboxing Challenge na grudniową galę w hotelu Marriott. W grudniu miałem rzeczywiście kończyć, ale pojawiła się oferta za dwa razy lepsze pieniądze i to na Stadionie Narodowym. Będzie tam gala 26 maja. Stoczę trzy walki. Jedną w boksie, jedną w K1 i w MMA. Zamierzam oczywiście wszystkie wygrać. Będę miał wtedy 50. wygraną w potyczce na pięści. Potem mój rozdział w sportach walki się zamknie. Chyba, że ktoś da 100 tysięcy złotych (śmiech). Nie da, więc to będzie koniec.

3 walki jednego dnia, brzmi poważnie...

- Gdzie tam poważnie. Poważnie to już nie jest od trzech lat.

Chodzi mi o obciążenie. Poza tym nie wierzę, że jak wyjdziesz na ring na środek Stadionu Narodowego to po to, by sobie w nim postać.

- Oczywiście, że chce wygrywać, ale za bardzo na wygrane mnie nie stać. Nie mam już tej koncentracji co kiedyś. Wychodzę na ring i czasem robię sobie jaja. Oczywiście przygotowania są, trenuje ciężko. Ponieważ mam jednak mniej czasu i chęci, to wygląda to inaczej niż kiedyś. Jak jednak było widać po ostatniej walce jestem jeszcze coś wart! (Jackiewicz pod koniec sierpnia wygrał z Sebastianem Skrzypczyńskim – przyp. red.)

Bo ty już kiedyś kończyłeś karierę...

- Po wygranej walce w Międzyzdrojach z Krzysztofem Szotem. Po niej dostałem jednak pojedynek o mistrzostwo Europy, więc trudno było odmówić. No i dalej wyszło tak, że do walk wróciłem.

Walki nie są ci już jednak potrzebne. Swoje zarabiasz i robisz poza ringiem.

- Prowadzę około 100 treningów miesięcznie. Stawka za godzinę u mnie to 150 zł, więc daje radę. 18 listopada organizuję teraz galę białych kołnierzyków w Championsie. To już druga. Czekam na zgłoszenia. Warunek to by nie mieć ani jednej walki amatorskiej w boksie. To tego przedsięwzięcia nie dokładam, więc jest nieźle, a planuję tą działalność rozszerzyć. Mam być też promotorem i szukać młodych po***ów i talentów. Chłopaków z psychiką i charakterem, których będę prowadził. Tak by za dwa trzy lata byli dobrymi bokserami. Mam trzy pomysły na telewizyjne reality show bokserskie. W tym momencie z kolegą właśnie sobie rozpisujemy jak to mogłoby wyglądać. Chodzi o wciągnięcie ludzi do sportu. Nagrodą końcową dla jednego zwycięzcy mógłby być udział w prawdziwej bokserskiej gali, a nawet kontrakt z promotorem. Mam bokserski pomysł na coś z młodzieżą z poprawczaka. By wyciągnąć ją z tego bagna. Powtórzyć taką historię, którą sam przeżyłem. Skoro mi się udało, to dlaczego im miałby się nie udać? Trzeba chcieć i mieć możliwości. Mi taką możliwość kiedyś ktoś dał, więc może ja dam ją też innym. Skoro mamy już jednego debila mniej na ulicach, to czemu miałoby nie być mniej o jeszcze pięciu innych?

A ty i MMA? Kiedyś podpisałeś kontrakt z KSW, walczyłeś na ich 28 gali. Co dalej?

- Walczyłem raz, mam jeszcze kontrakt na 3 walki. Mogę je stoczyć, ale nie muszę. Jakbym chciał coś zrobić dla innej federacji muszę się z nimi dogadać. Nie mam na nich jakiegoś ciśnienia. Jakby przyszła dobra propozycja do końca roku, to może się skuszę. To by było takie przygotowanie pod zakończenie kariery.

Kiedyś krzywiłeś się, że walcząc w ringach trudno dobrze zarobić. Teraz nazwisko otwiera ci drogę do realizacji sportowych pomysłów. Ludzie przychodzą do ciebie, bo cię znają?

- Przychodzą, bo wiedzą, że idą do człowieka, który coś zrobił, osiągnął i też nie miał łatwo. Myślę, że czerpię korzyści z tego co robiłem kiedyś. Mam jakieś poważanie wśród ludzi. Jak wychodzę na miasto ktoś zawsze mnie zaczepi, o coś zapyta, pogada. Chyba większość ludzi mnie lubi, choć pewnie jest też grupa, która za mną nie przepada. Za mój styl bycia, za to co mówię. Czasami puszcza mnie policja, jak mnie złapią na radar. Pewnie przez to, co kiedyś osiągnąłem, teraz mam łatwiej.

Policja teraz zatrzymuje cię tylko za prędkość? Kiedyś tych paragrafów było na ciebie więcej, bynajmniej nie w drogówce.

- Teraz jestem spokojnym facetem.  Z jedną kobietą już od 14 lat, mam troje dzieci. Dwoje z drugiego małżeństwa. Od pięciu czy sześciu lat nic nie ukradłem! Wcześniej w ciągu tych 14 lat zdarzyło się coś raz czy dwa razy buchnąć. Żyję normalnie. Mam firmę, płacę podatki. W porównaniu z tym co było kiedyś, to  jest jak w bajce. Żadnych przekrętów, żadnych bijatyk, żadnych ciemnych spraw.

Jak ci z drogówki przeczytaliby twoją książkę, to nie wiem czy tak łatwo by ci darowali?

- Oni chyba wiedzą co się działo, albo obiło im się to o uszy. Kiedyś jak zgłosiłem kradzież samochodu, to przez słuchawkę słyszałem w tle komentarz, że ten Jackiewicz to kawał sku****yna i nie lubi policji. Od tego czasu sporo się zmieniło. Dzisiaj mam znajomych i policjantów i złodziei. Kiedyś miałem koleżanki dzi**i teraz koleguje się z proboszczem. Nic złego nikomu nie robię, nawet jak raz na jakiś czas się naj***ę, upodlę i zresetuję. Teraz liczy się żona i dzieci. Tańczę bawię się i legalnie zarabiam. Nie zamierzam wrócić do tego co było kiedyś.

A książka sprzedaje się dobrze?

- Słyszę, że tak, ale nie mam jeszcze oficjalnych raportów.

A dasz ją kiedyś do przeczytania swojemu najmniejszemu synowi? Raczej sporo tam rzeczy, nietypowych dla przeciętnego ojca. Jest m.in. o kradzionej beemce, grupie z Mińska i Siedlec, która wiozła cie w bagażniku, czy o prezentach które dostawałeś - paniach z Bułgarii.

- Książkę dałem już mojej córce, która ma 12 lat, przeczytała wszystko oprócz rozdziału o dzi***ch. Choć znając ją pewnie tam zajrzała, jest taka jak ja. Mój 16 letni syn też książkę czytał. Swojemu najmniejszemu synowi też ją dam. Wiesz dlaczego?

Bo na liście szkolnych lektur o taką tematykę ciężko?

- Żeby wiedziały jak było. Ja im powiedziałem, że ich ojciec był kiedyś jeb***ty. Robiłem co robiłem i byłem jaki byłem. Nie chciałem sytuacji, by kiedyś opowiedział im o tym kolega i koleżanka, zrobił im przykrość, a one mnie broniły. Jak im ktoś powie „a twój ojciec to kiedyś na imprezie zrobił to i to” to mają wiedzieć, że pewnie tak było. I odpowiedzieć, że twój tata pewnie w tym czasie już spier***ał. Chodzi o to by znali moją przeszłość, ale się tym nie przejmowali. Od tego co się działo po prostu nie da się uciec. Można natomiast czegoś się nauczyć.

Już jest! Świeżutki #PrzewodnikKibica od EkstraStats i Sport.pl. Kompendium wiedzy o grze wszystkich zespołów Ekstraklasy. Polecamy ----> https://sklep.przewodnikkibica.pl/

Przewodnik KibicaPrzewodnik Kibica Sport.pl

Więcej o: