Boks. Manny Pacquiao: Geniusz, czy oszust?

Słysząc personalia "Manny Pacquiao", wiele rzeczy przychodzi mi na myśl. Geniusz, talent, szybkość, siła, dynamika, przyspieszenie. Z kolei pierwsze skojarzenia krytyków jego talentu są inne - oszust, sterydy, umowne limity. Zarówno zachwytów, jak i oskarżeń jest bardzo dużo.
Pacquiao urodził się, by walczyć z większymi od siebie. Udowodnił całemu światu, że z wiarą i sercem można dokonać wszystkiego, by pewnego dnia znaleźć się na szczycie. Mimo wielkich osiągnięć w boksie, jego imię wśród wielu fanów tej dyscypliny wywołuje mieszane uczucia. Tak jest też i w moim przypadku. Uważam go za geniusza ringu, którego pozycja jednak jest trochę rozdmuchana przez dobry PR, mądry dobór rywali, sztuczne limity oraz różne media.

Normalnością stało się już, iż odnoszący sukcesy sportowiec jest o coś podejrzewany lub oskarżany. Gdy ktoś wyraźnie wyróżnia się na tle innych, często jest brany pod lupę przez ludzi, którzy chcą doszukać się źródeł sukcesów. Przeglądając ostatnie komentarze, chciałam napisać ten tekst, by nakłonić obie strony barykady - zwolenników Manny Pacquiao (53-3-2, 38 KO) oraz Floyda Mayweathera Jr. (41-0, 25 KO), do szerszego spojrzenia na sprawę, oraz większej tolerancji na zdanie innych.

Nie zamierzam zajmować się tym, czy Pacquiao oszukuje, czy też nie. Jedynym sposobem, by się tego dowiedzieć, jest przyłapanie go na stosowaniu niedozwolonych środków. Do tej pory tego nie zrobiono, więc pozostają domysły. Swego czasu Victor Conte, słynny naukowiec związany z BALCO (to on dostarczał środki wspomagające Shane`owi Mosleyowi przed jego walką z Oscarem de la Hoya), wypowiedział się, że zwykłe testy, mające miejsce w czasie walk są zwykłym 'picem na wodę'. Wielu specjalistów wypowiada się, że standardowe testy wykonywane w boksie nie są w stanie wykryć żadnych środków, jeśli dana osoba wie kiedy i jak je używać. Zatem twierdząc że nie powinno być mowy o tym, czy "Pacman" oszukuje, czy nie - bo nie ma na to żadnych dowodów - należy się zastanowić dlaczego tych dowodów nie ma. Skoro nie ma możliwości dokładnego sprawdzenia całej sprawy, nie powinno się zajmować jednoznacznej decyzji. Jedynie szczegółowe testy mogłyby potwierdzić lub obalić mit o wspomagającym się nielegalnie Filipińczyku.

Czy znaczy to, że Manny Pacquiao powinien zgodzić się na proponowane przez Amerykanina testy olimpijskie? Oczywiście że nie. Ale wtedy, wina za niezorganizowanie pojedynku winna spaść na niego - 'Money' zgodził się bowiem na resztę warunków, jak rozmiar rękawic, wielkość ringu, czy kara 10 milionów dolarów za każdy funt ponad limitem, w którym miałaby się odbyć walka.

Wielu zarzuca Floydowi unikanie pojedynku z liderem rankingów P4P, twierdząc że nawet gdyby ten zgodził się na wszystkie warunki, to i tak zostałby postawiony kolejny, który uniemożliwiłby jej zorganizowanie. Takie twierdzenia są bezpodstawne w sytuacji, gdy element sporny od długiego czasu pozostaje ten sam. Nie powinno się 'gdybać' nad tym co będzie, należy zająć się sprawami dotyczącymi teraźniejszości. Jeśli Amerykanin postawiłby kolejny warunek, po tym jak Filipińczyk zgodziłby się na testy, można by go winić - ale tylko i wyłącznie w takiej sytuacji, dopóki do niej nie dotrze, snuć własne przypuszczenia na temat kto kogo unika może każdy.

Kolejną sprawą jest czystość intencji Mayweathera w sprawie testów. Mnie osobiście przekonują słowa o chęci upewnienia się, że na starcie obaj będą mieli takie same szanse na zwycięstwo. Stawka walki jest zbyt duża, by pozwolić sobie na najmniejszy błąd. Floydowi zarzuca się hipokryzję, gdyż mówi o chęci oczyszczenia sportu, a przecież sam przekroczył limit wagi przed walką z Juanem Manuelem Marquezem. Można tu użyć tego samego argumentu, którego używają fani Filipińczyka w sprawie catchweightów, mówiąc że jego rywale nie musieli się na nie godzić. Również Marquez nie musiał godzić się na walkę - wybrał jednak zainkasowanie kasy i stanął w ringu. A może jednak Floyd celowo przekroczył limit, by zwiększyć swoje szanse? Dość wymowny jest wyraz jego twarzy podczas ważenia. Na chwilę przed ogłoszeniem wyniku gościł na niej szeroki uśmiech, który natychmiast zrzedł po odczytanym przez Michaela Buffera wyniku. Być może Amerykanin rzeczywiście chciał się zabezpieczyć - wychodził do ringu po długiej przerwie, w dodatku od razu z numerem drugim wszelakich rankingów bez podziału na kategorie wagowe. Czy jednak przebieg walki wyglądałby inaczej, gdyby wszystko odbyło się bez jakichkolwiek kontrowersji? Śmiem wątpić.

Sama chcę wierzyć, ze wszystko co osiągnął Manny Pacquiao jest zasługą jego talentu. Uważam go za świetnego boksera, dającego zawsze kibicom to, czego chcą, żywą legendę boksu. Nie rozumiem jedynie anonsowania go jako mistrza świata ośmiu kategorii wagowych - pasy wywalczone w niepełnych, umownych limitach, lub pasy magazynu The Ring nie powinny być brane pod uwagę w takich zestawieniach. Jeśli weźmie się to pod uwagę, szybko zauważymy, ze Filipińczyk zdobywał tytuły w zaledwie 4 kategoriach: WBC wagi muszej, IBF junior piórkowej, WBC super piórkowej i WBC wagi lekkiej. Pasy WBO w wadze półśredniej, wywalczone w walce z Cotto (Portorykańczyk długo nie chciał się zgodzić na to, by stawką walki w umownym limicie był posiadany przez niego pas mistrzowski, został jednak zmuszony przez TopRank kierowana przez Boba Aruma) oraz WBC wagi junior średniej z Antoni Margarito były zdobywane w catchweightach. Pozostałe tytuły to pas IBO, a więc federacji nie uznawanej jako pełnoprawne mistrzostwo świata, a także pasy magazynu The Ring w trzech różnych wagach.

Jest to niejasna sytuacja, tym bardziej iż jestem przekonana, że genialny Filipińczyk poradziłby sobie ze swoimi przeciwnikami bez umownych limitów. W ten sposób nikt nie miałby argumentów, by podważać jego sukcesy. W obecnej jednak sytuacji na jego osiągnięciach widnieje spora niejasność. Pacquiao bez wątpienia jest najlepszym obecnie wciąż aktywnym bokserem. Z pewnością całkowicie tę kwestię rozstrzygnęłaby walka z Floydem Mayweatherem Jr. Być może już w przyszłym roku będzie nam dane doczekać się tej bokserskiej uczty - w kuluarach mówi się bowiem, że Amerykanin wraca do boksu z dłuższych wakacji, skuszony wciąż podbijanymi stawkami i że celowo wybrał Victora Ortiza jako swojego rywala, jako boksera o zbliżonej charakterystyce do "Pacmana".

Ostatnio jednak miewam wątpliwości co do jej słuszności - Pacquiao jest u szczytu swoich możliwości, podczas gdy Junior ma już 34 lat, co w niższych kategoriach jest wiekiem, w którym bokserzy opierający się na refleksie tracą swoje atuty. Z pewnością Floyd najlepsze lata ma już za sobą, wciąż jest jednak przeciwnikiem, z którym nieliczni mogą dać wyrównaną walkę. Dużo będzie zależeć od przebiegu walki z 'Viciousem'. Jeśli przebiegnie ona po myśli 'Preety Boya', którego atuty nie zanikną, możemy w 2012 roku doczekać się tego, na co wszyscy czekamy od przeszło 2 lat. Jakkolwiek walka by się nie skończyła, dla żadnego nie będzie to spacerek. Ich umiejętności, co najważniejsze, zupełnie od siebie odmienne, są na tyle duże, ze rywalizacja zapewne będzie niezwykle wyrównana, a jej zwycięzca na zawsze zapewni sobie status legendy. Przegrany na zawsze zostanie zapamiętany jako numer 2.

Wszystko o boksie na Bokser.org ?