Boks. Pacquiao tłumaczy się po wygranej walce

Manny Pacquiao co prawda bez problemów pokonał w walce o pas WBO wagi średniej Shane'a Mosleya, jednak przebieg pojedynku rozczarował dużą część kibiców zgromadzonych w sobotni wieczór w hali MGM Grand w Las Vegas. Na konferencji prasowej po walce lider rankingów P4P (bez podziału na kategorie wagowe) tłumaczył dziennikarzom, że robił wszystko, co w jego mocy, by najważniejsza jak do te pory bokserska potyczka 2011 roku była atrakcyjnym widowiskiem.
- Robiłem, co mogłem, by dać fanom dobrą walkę - mówił Pacquiao. - Ludzie buczeli, bo spodziewali się wielu wymian, ale Mosley nie chciał walczyć cios za cios i ciągle uciekał. Taki już jest ten sport. Nie mogę zmusić rywala, by walczył inaczej, jeśli on tego nie potrafi.

- Powiem szczerze, że spodziewałem się, iż Mosley będzie toczył ze mną wyrównaną walkę przez co najmniej pięć z dwunastu rund, ale co mam poradzić na to, że mój przeciwnik nie chce walczyć? Ja zawsze staram się, by kibice byli zadowoleni z mojego występu, nie jest ważne, czy moja twarz na tym ucierpi, chcę, by fani byli szczęśliwi - zapewniał zwycięski Filipińczyk, dodając: - Mosley poczuł moją siłę w trzeciej rundzie, był nią zaskoczony i od tej pory tylko uciekał, uciekał, uciekał...

Rozczarowania postawą Shane'a Mosleya nie krył też trener Pacquiao Freddie Roach, który stwierdził: - Według mnie on nie starał się wygrać tej walki, chciał tylko przetrwać. Sądzę, że gdy w boksowaniu dochodzi się do takiego momentu, trzeba kończyć karierę.

W swoim kolejnym występie Manny Pacquiao zmierzy się najprawdopodobniej, już po raz trzeci, z Juanem Manuelem Marquezem.

Wielkie walki, wielkie pieniądze Manny'ego Pacquiao




Specjalny serwis o boksie. Sprawdź Ringpolska.pl ?