Albert "Dragon" Sosnowski dla Sport.pl: Jeśli otrzymam dobrą ofertę, to wracam na ring

- Cały czas się dobrze prowadzę, jestem aktywny. Potrzebowałbym sześciu-ośmiu tygodni i jestem gotów, by wyjść do ringu - zapowiada Albert Sosnowski w rozmowie ze Sport.pl.
Były mistrz świata organizacji WBF, a także mistrz Europy EBU w latach 2009-10 i były pretendent do tytułu mistrza świata organizacji WBC (porażka z Witalijem Kliczko), planuje powrót na ring. Na początku musi pojawić się jednak odpowiednia oferta.

Antoni Partum: Od twojej ostatniej walki minęło niemal półtora roku. Co przez ten czas się z tobą działo?

Albert Sosnowski: Cały czas jestem w treningu. Od 18. roku życia jestem zawodowcem i praktycznie nic innego nie robiłem - tylko walczyłem i trenowałem. Dlatego ciężko jest to wszystko zostawić.

Chciałbyś jeszcze wrócić do ringu?

- Tak. Cały czas się dobrze prowadzę, jestem aktywny. Potrzebowałabym sześciu-ośmiu tygodni i jestem gotów, by wyjść do ringu. Jeszcze nie zawiesiłem rękawic na kołku, mam w sobie głód walki.

Planujesz pożegnalną walkę?

- Po tylu latach kariery i po stoczeniu tylu walk chciałbym zakończyć tę przygodę ze sportem w jakiś miły sposób. Mam kilka pomysłów. Jestem po rozmowie z Marianem Kmitą, może uda nam się doprowadzić do jakiejś walki, ale o szczegółach nie opowiem, bo nie chcę zapeszać. Z drugiej stronie nie mam presji, żeby walczyć za wszelką cenę i byle z kim. Wiadomo, że trzeba wiedzieć kiedy zejść ze sceny, ale jeszcze nie mówię nie. Czuję się na siłach. Do czterdziestki jest jeszcze trochę czasu.

Może w pożegnalnej walce chciałbyś zmierzyć się z Marcinem Rekowskim, z którym przegrałeś swoją ostatnią walkę w zawodowym ringu?

- "Reks" był lepszy i dlatego wygrał. A ja nie chcę się usprawiedliwiać.

Trzeba jednak przyznać, że wcześniej miałem długą przerwę od boksu. Moja wcześniejsza wygrana z Włodkiem Letrem trwała zaledwie jedną rundę, bo rywal skręcił nogę. Nie miałem więc okazji poboksować i złapać rytmu. A Rekowski przed pojedynkiem ze mną stoczył parę ciężkich starć, m.in. dwumecz z byłym mistrzem świata federacji WBC Oliverem McCallem. Wtedy szlifował umiejętności, mógł poczuć ring. No i w walce ze mną był po prostu lepszy, oszukał mnie, znokautował i wygrał. Chwała mu za to. Jednak, gdyby nadarzyła się okazja i byłyby ku temu pewne czynniki, które mogłyby doprowadzić do rewanżu, to bardzo chętnie bym z tego skorzystał.

Masz już plany na to, co będziesz robił poza ringiem?

- Bardzo podoba mi się rola komentatora i cieszę się, że mam okazję się w tym spróbować. Poza tym, cały czas jestem na sali treningowej i nie ukrywam, że budzą się we mnie aspiracje trenerskie. Chciałbym się zająć młodzieżą i przekazać swoje doświadczenia. Boksowałem na całym świecie, walczyłem na galach Floyda Mayweathera Jr. czy Manny'ego Pacquiao, w wielkich halach w Las Vegas czy Los Angeles, a do tego sam miałem do czynienia z różnymi trenerami. To wiedza bezcenna i chciałbym się nią podzielić. Wydaje mi się, że mogę być dla tych młodych chłopaków autorytetem.

Jak widzisz dzisiaj wagę ciężką? Kto jest dla ciebie numerem jeden?

- Powiem szczerze, że po przegranej z Marcinem Rekowskim bardzo kibicuję "Reksowi". Późno zaczął karierę, mimo to widać, że mocno pracuje i może daleko zajść. Ma mocne uderzenie i wierzy w siebie. Pierwsza trójka w kategorii ciężkiej w Polsce to: Szpilka, Wach i właśnie Rekowski. Fajnie byłoby zobaczyć walkę "Wikinga" z "Reksem", ale Mariusz otrzymał ofertę od Aleksandra Powietkina i rozumiem, że trudno było z niej nie skorzystać.

A jest jeszcze Andrzej Wawrzyk. Kto wie, czy niedługo nie dostanie jakiejś dużej szansy. Nie zapominam także o Krzysztofie Zimnochu, który ma aspiracje mistrzowskie, ale chyba jeszcze musi trochę poczekać. Mamy także Izu Ugonoha, który zmienił kategorię wagowa na ciężką i wciąż jest niepokonany.

Polska waga ciężka ma się dobrze. Może na którejś gali Polsatu zobaczymy kilka świetnych pojedynków polsko-polskich.



Najważniejsze polskie walki bokserskie [TOP 11]