Boks. Głowacki może stracić tytuł jeśli powalczy z Cunninghamem

Kilka dni temu Andrzej Wasilewski przekonywał, że niemal na pewno pierwszym rywalem Krzysztofa Głowackiego (25-0, 16 KO) od czasu zdobycia tytułu mistrza świata kategorii junior ciężkiej według federacji WBO będzie Steve Cunningham (28-7-1, 13 KO). Zupełnie inaczej sprawę przedstawiają Ukraińcy reprezentujący interesy Aleksandra Usyka (9-0, 9 KO).

Specjalny serwis o boksie. Sprawdź Bokser.org ?

- Do walki z Cunninghamem powinno dojść w połowie kwietnia. Jeśli Al Haymon rzeczywiście będzie chciał takiego pojedynku, to dogada się z Cunninghamem w pół minuty. W mojej ocenie jest ponad dziewięćdziesiąt procent, że doprowadzimy do takiej konfrontacji - mówił szef grupy Sferis KnockOut Promotions.

Usyk - mistrz olimpijski z Londynu, piastuje status obowiązkowego pretendenta. Ewentualna walka "Główki" z Cunninghamem byłaby tak zwaną dobrowolną obroną, lecz nasi wschodni sąsiedzi przekonują, że Polak nie zdąży stoczyć takiej potyczki, bo wcześniej będzie musiał zaboksować przeciwko potężnie bijącemu mańkutowi z Kijowa.

- Dokładnie dwa miesiące przed upływem terminu na obowiązkową obronę, mniej więcej w połowie marca, mistrz otrzyma list od władz federacji WBO. A w nim będzie żądanie walki z obowiązkowym pretendentem do połowy maja, czyli z Aleksandrem. Jeżeli Głowacki do połowy maja nie spotka się z Usykiem, wówczas zostanie pozbawiony tytułu. Dlatego jego zespół stanie teraz przed trudnym wyborem. Mogą walczyć w kwietniu z Cunninghamem w obronie pasa, który następnie stracą, albo odpuszczą spotkanie z Amerykaninem i staną przed szansą utrzymania tytułu - powiedział Aleksander Krasjuk, dyrektor ukraińskiego oddziału należącej do braci Kliczko grupy promotorskiej K2 i współpromotor Usyka.

Obserwuj @sportpl

Arianny Celeste. Zobacz gorące zdjęcia najpiękniejszej ring girl świata! [ZDJĘCIA]

Zobacz wideo