Boks. Floyd idzie do kasyna

Mayweather Jr. ma szczęście i dobrych prawników - sąd później wtrąci go do więzienia, by pięściarz mógł zarobić miliony dolarów w walce z Miguelem Cotto o tytuł mistrza świata
W Ameryce jest kimś. Kiedy Floyd Mayweather Jr., w towarzystwie przyjaciela rapera 50 centa, pojawił się w Indianapolis w dzień Super Bowl, jego autobus promujący walkę z Cotto spowodował korki. Pięściarz musiał rozdać tysiące autografów. Kamery śledzą go, gdy robi zakupy w galeriach handlowych, a fani wciskali się do przymierzalni, by chwalić się potem zamieszczanymi na YouTube filmikami. Jego nazwisko jest non stop na stronach gazet i na pięściarskich portalach. Trwa tasiemcowy serial o planowanym wielkim pojedynku. Starcie z Filipińczykiem Manny'm Pacquiao jest bodaj najbardziej lukratywną walką, która (zapewne) nigdy się nie odbędzie.

Dziennikarze, którzy z trudem wyszli ze stanu osłupienia, przerzucają się argumentami, dlaczego przeciwnicy nie mogą się porozumieć, choć do zarobienia jest około 90 mln dol. Rywale, trenerzy i promotorzy dolewają oliwy do ognia, oskarżając się nawzajem o doping, tchórzostwo - toczy się sądowy proces o zniesławienie wytoczony przez Filipińczyka. W tej walce inicjatywa należy do Mayweathera Jr., złośliwego, niewahającego się rzucić mocne, obraźliwe, szydercze słowo.

Z gardła z trudem wydobywa się dobre słowo pod jego adresem, ale nawet Pacquiao nie może mu odmówić sportowej klasy. Floyd jest uważany za jednego z dwóch najlepszych pięściarzy bez względu na wagę. Ten nieoficjalny tytuł dzieli właśnie z Filipińczykiem.

- Niepokonany wirtuoz obrony. Kontra to jego zabójcza broń. Szybkość jego drugim imieniem, na trzecie powinien mieć refleks - tak się o mówi o Mayweatherze Jr. Można jeszcze coś dodać o braku skrupułów - fakt, skrupuły w ringu mogą potem boleć - tak było przy nokaucie Victora Ortiza, gdy biedak nie zorientował się, że walka została wznowiona.

I ten charyzmatyczny bohater ringu, przyjaciel gwiazd show-biznesu, człowiek - choćby ze względu na 35 lat życia - dojrzały, pewnej październikowej nocy 2010 roku w Las Vegas wpadł z kolegą do swojej dziewczyny Josie Harris, matki jego trojga dzieci, i w kłótni wykorzystał ringową sprawność, bijąc, ciągnąc za włosy i wykręcając ręce kobiecie. Dzieci patrzyły na te sceny.

Sąd uznał, że Floyd jest winien przemocy domowej mniejszego stopnia i w grudniu skazał go na 90 dni więzienia. Gdyby uznał ten akt przemocy za zbrodnię, a nie występek, Mayweather mógłby zostać skazany nawet na 34 lata.

Teraz nadciąga najlepsze. Ale najpierw o Arturze Szpilce i sytuacji tak bardzo różnej, że warto ją przytoczyć.

Otóż Szpilka miał w październiku 2009 roku przed pojedynkiem Andrzeja Gołoty z Tomaszem Adamkiem walczyć z Wojciechem Bartnikiem. Pojedynek międzypokoleniowy, w którym obaj mieli zarobić na życie, nie doszedł do skutku, gdyż Szpilkę zatrzymała policja tuż po oficjalnym ważeniu, czyli w przeddzień walki. Właśnie wtedy uprawomocnił się wyrok za udział w bójce przed dyskoteką, zajście sprzed wielu miesięcy. Zasadniczo można było Szpilkę zatrzymać w sobotę po walce lub w niedzielę, bo się nie ukrywał, ale tak się nie stało.

Mayweather Jr. też miał w planie walkę, termin został ustalony z kasynem i telewizjami na 5 maja. W dniu wyroku przeciwnik nie był znany. Pięściarz co prawda zwyczajowo wyzwał na pojedynek Pacquiao, ale tradycyjnie okazało się, że to starcie jest niemożliwe. Kontrakt podpisał więc Portorykańczyk Miguel Cotto, mistrz w kategorii o trzy kilo wyższej niż ta, w której bije się Mayweather, bo lekkośredniej (154 funty, 69,8 kg).

Lokalny sąd nie jest w Nevadzie zawieszony w próżni. Działa w Las Vegas, stolicy boksu i hazardu, nie obraża się na rzeczywistość lecz stoi do niej frontem.

A, jak słusznie mówił w "Ocean's Eleven" Danny Ocean, komisja kasyn Nevady wymaga, aby każde z nich miało w gotówce tyle, ile wynosi wartość żetonów. "Każdego dnia w tygodniu jest to 60-70 mln dol., w weekend 80-90 mln, a w dniu walki 100-150 mln" - zachęcał kolegów do wielkiego skoku George Clooney jako Danny.

Trzeba dodać, że 5 maja to nie tylko sobota, ale też wielkie święto amerykańskich Meksykanów Cinco de Mayo, a MGM Grand Casino and Resort - tam, gdzie miał walczyć Mayweather Jr., obywatel Nevady - jest bodaj największym domem hazardu w mieście, jeśli nie na świecie.

Sędzia pokoju przychylił się więc do prośby obrońców pięściarza i w obecności raperki Lil'Kim, gwiazdy R&B Raya J., tłumu wielbicieli oraz prawników przeniósł odbywanie kary na 1 czerwca. Koronnym argumentem był wpływ walki na ekonomiczny stan Nevada.

Nie zwlekając, komisja sportowa stanu przyznała Mayweatherowi Jr. licencję na tę tylko walkę (dotychczasowa wygasła z końcem 2011 r.), a szef komisji Ray "Skip" Avansino Jr. stwierdził, że jeśli Mayweather Jr. nie będzie grzeczny i nie spełni warunków sędziego pokoju, jakie ustalił przenosząc odbywanie kary, będzie to "tragedia dla stanu".

- Będę grzeczny jak dżentelmen - powiedział Mayweather Jr. Na pewno będzie, bo - jak sam ocenia - w święto Cinco de Mayo zarobi 60-70 mln dol.