Boks. Pacquiao przegrał przez nokaut. Marquez pięściarzem dekady

Idol Filipin Manny Pacquiao na deskach. Legendarny bokser został znokautowany przez swego odwiecznego rywala, Juana Manuela Marqueza. Ich czwartą walkę w historii Meksykanin zakończył w szóstej rundzie potężnym prawym. Marquez zdobył pas WBO dla mistrza dekady wagi półśredniej.
Marquez i Pacquiao spotkali się w ringu już po raz czwarty. W MGM Grand w Las Vegas Marquez odniósł dopiero pierwsze zwycięstwo. Poprzednio dwa razy triumfował Pacquiao, raz sędziowie ogłosili remis.

W sobotę, tak jak w każdym poprzednim pojedynku Meksykanina i Filipińczyka, w ringu znów oglądaliśmy wojnę. Ale tym razem wreszcie zakończyła się ona w sposób, który nie może budzić kontrowersji.

Była szósta runda, "Pacman" wyglądał, jakby się rozkręcał, próbował atakować. Filipińczyk wyraźnie zapomniał już o kryzysie, jaki przeżył w trzecim starciu, w którym wylądował na deskach po świetnym prawym sierpowym Marqueza. Młodszy z rywali (Pacuquiao urodził się w 1978, a Marquez - w 1973 roku) teraz szukał ciosu, po którym Meksykanin znów byłby liczony jak w piątej rundzie. I właśnie jedną z takich prób wykorzystał "Dinamita". Gdy Pacquiao opuścił ręce, Marquez błyskawicznie wyprowadził soczysty prawy, który wylądował na szczęce "Pacmana". A po nim sam Pacquiao wylądował na deskach i długo z nich nie wstawał.

Filipińczyk doszedł do siebie dopiero po kilku minutach. Kiedy wstał, uśmiechnął się do Marqueza i podał mu rękę. - Dałem z siebie wszystko i chyba poczułem się za pewnie. Nie spodziewałem się tego ciosu, zostałem trafiony naprawdę solidnie - komentował na gorąco Pacquiao.

- Wiedziałem, że to będzie bardzo trudna walka, ale też wiedziałem, że mogę wygrać - cieszył się Marquez.

Efektowne zwycięstwo dało Meksykaninowi tytuł "Pięściarza Dekady". Walkę o takie miano zaproponowali promotorzy Filipińczyka. Marquez swojej szansy nie zmarnował - udowodnił, że jest naprawdę wielkim bokserem, a fanom, którzy od zawsze stawiali go nad "Pacmanem", dał ogromną satysfakcję.

Trzy poprzednie wojny gladiatorów wagi półśredniej kończyły się wielkimi kontrowersjami, bo wszystkie były niesamowicie wyrównane. Czwarta przyniosła niespodziewane rozstrzygnięcie, a w piątej powinno być jeszcze ciekawiej, bo Pacquiao najwyraźniej już ją planuje. - Chciałbym piątego pojedynku, na pewno byłby dobry - mówi Filipińczyk.

Na pewno byłby też niezwykle dochodowy. W sobotę wśród 16 tysięcy widzów zgromadzonych w MGM Grand w Las Vegas byli m.in. Mike Tyson i Magic Johnson, a wkrótce na konta bokserów wpłyną pieniądze od telewizji. Poprzednią walkę Pacquiao - Maruez w systemie pay-per-view kupiło 1,3 mln widzów. Jeśli sobotnia sprzedała się równie dobrze, to "Pacman" na porażce zarobi nawet 26 mln dolarów (8,6 mln już dostał), a Marquez do czeku na 3 mln, jaki zapewnił sobie przed pojedynkiem, otrzyma bonus w wysokości ok. kolejnych trzech milionów.