Boks. Światowe media o walce Marqueza z Pacquiao: Koniec legendy?

W czwartym pojedynku dwóch wielkich gwiazd boksu Meksykanin Juan Manuel Marquez pokonał przez nokaut pochodzącego z Filipin Manny'ego Pacquiao i został mistrzem dekady wagi półśredniej. Światowe media są zachwycone walką, w którym było wszystko - zwroty akcji, krew, pot i łzy. Meksykańskie media triumfują, filipińskie są w szoku, amerykańskie pytają, czy to koniec wielkiej ikony boksu, a fani na Twitterze tworzą na temat walki dowcipy
"Obraz był szokujący. Mocny cios prawą ręką. Manny Pacquiao leży w bezruchu na twarzy, jest wyliczany przez sędziego. Juan Manuel Marquez wznosi swoje ręce w powietrze i cieszy się ze zwycięstwa. Pacquiao wciąż się nie rusza. Jego żona płacze. Zaraz, zaraz. Pacquiao ciężko znokautowany?! Wariactwo... A jednak to się stało!" - tak o walce Pacquiao z Marquezem pisze "Biblia boksu", czyli fachowy magazyn "The Ring".

Dziennikarz Michael Rosenthal zatytułował swoją relację "Marquez oszołomił bokserski świat" i zastanawia się, czy przypadkiem w ten efektowny sposób, nokautując Filipińczyka w szóstej rundzie, nie zakończył jego wspaniałej kariery.

"To jeden z najbardziej dramatycznych momentów w historii boksu. Dla Pacquiao wynik nie mógł być bardziej niszczący, a dla Marqueza... słodszy. W poprzednich trzech walkach z Filipińczykiem dał z siebie wszystko, a wywalczył tylko remis i dwa razy przegrał decyzją sędziów. Teraz Pacquiao jeszcze w szóstej rundzie wydawał się znów bliski zwycięstwa [twarz Marqueza była cała we krwi - przyp. red.], gdy nagle BAM! Dostał prawy, który go uśpił. Jeden z dziennikarzy na trybunie prasowej krzyknął 'O mój Boże, o mój Boże', bo wielki mistrz leżał pobity. A potem krzyk fanów zagłuszył wszystkie głosy" - czytamy w relacji.

Rosenthal pisze też, że niewykluczone, że dojdzie do kolejnego starcia tych dwóch pięściarzy. "Kolejna walka? Promotor Bob Arum zapytał: Dlaczego nie?" - kończy swój artykuł dziennikarz.

Bokserski Popeye

Podobnie wstrząśnięty wydarzeniami na ringu w Las Vegas jest piszący dla "New York Times" Greg Bishop. "Juan Manuel Marquez wyrzucił obie ręce ku niebu, a krew sączyła się z nosa. Dziennikarze ruszyli do niego, ale Marquez powiedział niewiele. Jego twarz mówiła wszystko" - czytamy. Co ciekawe zwycięzca, nazwany przez dziennikarza bokserskim Popeye'em, mimo że ciężko znokautował rywala, sam potrzebował opieki medycznej. Krótko po walce musiał pojechać do szpitala - miał złamany nos i podejrzenie wstrząśnienia mózgu.

Tym bardziej Meksykanie są pod wrażeniem wyczynu swojego bohatera. "Krwawił tak obficie, że sytuacja wyglądała nieciekawie, ale zrobił coś, co zostanie zapamiętane na lata. Dynamit w pięści Marqueza wreszcie wybuchł. Marquez, meksykański dynamit, mistrz dekady!" - zachwyca się dziennik "El Universal".

Na drugim biegunie nastrojów są Filipińczycy. "Manila Times" pisze, że kraj jest w ogromnym smutku, tym większym że kilka dni temu dotknęła go wielka klęska w postaci tajfunu. "Tysiące rodaków wojownika z Filipin, którzy oglądali walkę na żywo na miejskich stadionach, zamarli w ciszy po nokaucie" - pisze gazeta.

Ekspert bokserski Ronnie Nathanielz stwierdził, że Pacquiao popełnił taktyczny błąd. "Źle zrobił, skupiając się na treningu wytrzymałościowym, a nie siłowym. Znaczenie mógł mieć też fakt, że zrezygnował ze swojego zwyczajowego rytuału przed walką, czyli wchodzenia z różańcem do ringu. Na tak pobożnego zawodnika mogło mieć to wpływ" - powiedział.

Mnóstwo ciekawych dyskusji toczy się również na serwisach społecznościowych. Powstał nawet okolicznościowy dowcip.

"Jak wielu Meksykanów potrzeba, by znokautować Pacquiao? Just Juan! (Nieprzetłumaczalna gra słów. Juan, imię Marqueza, wymawia się podobnie do słowa "one", czyli jeden, just=tylko). Na ripostę fanów Filipińczyka nie trzeba było długo czekać. "Jak wielu Meksykanów zostało podbitych przez Pacquiao? Manny. (Manny = imię Pacqiao, pisane podobnie jak "many", czyli "wielu").