Walka Kosteckiego. W sądzie

O założenie i kierowanie grupą przestępczą, która zarabiała na pracy prostytutek, oraz handel narkotykami jest oskarżony rzeszowski bokser Dawid Kostecki ps. ?Cygan?. W poniedziałek ruszył proces jego i jego kompanów.
Kostecki zezwolił mediom na ujawnienie swojego nazwiska i wizerunku. Twierdzi, że jest niewinny, choć wcześniej dobrowolnie poddał się karze - czterech lat więzienia w zawieszeniu na siedem lat i zapłacenie 36 tys. zł grzywny. "Gazecie" tłumaczył, że zrobił to dlatego, bo dostał taką propozycję od prokuratora, by mógł wyjść na wolność. Kostecki w areszcie przesiedział prawie pół roku. Poszedł na układ z prokuraturą, by uniknąć prawdopodobnie wieloletniego procesu i wyciągania brudów.

Ale na początku maja sąd nie zgodził się na dobrowolne poddanie karze przez Kosteckiego, którą uzgodnił z prokuratorem. Sąd miał wątpliwości, czy kara osiągnie swój "cel wychowawczy". Dlatego sąd zarządził przeprowadzenie normalnego procesu, który zaczął się w poniedziałek.

"Cygan" jest oskarżony o założenie i kierowanie grupą przestępczą w latach 2003-07, która zarabiała na prostytucji kobiet w trzech agencjach towarzyskich: Venus i Velvet w Rzeszowie i Przystanek Alaska w Lutoryżu. Kostecki odpowie również za handel narkotykami i wprowadzenie do obrotu 700 g amfetaminy oraz 100 tabletek, które amfetaminę zawierały.

Kostecki został aresztowany w lutym 2007 roku. Razem z nim na ławie oskarżonych siedzi 26 osób. Oprócz niego jest m.in. matka boksera Katarzyna i siostra Estera oraz Krzysztof B. ps. "Bufet", wokalista znanego rzeszowskiego zespołu rockowego Wańka-Wstańka.

Według prokuratury rodzina boksera "nadzorowała" pracę prostytutek w agencjach, a jego prawą ręką był znany gangster 35-letni Rafał W. ps. "Suchy".

On i jeszcze czterech innych mężczyzn (m.in. "Bufet") zostali w poniedziałek do sądu dowiezieni z aresztu, bo niedawno postawiono im w innym śledztwie podobne zarzuty.

Jeden z nich zza szklanej klatki szyderczo krzyknął do Kosteckiego: - Dawid, kiedy walczysz?

"Cygan" nie zareagował, udawał, że nie zna kolegów. Zanim wszedł na salę sądową, opowiadał dziennikarzom, że zarzuty, jakie na nim ciążą, są śmiechu warte. Żalił się też, że prokuratorzy, którzy mu stawiali zarzuty, potem awansowali.

Reszta oskarżonych, głównie ochroniarze i barmani w agencjach - 21 osób - po wielomiesięcznych aresztach odpowiada już z wolnej stopy.

W poniedziałek prokurator Stanisław Bończak nie zaczął jeszcze czytać aktu oskarżenia, bo na proces nie stawili się jeden z oskarżonych i obrońca. Kolejna rozprawa we wtorek.

Sposób Alberta Sosnowskiego na pokonanie Witalija Kliczki >