Polak walczy o mistrzostwo świata. Fonfara - Chávez, dwóch na jednego

Andrzej Fonfara będzie się bił w nocy z soboty na niedzielę z Julio Césarem Chávezem jr, a ten z Polakiem i z kimś jeszcze. W dodatku z kimś nie do pokonania.

Tym kimś jest oczywiście ojciec Julio César Chávez, złota legenda boksu, sześciokrotny mistrz świata, Nino de Mexico. Miarą szaleństwa rodaków na jego punkcie było wypełnienie Estadio Azteca w stolicy, gdy bił się z Gregiem Haugenem w 1993 roku. Ponad 132 tysiące widzów. Treningi oglądały dziesiątki tysięcy, dostępu w pobliże pięściarza broniły pododdziały policji.

Haugen kpił wtedy przed walką: - Ten wasz Julio bił, owszem, ale taksówkarzy.

Po nokaucie: - Ludzie, macie tu cholernie twardych taksówkarzy.

Nie ma w ponad 200-letniej historii nowoczesnego boksu dłuższej serii bez porażki. Tata juniora miał 89 zwycięstw i jeden remis, gdy przystępował do walki z Frankiem Randallem, pierwszej, którą przegrał. I miał najdłuższą serię zwycięstw - 87.

Od małego junior mierzy się z nim i non stop zbiera lanie.

Najpierw wkraczał na ring na barkach ochroniarzy i sekundantów ojca podczas jego walk. - Byłem przerażony - wspominał atmosferę meksykańskich świąt z Chávezem jako bogiem.

Mniej więcej w tym czasie ojciec zaczął tracić majątek, jaki zdobył w ringu, i spijał się na umór. Zaczął pić, gdy junior miał rok. Potem w pijanym widzie na ulicach rodzinnego Culiacanu zdarzało się, że płacił wyrostkom, aby stłukli jego synów (Omar jest młodszy od Césara jr, przed pojedynkiem z Fonfarą jest sparingpartnerem brata). Stary rzucał im za to 1 tys., 2 tys. starych peso, czyli wówczas około dwóch dolarów. Bracia musieli walczyć i musieli wygrać.

Mimo wszystko - jak nie tłumaczyć tego chęcią zdobycia uczucia ojca? - Junior postanowił zostać pięściarzem. Senior najpierw powiedział: - Nigdy w życiu. Nie nadajesz się. Jesteś za delikatny.

Ale zmienił zdanie: - Umówmy się tak: jak nie przegrasz żadnej z 10 pierwszych zawodowych walk, pozwolę ci dalej boksować.

Junior miał wtedy 16 lat. Wtedy ojciec już był alkoholikiem i po rozwodzie spowodowanym podobno romansem z Salmą Hayek.

W ostatnich czterech galach z udziałem Cháveza seniora bił się i syn. Dzielił z ojcem szatnię, również przed jego ostatnią, upokarzającą porażką z Groverem Wileyem, kiedy nie wyszedł do piątej rundy. Przez niemal 30 lat w ringu senior stoczył 115 pojedynków.

Dwa lata po tym zdarzeniu junior w brutalnym widowisku w Madison Square Garden w Nowym Jorku znokautował Wileya. - Byłem zły na ojca. Całe życie jestem. Ale w końcu to mój ojciec - mówił junior w dokumencie, który przed walką z Fonfarą przygotowała telewizja Showtime. Dziś, w wieku 29 lat,ma w dorobku 48 zwycięstw i jedną porażkę.

On też pił, też przyłapywano go na braniu narkotyków. Zapłacił za to jedną z najwyższych kar w boksie - 900 tys. dol. - Mówiłem sobie, że jestem nadczłowiekiem. Że wszystko mi wolno - wspominał. Narrator filmu znany dziennikarz Mark Kriegel sugerował, że wszystkie czyny juniora - dobre i złe - związane są z trudnym dziedzictwem.

Teraz senior - założyciel i menedżer ośrodka rehabilitacyjnego dla uzależnionych - towarzyszy synowi czasem na obozach, czasem przy ringu jako sekundant, a czasem szaleje w pierwszym rzędzie w firmowej opasce na czole.

Fonfara (27 lat, 26 wygranych, 3 porażki) wygląda przy juniorze, jakby życiową drogę miał usłaną płatkami róż. Ludzie z góry dają mu kredyt, którego ze względu na porównania z ojcem nigdy nie otrzyma jego przeciwnik.

Fonfara też zaczął boksować jako dzieciak - w szklarnianych warunkach boksu amatorskiego. Na treningi na Legię z Białobrzegów - 100 km w jedną stronę - przywoził go brat, dziś menedżer. Fonfarowie mieli tam fabrykę okien, która przez jakiś czas była nawet sponsorem bokserskiej sekcji. Kiedy pięściarze chodzili w szmatach nie do zaakceptowania, ojciec Fonfary zafundował im eleganckie dresy Adidasa.

Legia to jego świat, widać to po L-ce wytatuowanej na bicepsie, bokserskich spodenkach z klubowym logo i przyjaciołach, byłych legionistach: Andrzeju Gołocie i Arturze Borucu. W Chicago, dokąd rodzina wyjechała prawie dekadę temu, trenuje go były szkoleniowiec Gołoty Sam Colonna.

Fonfara ma niezwykłą determinację i kondycję, nie pęka w trudnych chwilach: leżał dwukrotnie na deskach w pierwszych rundach przegranej walki z Adonisem Stevensonem, ale bił się do końca, w dziewiątym starciu przewrócił nawet Kanadyjczyka ładnym prawym, a Tomma Karpency'ego znokautował mimo złamanej kości dłoni. Ale wielu atutów Fonfara nie ma. Na pewno nie jest nim nokautujący cios. Dlatego być może junior chciał z Polakiem walczyć. Być może czuje, że pod tym względem jest bezpieczny.

Pojedynek o tytuł WBC International toczyć się będzie w umownej wadze 172 funtów (78 kg), czyli o trzy mniej, niż wynosi limit kategorii półciężkiej. Fonfara sobie z tym poradzi, Meksykanin też. Musi, bo umówili się, że za każdy przekroczony funt płacą 100 tys. dol.

Zapis o karze jest wyraźnie skierowany do Cháveza, choć zwykle bił się w kategoriach średniej i superśredniej. Ale już kilkakrotnie przekraczał limity, i to nie o kłaczek. Pod tym względem jest niepoprawny.

Rekord pobił w pierwszej walce z Brianem Verą: ustalono dla niej limit 168 funtów, potem - tydzień przed pojedynkiem - 173, bo Chávez nie był w stanie się zmieścić. Było to wielkie ustępstwo obozu mniejszego Very. W dniu ważenia Chávez osiągnął 172,4, a nazajutrz, czyli w dniu walki - podobno aż 186 funtów! W ringu Vera dominował, zadał ponad dwa razy więcej ciosów. Chávez nie wygrał u żadnego z 59 pięściarskich reporterów prowadzących swoją punktację walki. A jednak według sędziów junior wygrał jednogłośnie. Przed rewanżem Vera zażądał aż 250 tys. dol za przekroczenie limitu o jeden funt. Chávez odstawił burrito, odstawił quesadillę i dał radę. Vera został pobity bez wątpliwości.

Był to ostatni pojedynek Cháveza - 13 miesięcy temu. Dziś ma nowego, znakomitego trenera Joe Goossena.

I podobno nowy entuzjazm do tego samego niemożliwego wyzwania.

źródło: Okazje.info

Więcej o: