Boks. Maciej Sulęcki przegrał na punkty z Danielem Jacobsem, ale pokazał się ze świetnej strony

W niedzielę, w Barclays Center w Nowym Jorku, Maciej Sulęcki (28 lat, 25-1, 10 KO) przegrał na punkty z Danielem Jacobsem (31 lat, 33-2, 29 KO), byłym mistrzem świata, a obecnie jednym z najlepszych pięściarzy wagi średniej. Werdykt sędziowski wzbudził wiele kontrowersji. - To była zwykła kradzież - denerwował się w studio TVP Sport Artur Szpilka, pięściarz wagi ciężkiej.

Cały bokserski świat patrzył na ten pojedynek

- Jestem "underdogiem" [przeciwieństwo faworyta] w walce z Jacobsem, ale wcale mi to nie przeszkadza. Może wręcz pomaga, ponieważ ciąży na mnie mniejsza presja. Jak scharakteryzuję Jacobsa? Darzę go wielkim szacunkiem, zarówno jako sportowca, jak i człowieka. To jest prawdziwy dżentelmen, więc nie będzie żadnego trash talku z mojej strony. A jeśli on mnie odepchnie, to mu się pokłonie. Jacobs miał raka kości, czyli wyjątkowo złośliwy nowotwór. Długo się leczył, a później wrócił na sam szczyt, choć lekarze w to nie wierzyli. Wyleczyć się to jedno, ale wrócić do boksu po zwalczeniu raka, to jest niebywałe. Wielki człowiek. To świadczy o jego charakterze. Trudno będzie go w ringu złamać - mówił przed walką Sulęcki.

I faktycznie trudno było go złamać, chociaż Polak boksował świetnie.

Już od pierwszego gongu obaj pięściarze prezentowali boks na najwyższym poziomie. Tempo walki, a momentami brutalnej bijatyki, było zawrotne. Można było odnieść wrażenie jakby walka transmitowana była w przyśpieszonym tempie. W pierwszych trzech rundach Sulęcki nieustanne wywierał presję, zadawał mnóstwo ciosów, szczególnie mocne były te, które wyprowadzał lewą ręką. Tylko, że Jacobs potrafi świetnie schodzić z linii ciosu, przepuścić atak rywala i skontrować zabójczym sierpem. Zarówno prawą jak i lewą ręką. Szczególnie udawało mu się to w czwartej rundzie. To był moment, kiedy Sulęckiego złapał lekki kryzys. Ale już w piątej rundzie znowu lepszy był Polak. A w ostatnich kilkunastu sekundach tej rundy obaj zapomnieli o defensywie i postawili wszystko na atak. Kibice byli w pełnej ekstazie i nagrodzili pięściarzy owacjami na stojąco.

- Nie wchodź w takie wymiany. Dalej boksuj swoje. Podskocz, zadaj lewy, lewy, prawy, lewy i odskocz. Pracuj na nogach także w defensywie - krzyczał w narożniku Andrzej Gmitruk, trener Sulęckiego.

28-latek słuchał wskazówek szkoleniowca, a Jacobs z każdą kolejną rundą jakby tracił siły. Sulęcki realizował plan taktyczny trenera Gmitruka, ale czasami się zapominał w bójce. - Kurczę blade, nie będę klął... Nie ma bitki, masz szansę go wykończyć! - przypominał mu Gmitruk w narożniku.

W ostatnich rundach Jacobs trochę odżył, a Polaka dopadło zmęczenie. W finałowym starciu Sulęcki nadział się szczęką na potężny prawy prosty Amerykanina i padł na deski. Wstał po sześciu sekundach. I choć każda runda jest punktowana oddzielnie przez sędziów, to pewnie ta miała kluczowe znaczenie. Warszawiak przyjął wynik arbitrów (116:111, 117:110 oraz 115:112 dla Jacobsa) z pokorą. I z klasą zaczął bić brawo rywalowi. Odmiennego zdania byli jednak jego koledzy po fachu.

Wygrał biznes, a nie sport

- To była zwykła kradzież - denerwował się w studio TVP Sport Artur Szpilka, pięściarz wagi ciężkiej. - Wygrał biznes, a nie sport, Moim zdaniem lepszy był Sulęcki - stwierdził Krzysztof Głowacki, bokser dywizji junior ciężkiej.

Maciej 'Striczu' Sulęcki podczas treningu Maciej 'Striczu' Sulęcki podczas treningu Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

Jaka przyszłość czeka Sulęckiego?

Idealnym rozwiązaniem, a na pewno sprawiedliwym, byłby rewanż z Jacobsem, jednak to raczej mało realna opcja. Polak liczył, że wygra w niedzielę, a wtedy mógłby zmierzy się z posiadaczem większości pasów wagi średniej (WBC, WBA i IBF) Giennadijem Gołowkinem (37-0-1, 33 KO). Teraz na taką walkę musi jednak poczekać. Ale Sulęcki udowodnił, że wymienianie jego nazwiska obok czołowych pięściarzy świata, nie jest żadną przesadą. Polak chociaż przegrał, to nie poniósł porażki.

Więcej o: