Boks. Roy Jones Jr - człowiek, który zrewolucjonizował boks

Najlepszy pięściarz lat 90. ubiegłego wieku Roy Jones jr będzie walczył w Polsce z Dawidem Kosteckim. Nazwiska nie oddają ciosów, ale Roy wciąż jeszcze to potrafi, mimo 43 lat
Z co najmniej dwóch powodów Jones stał się wielką postacią boksu. Po pierwsze, za jego sprawą dokonał się przewrót w boksie amatorskim. Po drugie, wywalczył tytuł mistrza świata wagi ciężkiej jako były mistrz kategorii średniej.

Amerykanin stał się rewolucjonistą nie ze swojej woli, nie chciał pewnie nawet, aby do rewolty doszło. Ale na igrzyskach w Seulu w 1988 r. przekupieni sędziowie ogłosili, że przegrał finałowy pojedynek z Koreańczykiem Parkiem Si Hunem. Gdy Amerykanie cieszyli się w narożniku z oczywistego zwycięstwa, sędzia ringowy otrzymał werdykt do odczytania i szczęka mu opadła. Bo Jones wygrał każdą rundę, zadał prawie trzykrotnie więcej ciosów, dzięki swojej niebywałej szybkości i technice był dla rywala niemal nieosiągalny, ale - zdaniem sędziów - przegrał 2:3. Później wręczono mu nagrodę Vala Barkera dla najlepszego pięściarza turnieju jako trzeciemu w historii igrzysk bokserowi, który nie został mistrzem olimpijskim. Trzech sędziów punktowych - w czasie pobytu w Seulu pojonych i żywionych przez koreańskiego milionera - zostało dożywotnio zdyskwalifikowanych. Jones po blisko dziewięciu latach otrzymał od MKOl mizerną rekompensatę, srebrny order olimpijski, taki, jakich organizacja przyznaje co roku kilkadziesiąt. O aferze pisali szeroko oburzeni Amerykanie, między innymi wielki scenarzysta David Mamet, guru publicystów George Vecsey, ale nie tylko oni, bo oburzony był cały świat. W wyniku afery boks amatorski zmienił się na zawsze - wprowadzono inny system liczenia punktów. Sędziowie za pomocą specjalnych maszynek z przyciskami odnotowywali teraz poszczególne ciosy, co wymusiło na pięściarzach inny styl boksowania. Zawodnicy z szermierzy na pięści sami zamienili się w maszynki do zadawania ciosów.

Jako zawodowiec Jones zdominował boks w kategoriach od średniej do półciężkiej na długie lata. W 2003 r. wyzwał na pojedynek mistrza wagi ciężkiej Johnny'ego Ruiza. Przed walką w Las Vegas mistrz ważył 103 kg, rywal - tylko 88. Ale Jones, znów dzięki szybkości i technice, wypunktował Ruiza. Poprzedni przypadek, gdy były mistrz wagi średniej został mistrzem ciężkiej, miał miejsce 106 lat wcześniej - sztuki tej dokonał Bob Fitzsimmons.

Ale wszyscy doskonale wiedzieli, kto był królem boksu w tamtym czasie - Lennox Lewis - więc osiągnięcie Jonesa było podważane przez znawców.

Od tego czasu jego kariera erodowała. Po powrocie do wagi półciężkiej przyszły porażki, w tym zadziwiająco szybkie jak na takiego czarodzieja boksu - z Antonio Traverem w drugiej rundzie, z Dannym Greenem - w pierwszej. Lub ciężkie nokauty - po zwaleniu się na deski w pojedynkach z Denisem Lebiediewem i Glennem Johnsonem leżał na nich przez kilka minut. Jones wciąż ma wielkie nazwisko, ale nazwiska w boksie zwycięstw nie gwarantują.

31-letni Dawid Kostecki, pięściarz, który dotąd nie zaistniał na wielkim ringu, zderzy się więc ze skruszałym pomnikiem.

Jeszcze 30 czerwca Polak prawdopodobnie będzie na wolności. Właśnie powstaje pisemne uzasadnienie jego prawomocnego wyroku 2,5 roku więzienia za współkierowanie grupą przestępczą, która prowadziła trzy agencje towarzyskie. Obrońcy pięściarza - w tym Grzegorz Majewski, który bronił gen. Czesława Kiszczaka i szefa gangu pruszkowskiego Andrzeja S. "Słowika" - chcą złożyć kasację do Sądu Najwyższego. Po otrzymaniu pisemnego uzasadnienia wyroku adwokaci mają miesiąc na złożenie kasacji. Ale wniosek nie oznacza, że pięściarz będzie się cieszył wolnością aż do decyzji SN, chyba że sam sąd się na to zgodzi. Będzie mógł więc walczyć tylko wtedy, jeśli sędziowie w Rzeszowie przychylą się do innego wniosku obrony - o odroczenie wykonania kary. A takie wnioski w Sądzie Okręgowym w Rzeszowie rzadko są uwzględniane.

Pojedynek, który odbędzie się w Łodzi, pokaże telewizja w systemie pay-per-view.