Mayweather - Pacquiao. Majątek narodowy USA przy ringu

Za miejsce przy ringu w sobotniej walce Floyda Mayweathera z Mannym Pacquiao trzeba zapłacić nawet 120 tys. dol., za transmisję w Ameryce - 100 dol., pas dla mistrza jest wart 1 mln dol. Boks jest w stanie nirwany, ale czy kibic boksu też?
Nawet Las Vegas, miasto kaprys zbudowane na środku pustyni, nawykłe do szaleństw Sin City, jest w głębokim szoku. Bilety na walkę osiągają już ceny trudne do wytrzymania dla milionerów. 250 tys. dol. za wieczór boksu przy ringu w towarzystwie małżonki?

Kasyno MGM Grand, w którym za trzy dni stoczą pojedynek najlepsi pięściarze świata, rzuciło do publicznej sprzedaży zaledwie 500 sztuk, resztę, czyli 16,3 tys., rozprowadziło wśród krezusów, najwyżej obstawiających bywalców kasyna, wśród gwiazd filmu, rekinów Hollywood, rekinów finansjery. Nie, nie za darmo, nie w formie prezentu czy inwestycji w przyszłość, ale za - uwaga! - 72 mln dol. w sumie. Wiadomo więc, że na trybunach zasiądzie znacząca część twórców majątku narodowego USA, szczęśliwych, że ich na to stać.

Za oceanem przeważa opinia, że dzięki walce Amerykanina z Filipińczykiem boks pokazał imponującą, przyciągającą moc. - Owszem, MMA, UFC i inne sporty walki odnosiły ostatnio spore sukcesy, ale nie mają takiej siły globalnej jak boks. Popularność naszej dyscypliny idzie w górę w Rosji, w Europie Wschodniej, czy w Azji. Wystarczy policzyć te miliony i wtedy człowiek rozumie, skąd bierze się fenomen pojedynku Mayweather - Pacquiao - mówi w "New York Timesie" Michael Buffer, spiker pojedynków na całym świecie, z kontraktem w telewizjach HBO i RTL.

Buffer jest też symbolem potęgi boksu. Dzięki swojemu licencjonowanemu okrzykowi: "Let's get ready to rumble!", zarobił znacznie ponad 400 mln dol. Anonser milioner ma to szczęście, że będzie przy ringu - przedstawi Manny'ego Pacquiao i ogłosi werdykt, jeśli Filipińczyk wygra (Mayweathera zapowie Jimmy Lennon Jr). Jego słowa potwierdza wielkość sprzedaży praw do transmisji (w Polsce TVP zapłaciła 165 tys. dol.). Z niej oraz ze sprzedaży praw do kin, barów oraz z wpływów od sponsorów organizatorzy otrzymają około 130 mln dol.

Pojedynek stał się też zaczynem dużego projektu sportowego. O ile bowiem futbol amerykański, baseball, koszykówka czy piłka nożna mają swoje ligi regularnie przyciągające fanów i podtrzymujące zainteresowanie, o tyle w boksie czegoś takiego brak. Stąd pomysły wielkich otwartych telewizji, aby wrócić do pokazywania walk w pasmach otwartych. Będzie ich bardzo dużo, za wszystkim stoi Al Haymon, menedżer najlepszych pięściarzy, milioner, który w krótkim czasie zdominował rynek i narzuca swoją wolę. Jako menedżer Mayweathera doprowadził do pojedynku i będzie siedział w pierwszym rzędzie.

Pięściarze będą największymi beneficjentami pojedynku za 400 mln dol., bo podzielą się lwią częścią tych wpływów w stosunku 60:40. Niepokonany Mayweather otrzyma co najmniej 120 mln dol., leworęczny Pacquiao co najmniej 80. Już wiadomo, że obaj znajdą się na szczycie listy najbogatszych sportowców 2015 r. Część pieniędzy znajdzie się na ich kontach już w poniedziałek.

Ale zaraz po nich największy kawał tortu przypadnie sieciom kablowym i satelitarnym, czyli tym, którzy doprowadzają do amerykańskich domów sygnał nadawany przez płatne telewizje Showtime i HBO (pod egidą pierwszej walczy Mayweather, Pacquiao należy do drugiej). Kablowcy - czyli np. odpowiedniki polskich UPC, Vectra czy Aster - się obłowią, bo wezmą 30-40 proc. wpływów z pay-per-view.

I to właśnie jest informacja, przy której pieni się ze złości przeciętny amerykański kibic boksu, którego wszyscy oni chcą namówić na kupno walki za dwukrotnie więcej, niż zapłaciłby za obejrzenie innej, być może równie znakomitej, też o tytuł mistrza świata. I przewiduje czarny scenariusz, że pojedynek Mayweather - Pacquiao podbije ceny pięściarskich walk w systemie pay-per-view, czyli tych najlepszych. Ale na razie jego zachowanie jest dla telewizji zagadką, analitycy wkraczają na nieodkrytą ziemię. Jeszcze nikt nie kazał telewidzom zapłacić 100 dol. za prawo do obejrzenia walki, która w najlepszym przypadku potrwa niecałe 50 minut. I jeszcze nikt nie liczył, że w USA kupi ją 4 mln osób, takich jak dekarz z Chicago Guadelupe James pytany o walkę przez agencję AP.

- To śmieszne. Za 100 dol. można w Ameryce kupić znacznie więcej niż walkę pięściarzy - mówi James. Wścieka się, ale zapłaci.

A potem wystawi telewizor do ogródka, zaprosi rodzinę, sąsiadów. Wspólnie obejrzą pojedynek i podzielą się kosztami.