Boks. Haye wygrał z Chisorą... i nienawiścią

Przed walką Davida Haye'a (26-2, 24 KO) z Dereckiem Chisorą (15-4, 9 KO) dużo mówiło się o nienawiści, jaką darzą się obaj bokserzy, ale po znokautowaniu rywala Haye nie pokazał nienawiści, lecz uściski i uśmiechy. Pięściarze złapali się za ręce i pozowali do zdjęć, sprawiając wrażenie najlepszych przyjaciół.
Wcześniej wyglądali jak najwięksi wrogowie. Niecałe pół roku temu pobili się na konferencji prasowej po gali w Monachium (Chisora przegrał wcześniej z Witalijem Kliczką), za co angielska federacja zawiesiła licencję Chisorze (Haye już wcześniej oficjalnie zakończył karierę), a podczas sobotniej walki (wzięli w niej udział dzięki licencjom z Luksemburga) prowokowali się wzajemnie słowami i gestami.

Na początku walki wrażenie lepiej dysponowanego sprawiał Chisora, który miał szczelną gardę i cierpliwie czekał na okazje do zaatakowania lewym sierpowym. Z czasem stawał się jednak coraz bardziej zmęczony, a Haye zaczął dochodzić do głosu.

Gdy wreszcie zaczął trafiać, to potężnie - w piątej rundzie dwukrotnie posłał rywala na deski, zmuszając sędziego do zakończenia walki, mimo że do gongu pozostawała zaledwie sekunda. Haye sięgnął tym samym po tytuł WBA Inter-Conti i WBO International.

Po nokaucie Chisora szybko doszedł do siebie i pozował razem ze swoim niedawnym wrogiem do zdjęć w pełnych przyjaźni uściskach.

Walka Haye vs Chisora - tak relacjonowaliśmy na żywo