Andrzej Grajewski o Michalczewskim:

Niestety, lata robią swoje i Darek nie jest tym samym bokserem co cztery lata temu. Wytrzymałościowo był bardzo dobrze przygotowany, jednak stracił szybkość i dynamikę - ocenia Andrzej Grajewski.
Dla Gazety

Andrzej Grajewski

organizator zawodowych walk bokserskich

Nie byłem w Hamburgu, ponieważ spodziewałem się takiego rozstrzygnięcia. Dlatego wysłałem syna. Szansą Darka Michalczewskiego było jedynie zwycięstwo przed czasem. Znam kulisy boksu zawodowego, dlatego nie chcę rozwodzić się o prawdziwych przyczynach porażki naszego boksera. Powiem tylko tyle, że w tym pojedynku było 20 proc. sportu, a 80 proc. biznesu. WBO jest największą organizacją na świecie i nie zależało jej, żeby to bokser z Polski przeszedł do historii po wyrównaniu rekordu Rocky'ego Marciano. Gdyby było inaczej, Darek Michalczewski walczyłby ze słabszym rywalem, jak to się zwykle robi.

Niestety, lata robią swoje i Darek nie jest tym samym bokserem co cztery lata temu. Wytrzymałościowo był bardzo dobrze przygotowany, jednak stracił szybkość i dynamikę. Przez to nie mógł zrobić użytku ze swojej największej broni, czyli lewego prostego. Poza tym gorzej się poruszał i zamiast podchodzić do rywala, stał w rozkroku. Odniosłem wrażenie, że dużo kosztowało go zbicie wagi. W jego wieku trudno ją utrzymać na poziomie 79 kg.

Mimo wszystko jednak uważam, że nie przegrał z Gonzalezem. Walka powinna zakończyć się remisem ze wskazaniem na Michalczewskiego. To taki bonus przysługujący obrońcy tytułu. Nie można zostać mistrzem świata, cofając się przez całą walkę. A że w zawodowym boksie wszystko jest możliwe, pokazała walka Macieja Zegana [z Arturem Rigorianem - red.], który był znacznie lepszy, ale przegrał.

Co dalej z Michalczewskim? Jeśli jest mądrym człowiekiem, nie powinien wychodzić już na ring. Dlaczego? Bo jeśli po szóstej rundzie bokser idzie do narożnika rywala i nie widzi, że się pomylił, to znak, że trzeba kończyć karierę.