Boks. Wach bije się o siebie

Odporność na ciosy jest, a potem trach - i jej nie ma. Choć dotąd była wręcz nieludzka, to Mariusz Wach nie może polegać tylko na niej, jeśli chce w środę wygrać z Aleksandrem Powietkinem. Relacja na żywo w Sport.pl od 19
Wach stoczy w środę w Kazaniu pojedynek z mistrzem olimpijskim i byłym mistrzem świata wagi ciężkiej WBA. Stawką jest prawo do walki o tytuł z Deontayem Wilderem, mistrzem WBC. Pojedynek odbędzie się w Dzień Jedności, narodowe święto Rosji, rocznicę wypędzenia Polaków z Kremla.

ROZMOWA Z PRZEMYSŁAWEM SALETĄ pięściarzem, komentatorem boksu

RADOSŁAW LENIARSKI: Wach honorarium za walkę z Rosjaninem oddał swoim promotorom, by uwolnić się od kontraktu z nimi. Chyba tym bardziej będzie zdeterminowany do walki...

PRZEMYSŁAW SALETA: Tak jest. Dzięki temu, że Mariusz boksuje bez honorarium, bierze przyszłość w swoje ręce. Jeśli przegrałby w pierwszej rundzie albo w tragicznym stylu, to będzie czarna rozpacz. Stałby się wolnym człowiekiem, bez zobowiązań, ale spadłby jednocześnie do niższej kategorii w boksie. Więc musi dobrze zawalczyć.

Dlaczego zrywa z promotorami - Mariuszem Kołodziejem i Jimmym Burchfieldem - w taki sposób?

- Bo jego menedżer Iwajło Gocew dostarczył mu oryginalny kontrakt, który otrzymał od Rosjan. Wcześniej umowę na tę walkę przedstawił mu promotor. Między dokumentami były duże rozbieżności w kwotach.

Czy w boksie rzeczywiście panuje taka wolnoamerykanka?

- Takie rzeczy zdarzają się w biznesie, polityce i rzecz jasna również w sporcie. Mariusz jest łatwowierny. A z drugiej strony rozumiem, że współpracując z kimś, trudno z góry zakładać złe intencje. Wcześniej też w ten sposób podpisywał kontrakty na walki - wierząc promotorowi. I do pojedynku z Władimirem Kliczką [okazało się po nim, że Wach był na dopingu] wszystko układało się dobrze. To dzięki promotorowi Wach wypłynął na szerokie wody. Ale fakt - nie wiadomo, ile za jego walki płacili organizatorzy. Tym razem nie dostanie honorarium, ale zarobi na sprzedaży praw do transmisji do Polski.

Powiedziałeś, że Wach musi dobrze się bić, bo przyszłość jest w jego rękach. Czego się spodziewasz?

- Ciekawej walki bardzo zmotywowanego Mariusza, dzięki czemu może nawet wygrać. Patrzyłem na początek jego przygotowań, na sparingi z Tomkiem Adamkiem i podobało mi się to, co widziałem. Szybkość lewej ręki, luz, choć już ciężko trenował i powinien być "zamulony".

Pierwszy raz jego przygotowania były rzetelne. Pamiętam, jak było przed pojedynkiem z Kliczką. Dziwię się, że promotor nie zainwestował w swojego zawodnika, by mógł się przygotować do walki życia jak człowiek. Tamte przygotowania były totalną pomyłką. Kosztowały może 20 tys. zł. Kliczko - zgodnie z jego zeznaniami podatkowymi - wydał na nie 300 tys. euro. Różnicę było widać w ringu.

Teraz jest inaczej. Jak na Mariusza nawet bardzo dobrze. Ma więcej pewności siebie, bo przecież przed laty sparował z Powietkinem i podobno całkiem dobrze mu szło.

Oczywiście, faworytem jest Rosjanin. Od porażki z Kliczką jego wiara w siebie rośnie.

Czy Wach powinien walczyć z Powietkinem tak jak Kliczko? Czyli po krótkim ataku przyklejać się do Rosjanina i pozbawiać go w ten sposób sił...

- To nie styl Mariusza. A Kliczko jest mistrzem w przeszkadzaniu niższemu, ale mocno bijącemu rywalowi. Nie tędy droga.

Mariusz powinien boksować agresywniej od początku walki. Jeśli będzie wystarczająco szybki, by trafiać Rosjanina, jeśli złapie dystans taki, że Powietkin będzie na końcu jego ciosów prostych, to jest w stanie wygrać.

Ale jeśli Rosjanin się rozkręci i zacznie trafiać, to pomóc Wachowi będzie mogła tylko jego odporność. Powietkin jest niewyględny, nieduży, ale bije w tempo, siły się kumulują. Jak trafi czysto, może każdego położyć.

Wacha? Kliczko nie dał rady, taki King Kong nokautu, to Powietkinowi się uda?

- Odporność jest, a potem trach - i jej nie ma. Nie będę powtarzał banałów, że stoją tylko źle trafieni. Po prostu odporność jest cechą bez gwarancji.

Gdyby Wach pokonał Powietkina, miałby przed sobą Wildera, chyba jednego ze słabszych ostatnich mistrzów świata wagi ciężkiej. Kliczko budzi przerażenie - a Amerykanin?

- Sławę mistrza świata budują pokonani pięściarze. Wilder jest młody, nie zdążył poszaleć. Dziś nie ma też wielkich nazwisk w wadze ciężkiej. Muhammad Ali walczył w złotej epoce, bo sam ją stworzył, walcząc z George'em Foremanem, Kenem Nortonem, Joe Frazierem i innymi. To zresztą kłopot Kliczki, który nie ma rywali tej klasy.

Powtarza się tu nazwisko Kliczki. Obaj dzisiejsi rywale z nim walczyli i przegrali na punkty. Czym się różniły te walki?

- Kliczko zrobił z Wachem, co chciał, oprócz nokautu. Była gigantyczna różnica szybkości. Mariusz był bezradny.

Powietkina Kliczko się obawiał. Chciał zrobić wszystko, by nie pozwolić mu boksować i realizować swój plan. A Rosjanin wszedł do ringu, by wygrać. Nie chcę powiedzieć, że Wach nie chciał wygrać, ale po prostu nie nadążał za wydarzeniami. Nie miał pomysłu. Powietkin miał, tyle że czasem jest tak, że masz pomysł na walkę, ale spotykasz się z kimś większym, lepszym technicznie, silniejszym fizycznie - i koniec.

Jak sądzisz, Rosjanie wybrali Mariusza, by mieć polskie danie na święto?

- Nie. Wybrali go ze względu na wzrost, by był sprawdzianem przed spodziewaną walką z również dwumetrowym Wilderem. Muszą to sprawdzić, bo pojedynek z dwumetrowcami ma inne wymagania niż ze zwykłymi ciężkimi.

Ja nigdzie nie szukam polityki, a już najmniej w boksie. Być może narodowość Wacha była później wykorzystana do promocji. Na pewno Putin nie zadzwonił do Riabińskiego i nie powiedział: "Weźcie Polaka i go zlejcie!".

Wiesz, że jeden z ważnych przedstawicieli Cerkwi powiedział, że Powietkin przegrał z Kliczką, bo nie korzystał ze wsparcia prawdziwej wiary? No, bo jest poganinem. Swarożyc i Perkun okazali się za słabi na Ukraińca.

- Na szczęście nie ma w boksie rubryki "wyznanie". Nieważne, skąd bierzesz napęd do zwycięstwa albo wytłumaczenie dla przegranej. Porażka to porażka. Przed walką z Wiaczesławem Głazkowem w Sands Casino Tomek Adamek i jego przyjaciel ksiądz przeprowadzili egzorcyzmy, bo w kasynie mieszka diabeł. I mimo to przegrał.

Parada piękności, płonący hokej i polowanie na rybę - Igrzyska Ludów Tubylczych [ZDJĘCIA]