Sport.pl

Boks. Wilczewski: Nie ma innej opcji niż wygrana

W piątek o 21:45 Piotr Wilczewski stanie przed najważniejszym wyzwaniem w dotychczasowej karierze. 32-letni Polak zmierzy się w Helsinkach z Aminem Asikainenem w pojedynku o wakujący tytuł mistrza Europy w wadze super średniej. Za Faworyta potyczki uchodzi o trzy lata starszy od polskiego pięściarza Fin, ale podopieczny Andrzeja Gmitruka zamierza pokrzyżować jego plany i sprawić niemiłą niespodziankę gospodarzom.
Jakie wrażenie zrobił na tobie Asikainen podczas wczorajszej ceremonii ważenia?

Piotr Wilczewski: Asikainen trochę się zmienił. Miesiąc temu był miły i grzeczny, a na ważeniu starał się coś pokazać, być może został w ten sposób pokierowany. Dla mnie to jednak bardzo dobrze, być może dzięki temu wyjdę do walki jeszcze bardziej zmotywowany i skoncentrowany. Powinno być super.

Dziwne miny Asikainena podczas ważenia mogą świadczyć o jego niepewności, czy raczej determinacji i przekonania o własnej sile?

Myślę, że przede wszystkim jest to element gry psychologicznej. Zakładam, że takie wskazówki dostał od swojego trenera. Dla mnie nie ma to jednak najmniejszego znaczenia. Dopiero w ringu może się okazać, czy zachowanie Asikainena na ważeniu miało jakikolwiek sens.

Do ostatnich dni musiałeś bardzo pilnować swojej wagi, regularnie się ważyłeś, sprawdzając ile kilogramów, a właściwie gramów brakuje do ustalonego limitu kategorii super średniej. Jednak chyba nie można powiedzieć, że twój organizm jest po tych dniach osłabiony?

Raczej nie. Szczerze mówiąc, myślałem że podobnie jak przed ostatnimi dwoma galami, limit wagowy osiągnę łatwo. Tym razem miałem delikatne kłopoty, ale praktycznie już dzień przed walką waga była odpowiednia i bez problemu ją utrzymałem. Od razu po ważeniu nawodniłem swój organizm, więc wszystko powinno być w porządku.

Trener Andrzej Gmitruk był zadowolony po twoim ostatnim treningu przed walką, który odbyłeś w środę. Niezależnie od tego, że to Asikainen jest dla wielu faworytem, przed dzisiejszą potyczką chyba można być więc optymistą?

Muszę powiedzieć, że w ogóle nie słucham tego, co niektórzy mówią. Gdybym przejmował się niektórymi głosami, to nie byłoby mnie w Helsinkach, gdyż od pięciu lat byłbym na emeryturze. Może to i dobrze, że Asikainen uchodzi za faworyta, bo w takiej sytuacji mniejsza jest presja na moją osobę. Do ringu wyjdę tylko po to, aby wygrać, nie ma innej opcji. W środę na treningu rzeczywiście byłem bardzo dynamiczny i mam nadzieję, że podobnie będzie dzisiaj w ringu.

Dwa dni temu po konferencji prasowej Asikainen powiedział mi, że po przejściu do kategorii super średniej jest w najlepszej dyspozycji w swojej karierze. Po ośmiu tygodniach przygotowań również możesz powiedzieć, że osiągnąłeś swoją maksymalną formę?

Wydaje mi się, że tak, bo przygotowany jestem bardzo dobrze. Miałem bardzo udane treningi, a najbardziej wymagającym sparingpartnerem okazał się Maciek Sulęcki, któremu bardzo dziękuję. Weryfikacja mojej formy przyjdzie podczas walki, ale mam wrażenie, że jest to jedna z najlepszych dyspozycji w mojej karierze.

Rozmawiamy o godzinie jedenastej przed południem, pojedynek z Finem ma się rozpocząć planowo o 22:45 miejscowego czasu. Jak zamierzasz spędzić ostatnie godziny przed walką?

To będzie typowy relaks przed pojedynkim. Za chwilę pójdę do pokoju i poleżę w łóżku przez godzinę, dwie. Następnie spędzę trochę czasu z moimi znajomymi z Dzierżoniowa, którzy dzisiaj dotarli do Helsinek i obejrzą walkę na własne oczy. Potem obiad, krótki spacer i znowu położę się do łóżka. Na miejscu zawodów zawsze wolę być odpowiednio wcześnie, nie lubię robić niczego na ostatnią chwilę. Podobnie będzie tym razem. Chcę usiąść w szatni, wszystko przygotować i ze spokojem czekać na pojedynek.

Specjalny serwis o boksie. Sprawdź Bokser.org »


Więcej o: