Boks. Wilczewski: Proksa wygrał 115:113

Piotr Wilczewski to kolejna osoba, której trudno zgodzić się z decyzją sędziów w sobotnim pojedynku Grzegorza Proksy z Kerrym Hope'em. W Sheffield polski pięściarz po dwunastu rundach przegrał na punkty (114:114, 113:114, 112:115) i stracił tytuł mistrza Europy w wadze średniej.
- W moim odczuciu najbardziej uczciwy byłby wynik 115:113 dla Grześka i to bez żadnego naciągania. Dwie pierwsze rundy zdecydowanie wygrał, ale wyraźnie zdeprymowało go rozcięcie lewego łuku brwiowego. Wiem po sobie, że gdy na oczy leje się krew, to traci się widoczność, koncentrację i trudno skupić się na walce - tłumaczy "Wilk".

- W piątej lub szóstej rundzie Grześka dopadł kryzys, być może spotęgowany przyjęciem jakiegoś mocnego ciosu. Mimo wszystko zdołał się pozbierać, a od ósmej w wymianach był już dużo bardziej precyzyjny niż rywal. Walijczyka trudno było zepchnąć do defensywy, to duży i silny bokser. To on spychał Proksę na liny, gdzie padało wiele ciosów. Jednak na oko, na dziesięć uderzeń z obu stron Grzesiek trafiał siedem razy, Hope trzy - analizuje bokser z Dzierżoniowa.

W październiku ubiegłego roku Wilczewski również stracił pas mistrza Europy (w wadze super średniej) na Wyspach, gdzie uległ reprezentantowi gospodarzy Jamesowi DeGale'owi. Podobnie jak Proksa, sędziowie przyznali wygraną rywalowi w stosunku dwa do remisu (114:114, 113:115, 113:115).

- Po ostatnim gongu byłem pewien, że Grzesiek tej walki nie przegra. Byłem przekonany, że w najgorszym wypadku padną rezultaty 115:113 na jego korzyść. Stało się inaczej, a przecież to on był mistrzem Europy, to jego promotor organizował galę. Bardzo dziwna sytuacja - ocenia Wilczewski, który 31 marca w Kilonii stanie przed kolejnym wielkim wyzwaniem. Polak mierzy się z byłym mistrzem świata Arthurem Abrahamem.

Więcej o boksie na Bokser.org?