ARTUR SZPILKA: Jasne.
- Fajna fabuła. Pokazuje przemianę człowieka: wierzył, że robił dobrze, a jednak był zbójem, nawrócił się i odkupił winy. Chłopak, który tak jak ja marzy o mistrzostwie świata wszechwag, może coś w tym znaleźć dla siebie. Też byłem na rozdrożu i wybrałem lepszą drogę.
- Śmiałem się i porównywałem go ze sobą. Ile on dostał pstryczków w nos, ile razy życie trzeba mu było ratować... Szkoda gadać. Był odważny, ale też trochę głupkowaty, miał w sobie młodzieńczy zapał.
- Nie. Po prostu po latach spojrzenie na życie się zmienia.
- Nie mam pamięci do tytułów. "Trylogię" przeczytałem. Dobry jest też Dan Brown, np. "Cyfrowa twierdza". Jego książki są świetne, bo nie wiadomo, czego się spodziewać.
- Czytałem parę razy, ale przed walką tego nie robię. Trudno ją zrozumieć. Wierzę w siebie, a Bóg w umiejętności raczej nie ingeruje. To, co umiemy, zależy chyba tylko od nas. Bóg Kliczki za nas nie znokautuje.
- Skąd! W życiu bym żadnej książki nie przeczytał.
- Nie od razu zacząłem. Kilku kolegów z celi czytało, a ja pytałem ich: "Co wy, kurde, w tym widzicie?". Podchodziłem do książek z zaciekawieniem, ale czytać mi się nie chciało. W końcu uzyskałem status niebezpiecznego więźnia i za odepchnięcie strażnika trafiłem do izolatki. Nie dostałem zgody na oglądanie telewizji, więc przez pięć miesięcy siedziałem w pustych ścianach. Dopiero wtedy wymyśliłem, że będę czytał. Pierwsza książka - "Kod Leonarda da Vinci" - do dziś jest chyba moją ulubioną. Potem "Krzyżacy", choć łatwo przebrnąć nie było. Generalnie skakałem z tematyki na tematykę. I nawet jak już dostałem do celi telewizor, nie przestałem czytać. Swoją drogą, co ten Sienkiewicz miał w głowie!
Dopiero w tamtej celi pojawiła się szansa, aby zastanowić się nad życiem. W zwykłym zakładzie karnym więcej było śmiechu niż przemyśleń.
- Jestem tym, kim byłem. Może myślę o innych rzeczach niż kiedyś.
- Nie. Tylko "ściągacze" i spisy treści przeglądałem.
- Jak mama przychodziła do szkoły, to znaczyło, że ktoś miał zęby przeze mnie wybite. Były uwagi, pretensje, przykrości. Ale tak musiało być. Gdyby nie wydarzenia z tamtych lat, nie byłbym tym, kim jestem.
- Zawsze byłem nadpobudliwy i to chyba dawało mi przewagę nad większymi ode mnie.
- Hobby? Raczej taki styl życia. Zawsze szukałem godnych siebie przeciwników. Jak w mojej podstawówce się skończyli, chodziłem do innych szkół. Pytałem, kto tu jest silniejszy, i chciałem się z nim bić. Jednego nikt o mnie nie powie: że kiedykolwiek biłem się "na sprzęt". Raz tylko wziąłem pałkę bejsbolową, bo ktoś szedł z nożem. Parę razy się zdarzyło, że trzeba było uciekać...
- Nie chcę o tym gadać.
- Nie, nie jestem. Odcinam się. Mam przyjaciół, a nie pseudochuliganów.
- Nie interesowała, choć na Wisłę chodziłem, kiedy była numerem 1 - z Mauro Cantoro, Maciejem Żurawskim. Pamiętam mecz z GKS-em Katowice, Wisła wygrała 5:0. Trybuna pełna, fajnie było... Byłem z tatą i przez przypadek z szalikiem Wisły poszliśmy w stronę sektora rywali. Policjanci dziwnie popatrzyli, a jeden krzyknął: "Co wy tu robicie, wyjazd stąd, ale już!". Kibice GKS też na nas dziwnie patrzyli, ale widzieli, że jestem dzieciak, więc nic nie zrobili. Śmiesznie było.
- Dokładnie. Chodzi o to, by Polacy przestali kojarzyć mnie tylko z bójkami i więziennym strojem, ale z Polską, którą reprezentuję na arenie międzynarodowej. Fajnie, by byli ze mnie dumni. W czasie meczu Polska - Niemcy byłem z psem na spacerze. Jak miło było słyszeć, kiedy wszyscy w blokach ryknęli! Jaka wspaniała to była radość, coś pięknego! Każdy w Polsce przeżywa sport i sukcesy. Gorzej, jak noga się komuś powinie, bo wtedy wszyscy wylewają żale, zamiast spróbować podnieść na duchu. "Naród wspaniały, tylko ludzie kurwy" - jak powiedział Józef Piłsudski. Cenię Polskę za historię, waleczność. Nie wszyscy, ale niektórzy kciuki trzymają, żeby tylko się nie udało, żeby poszło komuś gorzej. A gdy się komuś uda, to od razu pojawia się artykuł, że się nie należało albo że za dużo ktoś zarabia. A co im do tego? Każdy miał wybór: mógł zostać kimś, zamiast narzekać sprzed komputera.
- Troszeczkę... Po euforii zszedłem na ziemię. Przegrałem walkę [w styczniu z Bryantem Jenningsem], dostałem lekcję. Co z tego, że będę dużo mówił, jak i tak wszystko okaże się w ringu. Na pewno na treningach haruję, jak mogę. Do tego ścisła dieta, zero alkoholu, i nawet seksu trzy tygodnie przed walką nie uprawiam. Zostawiam testosteron na ring.
- Nie biorę tego pod uwagę, chociaż... Jeśli przegram, to wtedy będę się zastanawiał co dalej.