Mike Tyson w Polsce. Kto tu rządził 200 lat przed Chrystusem

- Czyś ty człowieku zwariował? Nie chcę wracać. Boks jest do dupy, nienawidzę go. Będę leżał brzuchem do góry, choćby dawali mi 200 mln dol za powrót - powiedział Mike Tyson, zapytany czy wróci do boksu

Ole, ole, ole, ola! Trybuna Kibica zawsze pełna

Zobacz wideo

Żelaznemu Mike'owi nie udała się ucieczka w historię. Zapytałem, jak to możliwe, że zarobił na boksie ponad 300 mln dol, a teraz ma 30-milionowy dług. - Rozpieprzyłem te miliony, a co myślałeś?! Miałem przy tym cholernie dużo zabawy. Byłem może dobrym bokserem, ale z pieniędzmi zachowywałem jak głupek. Nie umiałem się nimi obchodzić, i tyle.

Napój ma nazwę "Black", Tyson jest Afroamerykaninem. Proste skojarzenie i intencja właścicieli marki są oczywiste. Tyson - jak wielu amerykańskich czarnych sportowców - dla podkreślenia odrębności od świata białych przyjął islam i nawet zmienił imię (choć go publicznie nie używa). Na konferencji pojawił się czarnoskóry dżentelmen, który chciał wywołać ten temat. Przedstawił się jako reprezentant czarnej braci (Black brotherhood) w Polsce. - Yo, brother - przywitał go bokser.

- Jest w Polsce jeden rasista. Kuba Wojewódzki, showman. Mike, co mu odpowiesz na jego rasistowskie uwagi? - pytał pokazując Tysonowi zdjęcie gwiazdy TVN-u (rok temu Wojewódzki w satyrycznej audycji radiowej używał rasistowskich sformułowań, które Komitet na rzecz Afrykańskiej Społeczności w Polsce uznał za obraźliwe). - Nie mogę oceniać człowieka na podstawie słów tylko jednej strony. Musi tu być ten drugi - odpowiedział spokojnie Tyson. Zgromadzeni grupowo unieśli kciuk.

To nie był ten Tyson, który przed laty wściekły krzyczał na dziennikarzy, że nie rozumieją przez co w życiu przeszedł: od czarnego getta na nowojorskim Brooklynie, przez poprawczaki i boks, do niebotycznego majątku. A po drodze jeszcze przez więzienie, gdzie trafił za gwałt na jednej z piękności konkursu Miss Black America. Żelazny Mike, albo Bestia - najmłodszy mistrz świata wagi ciężkiej w historii boksu - powodował u rywali dygot łydek. Przegrywali przed czasem. Znaczy, przed pierwszym gongiem. I byli to najmocniejsi ludzie boksu lat 80. W 2000 roku nie wytrzymał ciśnienia Andrzej Gołota.

Teraz Tyson ma swój show w Las Vegas. W kasynie, w którym w bokserskim szale odgryzł kawałek ucha rywalowi, opowiada o swoich kłopotach i o tym, jak z nich wyszedł. "Undisputed Truth", czyli bezdyskusyjna prawda, brzmi tytuł show. Temat jest szeroki. - Mógłbym mówić o swoich problemach długo. Ale czy zmieniłbym coś w swoim życiu? Nie, bo mógłbym wtedy zostać zabity na ulicy, zginąć w wypadku. A jestem teraz w Polsce. Wszystko ma swoją przyczynę. Jedno jest pewne - nawet za 200 mln dol nie wrócę do boksu. Gdyby ludzie zobaczyli mnie i mój brzuch wystający zza spodenek zebrałoby im się na pawia - powiedział Tyson.

Więcej o: