Boks. Ostatni pogromca Mayweathera żyje za 400 euro miesięcznie

19 lat temu jako ostatni pokonał Floyda Mayweathera, a teraz nie ma nawet telewizora, w którym mógłby obejrzeć zbliżającą się walkę "Pięknisia" z Mannym Pacquiao - tak postać Serafima Todorowa przybliża "New York Times". Amerykański dziennik odwiedził bułgarski Pazardżik, by sprawdzić, jak się wiedzie ostatniemu pogromcy najbogatszego sportowca świata.
"W półfinale olimpijskiego turnieju w Atlancie w 1996 roku w wadze piórkowej [do 57 kg] Mayweather przegrał po raz ostatni. Kilka miesięcy później 19-latek zaczął karierę zawodową, która dała mu 47 kolejnych zwycięstw i setki milionów dolarów zysku. 2 maja w Las Vegas w najbardziej dochodowej walce w historii zmierzy się z Mannym Pacquiao [szacuje się, że Amerykanin zarobi od 100 do 150 mln dolarów, a Filipińczyk 60 proc. tej kwoty]. Przegrany z walki Todorow - Mayweather ma majątek szacowany na 280 mln dolarów, a zwycięzca nie ma nawet telewizora" - pisze "NY Times".

Artysta, nie Tyson

Wspominając walkę z Mayweatherem, Todorow mówi, że być może na zwycięstwo nie zasłużył. Sędziowski werdykt wywołał ogromne kontrowersje. Arbiter ringowy po ostatniej rundzie podniósł nawet w górę rękę Mayweathera, będąc przekonanym, że to Amerykanin był lepszy. Po chwili musiał jeszcze raz wskazać zawodnika, który awansował do olimpijskiego finału.

Amerykanie złożyli protest, powszechnie twierdzono, że to za sprawą Emila Jeczewa, który był szefem sędziów, Bułgarzy mieli aż trzech swoich pięściarzy w olimpijskich finałach. Todorow przekonuje, że nawet jeśli rodak działał na jego korzyść, to tylko do pewnego momentu. "Przed finałem wszedł do szatni i powiedział, że jeśli chcę wygrać, muszę znokautować Somlucka Kamsinga. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie zrobił" - opowiada Todorow. "Wiedział, że tego rywala z Tajlandii wysoko wypunktowałem przed igrzyskami. Wiedział, że jestem technikiem, a nie facetem bijącym jak Mike Tyson, więc to, co zrobił, było tak naprawdę powiedzeniem mi, że idę na stracenie" - kontynuuje wicemistrz olimpijski. "Po finale długo nie przestawałem pić. Chciałem się zapić na śmierć" - wyznaje.

Bułgar po półfinale z Mayweatherem nie wyglądał na zdziwionego, gdy sędzia błędnie wskazał jako zwycięzcę Amerykanina. Po latach przyznaje, że wtedy werdykt był kontrowersyjny, ale nie aż tak, jak w finale. "On miał tylko 19, a ja 27 lat. Moje doświadczenie było o wiele większe" - mówi, chcąc przekonać, że w walce z Mayweatherem sędziowie jednak niekoniecznie się pomylili. "Wcześniej pokonałem wszystkich Kubańczyków, Rosjan, Niemców, wielu mistrzów olimpijskich. Byłem w ringu bardzo inteligentny, byłem w nim artystą" - tłumaczy pięściarz, który wśród amatorów poza srebrem igrzysk zdobył też po trzy tytuły mistrza świata i Europy.

Wybrał piekło

Todorow przyznaje, że inteligencji zabrakło mu w jednym momencie - w szatni po walce z Mayweatherem. "Wtedy popełniłem największy błąd mojego życia" - mówi. I opowiada, jak odmówił przejścia na zawodowstwo. "Pojawili się trzej mężczyźni. Jednym z nich był tłumacz, który powiedział, że ci dwaj chcą ze mną podpisać profesjonalny kontrakt, bo wiedzą, że nie ma drugiego tak dobrego białego boksera jak ja".

"NY Times" pisze, że za złożenie podpisu Bułgar dostałby dom, samochód i dużo pieniędzy. "Jeden z mężczyzn pochylił się nad Todorowem, trzymając w ręku pióro. Ale Bułgar odepchnął tę rękę" - czytamy. "Wiecie, co się wtedy stało? Oni podeszli do Floyda i zaczęli z nim rozmawiać" - opowiada Bułgar.

Na zawodowstwo Todorow przeszedł dopiero po tym, jak w 1997 roku bułgarska federacja zablokowała jego start w mistrzostwach świata w barwach Turcji, która za zdobycie tytułu oferowała mu milion dolarów. Kariery nie zrobił - z sześciu walk wygrał pięć i w 2003 roku postanowił dać sobie z boksem spokój. Teraz żyje z bokserskiej emerytury wynoszącej tylko 435 dolarów miesięcznie. Dorabiał m.in. w fabryce kiełbasy i w supermarkecie, ale tak jego żona, obecnie jest bezrobotny.

Todorow, opowiadając swą smutną historię, twierdzi, że po igrzyskach w Atlancie nie powinien wracać do piekła, czyli do Bułgarii. A "NY Times", przedstawiając jego losy, daje przestrogę wszystkim utalentowanym zawodnikom, którzy nie wykorzystują swego potencjału. Dowiadujemy się, że do turnieju olimpijskiego późniejszy wicemistrz przygotowywał się tylko przez trzy tygodnie, a zamiast analizować, jak walczą rywale, od zawsze wolał balować. "Kiedyś zamknąłem go w pokoju, to wyskoczył przez okno i znalazłem go kilka pięter niżej u zawodniczek naszej lekkoatletycznej kadry" - opowiada Georgi Stojmenow, który odkrył talent Todorowa.