Andrzej Fonfara: Zostanie jedynym polskim mistrzem świata to wielka motywacja

- Kilka razy miałem wygrać, a przegrywałem. Stawiano mnie też na straconej pozycji, a jednak zwyciężałem. Pamiętasz walkę z Julio Chavezem Juniorem? Nikt na mnie nie stawiał, a tak go obiłem, że nawet nie wyszedł do dziesiątej rundy. Teraz będzie podobnie - mówi Andrzej Fonfara w rozmowie ze Sport.pl

W nocy z soboty na niedzielę Andrzej Fonfara (29-4, 17 KO) zmierzy się z Adonisem Stevensonem (28-1, 23 KO) w walce wieczoru gali w Montrealu. Jeśli najlepszy polski pięściarz wagi półciężkiej wygra rewanżowe starcie, to zostanie mistrzem świata federacji WBC. Antoni Partum: W 2014 roku posłałeś Stevensona na deski, ale ostatecznie to on wygrał na punkty. Teraz jesteś lepszym zawodnikiem niż byłeś wtedy?

Andrzej Fonfara: Na pewno mocniejszym mentalnie i fizycznie, ale przede wszystkim bardziej doświadczonym. Stoczyłem kilka niezłych pojedynków. A już wtedy niewiele mi zabrakło. Teraz jestem lepiej przygotowany. Po pechowej przegranej z Joe Smithem [porażka przez KO w 1. rundzie – red.] zmieniłem trenera. Ćwiczę z Virgilem Hunterem i już czuję znaczącą różnicę. Chad Dawson mógł się o tym przekonać [Fonfara wygrał przez nokaut w 10. rundzie – red.]. Walka z mańkutem była świetną przeprawą, przecież Stevenson też jest leworęcznym pięściarzem. Jak go scharakteryzujesz i jakie są jego słabe strony?

- Trzeba "wyłączyć" mu lewą rękę. Adonis może nie ma fenomenalnych kombinacji technicznych, ale boksuje bardzo skutecznie. Muszę zadawać dużo ciosów na tułów. Wtedy opada jego prawa ręka i pojawia się szansa na mój lewy prosty lub sierp. Stevenson nie lubi, gdy jego rywale wywierają presję, dlatego muszę na niego naciskać. A jeśli zacznie się gubić, to pojawią się luki w obronie.

Jak zmienił się Stevenson od 2014 roku?

- Słabszy nie jest, ale dopiero ring to zweryfikuje. Pamiętajmy, że miał roczną przerwę. Zależy, czy przez ten czas ciężko pracował, czy mało trenował i lekko "zardzewiał". Widziałem kilka jego treningów, wciąż prezentuje podobny styl.

Wydaje się, że masz duże szanse na wygraną. Tymczasem kursy bukmacherskie są dla ciebie bezlitosne. Kanadyjczyk jest zdecydowanym faworytem.

- Kilka razy miałem wygrać, a przegrywałem. Stawiano też mnie w pozycji "underdoga" [zawodnik mający mniejsze szanse na wygraną - red.] i zwyciężałem. Nawet najwięksi eksperci potrafią się pomylić, tym bardziej bukmacherzy. Pamiętasz walkę z Julio Chavezem Juniorem? Nikt na mnie nie stawiał, a tak go obiłem, że nawet nie wyszedł do dziesiątej rundy. Teraz będzie podobnie.

Rok temu zlekceważyłeś Joe Smitha i przegrałeś już w pierwszej rundzie. To wciąż boli?

- Nie, to zamknięty rozdział. To nie była moja pierwsza porażka, a już kilka razy wracałem po przegranych, zawsze jako lepszy pięściarz. Co cię nie zabije, to cię wzmocni.

Walczysz o pas, który 12 lat temu zdobył Tomasz Adamek. Niestety, kilka miesięcy temu Krzysztof Głowacki przegrał z Ołeksandrem Usykiem i nie mamy już żadnego mistrza świata.

- To wspaniała motywacja, aby być zostać tym jedynym. Szkoda, że "Główka" stracił pas. Znamy się jeszcze z ringu amatorskiego. To wzór sportowca. Mam nadzieję, że niedługo odzyska pas. Stać go na to.

W wadze półciężkiej roi się od gwiazd, dlatego nie masz miejsca na błąd. Jak siebie widzisz na tle najlepszych?

- To bardzo mocno obsadzona kategoria. Jest wielu świetnych zawodników: Eleider Alvarez, Siergiej Kowalow, Andre Ward, Smith i Stevenson, ale też jestem w ścisłej czołówce.

Jeśli wygrasz ze Stevensonem, to spełnisz swoje marzenia odnośnie walki na stadionie Legii?

- Jeżeli zostanę mistrzem świata, to droga na Łazienkowską będzie całkowicie realna. To nie marzenia, a konkretny plan. Mój promotor zapewniał, że jeśli wygram, to obrona pasa zostanie zorganizowana albo w Chicago albo w Polsce. Najpierw koncentruję się jednak na najbliższej walce.

Spekuluje się, że niepokonany pięściarz Floyd Mayweather Jr. (49-0, 26 KO) zmierzy się, na zasadach bokserskich, z mistrzem świata UFC Conorem McGregorem. Sparowałeś z Nate’em Diazem, który pokonał Irlandczyka. Czy w wymiarze sportowym ta walka ma sens?

- Nie... Od strony medialnej jak najbardziej. Miliony kibiców chciałoby to zobaczyć, więc na pewno się taka walka sprzeda. Ale ze sportowego punktu widzenia? Nie ma to większego sensu, bo Mayweather "zje" go technicznie. Nate Diaz to prawdziwy wojownik, ma serce do walki, potrafi przyjąć cios i wciąż wywierać presję, ale brakuje mu typowo bokserskich umiejętności. Prezentuje bardzo niewygodny, niekonwencjonalny styl. Inaczej trzyma gardę. Stara się naciskać na rywala i uderza w niespodziewanym momencie. Czuć u niego uliczny charakter, który ma odzwierciedlenie w ringu. Przez kilka pierwszych rund sparingu jest naprawdę groźny. Ale z każdą kolejną minutą miałem zaczynałem wyraźnie przeważać i go punktować.

Skąd pomysł na treningi z gwiazdą MMA?

- Przygotowując się do walki Dawsonem, bardzo nam się przydał, bo też jest niewygodnym rywalem. Umie uderzyć z różnych płaszczyzn i jest nieprzewidywalny. Tacy są właśnie zawodnicy MMA. Jego wspólną bronią z Dawsonem były np. ciosy podbródkowe. Mają niekonwencjonalną ofensywę, która zmusza mnie do ciągłego myślenia w ringu.

Zostaniesz mistrzem świata?

- Tak. A kilkanaście godzin później Legia Warszawa obroni mistrzostwo kraju. Szykuje się cudowny weekend. Będzie co świętować.