Boks. Tyson winny Polakowi 250 tysięcy złotych

Takiej afery dawno nie było. Na piątkową galę bokserską do Warszawy miał przylecieć Mike Tyson, ale legendarny pięściarz 30 sierpnia odwołał swój przylot. Okazuje się jednak, że wciąż nie zwrócił pieniędzy, które dostał od Tomasza Babilońskiego, organizatora wizyty Tysona w Polsce.

Najmocniejsze poglądy na Facebook.com/Sportpl ?

Wszystkie dokumenty Babiloński podpisywał z występującym w imieniu "Bestii" menedżerem Carlem Holnessem. Brytyjczyk był w Warszawie dwa razy: ogłaszając przylot Tysona oraz informując, że Amerykanin jednak nie przyjedzie, bo zatrzymały go w kraju sprawy prywatne.

Kłopot w tym, że wcześniej na jego konto Babiloński przelał 50 tysięcy dolarów, kolejne 20 tysięcy kosztowały bilety lotnicze dla "Bestii" i jego świty. To razem około ćwierć miliona złotych!

- Kiedy Holness był w Warszawie 30 sierpnia, poszliśmy do adwokata. Tam podpisał oświadczenie, że w ciągu 7 dni przeleje całą kwotę z powrotem. Minęły ponad dwa tygodnie, a ja nie dostałem ani centa. Nawet przed chwilą byłem w banku, żeby jeszcze raz sprawdzić - denerwuje się Babiloński.

Holness tłumaczy się, że przelał kasę Tysonowi. - Na szczęście umowa była podpisana w Polsce, z obywatelem Unii Europejskiej, a nie Tysonem. Ewentualna sprawa będzie rozpatrywana przez polski sąd. Mam jednak nadzieję, że Holness dotrzyma słowa i zwróci pieniądze. Na razie jednak udaje Greka i od dwóch dni nie odbiera moich telefonów!

Gala, na której miał się pojawić Tyson, odbędzie się, ale w "zastępstwie" Amerykanina gościem będzie inna legenda boksu - Lennox Lewis. Oczywiście, on także nie przyleci za darmo. - Wydałem wszystkie oszczędności, opróżniłem nawet konto żony - zżyma się Babiloński.

Specjalny serwis o boksie. Sprawdź Bokser.org ?

Więcej o: