Leniarski: Takie pożegnania w boksie robi tylko Gołota

Elementy komiczne są wciąż obecne w karierze pięściarza Andrzeja Gołoty. Będzie to tym razem towarzyskie spotkanie w ringu z człowiekiem, którego nie było tam od ponad dekady. Między linami będą 93 lata. Nie licząc sędziego
Zagłosuj na aplikację Sport.pl LIVE!


Mówi się, że to pożegnanie Andrzeja Gołoty, ale ja zbyt długo go znam, aby pochopnie powtarzać tę plotkę.

Jak donoszą korespondenci sport.pl z Częstochowy (więcej przeczytacie tutaj) zanim doszło do ważenia w pubie Stacherczak przed sobotnią walką z Danellem Nicholsonem, rocznik 1967, Gołota, rocznik 1968, spotkał się z dziećmi, z młodzieżą, z prezydentem oraz otworzył nowy węzeł komunikacyjny.

Gołota sam jest węzłem, tylko że gordyjskim, tak zapętlonym, że niejednego psychologa rozbolałaby głowa, gdyby zechciał go rozwiązać. Normalnie sfinks.

Ja tam już nawet nie próbuję. Próbowałem już w 1988 roku, gdy przed wyjazdem na igrzyska w Seulu zrobił taki dym w warszawskiej dyskotece Park, że kilku ochroniarzy lizało rany przez długie tygodnie. Każdy sportowiec wyjeżdża na igrzyska dzięki nominacji PKOl, prawda? Andrzej po akcji pod Parkiem musiał mieć dodatkowo "nominację" milicji.

Wyjechać na emigrację do USA? Jasne, że można, ale nie jak każdy, normalnie, do azbestu czy na truki, tylko uciekając przed listem gończym. Wszystko to z poczucia humoru, bo bawi się Andrzej też trochę inaczej niż zwykły nabzdryngolony obywatel - z pistoletem nie na wodę w ręku, jak w Zazamczu we Włocławku.

Wrócić na ojczyzny łono? Pewnie, ale nie jak człowiek zwykły, tylko z listem żelaznym od prezydenta.

Prosta sprawa, zaczekać na taksówkę i wsiąść do niej? Nie, nie dla Gołoty, on zwyczajnie do taksówki nie wchodzi i nią zwyczajnie nie odjeżdża, a przynajmniej nie w Sopocie, gdzie Jarosław T. miał jakieś uwagi do Gołoty i jego taksówki. - Czy uderzył pan Jarosława T.? - pytał sąd. - Jeszcze nie.

Jeśli chodzi o boks zawodowy, od pewnego momentu też nie było zwyczajnie. Było nawet imponująco niezwyczajnie. Samson Pou'ha ze śladami zębów na karku, Danell Nicholson potraktowany z byka, Riddick Bowe trafiony w przyrodzenie nie raz, nie dwa, nie trzy, ani nawet nie cztery razy w dwóch walkach. Nie do każdego sędziowie przychodzą do szatni przed walką i mówią: "Andrew, tak nie można, bij powyżej pasa, nie gryź, nie wal z byka. Andrew, są pewne zasady", i nic.

Lennox Lewis, Lamon Brewster, Ray Austin - w sumie jedna runda, ale za to jaka ciekawa, jaka naładowana zaskakującą akcją. I ile uciechy dla satyryków.

I zawsze te zwroty akcji... Już, już wygrałby z Michaelem Grantem, ale zrezygnował sześć minut przed końcem. Już, już zakończył karierę po ucieczce z ringu przed Tysonem, a tu dają mu trzy z rzędu walki o tytuł mistrza świata. Już, już pożegnał się znokautowany przez Tomasza Adamka, a tu ktoś mu wystawia Przemysława Saletę. Już, już pożegnał się znokautowany przez Saletę, a tu następne pożegnanie. W Częstochowie, bez sędziów punktowych, bez orzekania o tym, kto wygrał, kto przegrał.

Kto robi takie pożegnania w boksie? Nikt. Znaczy, normalnie, tylko Gołota.

Eh, poetka, ba, noblistka, pisała z zazdrością:

"Muzo, nie być bokserem to jest nie być wcale.

Ryczącej publiczności poskąpiłaś nam.

Dwanaście osób jest na sali,

Połowa przyszła, bo deszcz pada,

reszta to krewni"

A gdyby było bardziej zwyczajnie? Bo mogło być. Piękna karta amatorska, tytuły w juniorach, medal olimpijski, cudowny lewy prosty, wytrzymałość Abeby, sprawność Comaneci, siła Robocopa. Był nawet Don King jako promotor załatwiający cudem, bo po Tysonie i po trzyletniej przerwie pojedynki o tytuł z Chrisem Byrdem, Johnem Ruizem - piękne pojedynki - i z Brewsterem. Mogłoby być.

Czy Eugenie Bouchard to nowa tenisowa królowa (Internetu)? [ZDJĘCIA]