Mariola Gołota o pojedynku męża: To będzie prawdziwa walka w klatce, bez żadnego udawania

W czwartek polskie media obiegła informacja, że za kilka miesięcy dojdzie do trzeciego pojedynku Andrzeja Gołoty z Riddickiem Bowe'em, jednak nie będzie to walka bokserska. W rozmowie z portalem Bokser.org małżonka polskiego pięściarza Mariola Gołota zapewnia, że w grę wchodzi jedynie prawdziwa rywalizacja, w której nie będzie typowej dla wrestlingu reżyserii wydarzeń.
Starcie w 44-letniego Polaka z jego rówieśnikiem z USA ma odbyć się jesienią, najprawdopodobniej w Polsce. Po 16 latach od dwóch porywających bokserskich walk, Gołota i Bowe mają zmierzyć się już nie w ringu, ale w klatce.

- Może pani potwierdzić, że kontrakty na trzecią walkę męża z Riddickiem Bowe'em są już podpisane?

Mariola Gołota: Tak, obaj złożyli podpisy, jednak do spotkania Andrzeja z Riddickiem, po piętnastu latach od ich drugiej walki, jeszcze nie doszło.

- Jak będzie wyglądać ten pojedynek? Mówi się o wrestlingu, który cechuje się tym, że scenariusz walki jest wyreżyserowany.

MG: To będzie prawdziwa walka w klatce, o żadnym udawaniu nie może być mowy.

- Najprawdopodobniej chodzi zatem o mieszane sztuki walki? W ramach jakiej federacji odbędzie się walka?

MG: O tej dyscyplinie wie pan chyba więcej niż my. Szczegółów nie znamy, to dla nas zupełnie nowe doświadczenie. Więcej dowiemy się, gdy Andrzej zacznie treningi. W tej chwili dopiero rozpoczyna przygodę z nową dyscypliną i przed nim jeszcze długi, trwający dwanaście-czternaście tygodni okres przygotowań. Walka ma odbyć się jesienią, ale dokładnego terminu nie znamy. Intencja jest taka, aby zorganizować ją w Polsce. Szanse na to, że walka odbędzie się w naszym kraju, oceniam na większe niż pięćdziesiąt procent.

- Któraś z polskich telewizji zgłosiła już wstępne zainteresowanie pokazywaniem tego wydarzenia?

MG: To pytanie do organizatorów, jednak występy Andrzeja są zawsze chętnie oglądane, bo daje z siebie wszystko. Będzie to w jego wykonaniu coś nowego, dlatego uważam, że znajdą się chętni.

- Mąż będzie się przygotowywał w Chicago, tam gdzie państwo mieszkacie?

MG: Do Andrzeja z propozycją pomocy zgłosiło się wiele osób. Będzie trenował w Reno w stanie Nevada, zacznie pewnie za kilka tygodni. Wiemy już, kto będzie go uczył. W tym wieku nie jest łatwo zacząć uprawiać nową dyscyplinę, ale Andrzej jest sportowcem i da sobie radę. Dobrą kondycję na pewno ma już teraz, ale przed nim wiele nauki. Nie stanie do walki dopóki nie będzie gotowy, dopóki nie będzie miał komfortu, że może pokazać w niej coś wartościowego.

- Jeżeli tego komfortu nie będzie, to będzie istniała możliwość wycofania się z pojedynku?

MG: Jeśli walka zostanie oficjalnie ogłoszona na dany termin, to rezygnacja Andrzeja lub Riddicka będzie wchodzić w grę tylko w wypadku kontuzji, przynajmniej tak to sobie wyobrażam. Nie ma takiej opcji, że Andrzej w którymś momencie stwierdzi: "Nie podoba mi się, nie chcę się dalej w to bawić".

- Pomysł walki Gołota-Bowe III w dyscyplinie innej niż boks spotyka się z krytyką dziennikarzy i kibiców. Nie przeszkadza to państwu?

MG: Odpowiem tak: wobec swoich przeciwników Andrzej zawsze był uczciwy. Od kiedy Riddick Bowe przestał uprawiać boks, dystans dzielący jego i Andrzeja jako pięściarzy zrobił się bardzo duży. Andrzej miał świadomość, że jest obecnie o wiele lepszy niż Riddick, dlatego uznał, że nie w porządku byłoby wychodzić przeciwko niemu na ring. W momencie, kiedy obaj muszą nauczyć się nowej dyscypliny, szanse się wyrównują. Miesiąc lub dwa treningów bokserskich Bowe'a w porównaniu z Andrzejem, który trenuje od półtora roku? To byłoby niesprawiedliwe. Nie mam żadnych wątpliwości, że jako bokser Andrzej wygrałby z Riddickiem. W tym sporcie nie chodzi jednak o to, aby łatwo wygrywać walki z rywalami, którzy nie są aktywni, zdążyli zatracić umiejętności.

- Jednym z powodów rezygnacji z pojedynku bokserskiego nie był kontrakt Andrzeja Gołoty z Donem Kingiem?

MG: Nie, ta umowa wygasa z końcem kwietnia. Później Andrzej będzie już wolnym agentem.

- Propozcja wyszła od państwa, czy ze strony Bowe'a?

MG: Riddick Bowe już od paru lat stosował słowne zaczepki, próbował namówić Andrzeja na trzecią walkę. Zresztą, nie on jeden. Do wyjścia na ring przeciwko Andrzejowi już dawno ustawiła się długa kolejka chętnych. Temat walki z Bowe'em przewijał się przez ostatnie lata. Dopóki była mowa o walce bokserskiej, Andrzej nie chciał się zgodzić. Nie wiem zresztą, czy Bowe dostałby bokserską licencję, skoro od dawna nie ćwiczył. W momencie, gdy z obozu Bowe'a wyszła poważna propozycja dotycząca innej walki, Andrzej ją zaakceptował.

- W polskich mediach od dawna mówiło się o pożegnalnej walce pani męża, ale jako boksera. Czy obecna sytuacja oznacza, że Andrzeja Gołoty - pięściarza, już nie zobaczymy? Walkę z Bowe'em w innej dyscyplinie mamy traktować właśnie jako pożegnalny występ?

MG: Tego jeszcze nie ustaliliśmy. Jeśli chodzi o boks, to rywalem nie mógłby być Bowe, jednak walka pożegnalna w boksie na pewno kiedyś się odbędzie. Przeciwnik będzie lepszy niż Riddick. Andrzej nie chce toczyć jednostronnej walki i kogoś obić, ale rywalizować naprawdę. Chce dać coś kibicom. Andrzej nie ma nic do stracenia. Chce sprawdzić się w nowej dyscyplinie, przekonać się, czy nadal jest dobrym sportowcem, czy potrafi odnaleźć się w czymś innym niż boks.

- Pani męża przez lata nie omijały kontuzje, zawsze wiele mówiło się o urazie lewego barku. Nie obawia się pani o zdrowie męża? Ryzyko poważnej kontuzji na pewno nie będzie teraz mniejsze.

MG: Jeżeli urazy znów się pojawią, to będziemy musieli się poważnie zastanowić, czy sport kontaktowy w ogóle może wchodzić w rachubę. Jeżeli zdrowie nie dopisze, to Andrzej z pewnością podziękuje wszystkim kibicom, a na walki zacznie przychodzić tylko jako widz lub trener. Jeśli jednak jest zdrowy, czuje się dobrze, jest wysportowany, to dlaczego miałby nie szukać nowych wyzwań?